Ocena transferów rywali

Powoli zbliża się początek sezonu. Wiąże się to z punktem kulminacyjnym okna transferowego, treningów przygotowujących do kolejnej kampanii oraz turniejów o prestiżu zbliżonym do wygranej w pasjansa. Warto więc przeanalizować dotychczasowe ruchy naszych największych rywali.



Arsenal od zawsze wywoływał mieszane uczucia wśród kibiców. Z jednej strony jest bardzo prestiżową marką w świecie futbolu, której popularność i przychody niemalże dorównują tym absolutnie topowym ekipom. Z drugiej zaś, nieco mogły już zmęczyć wszystkich coroczne zapowiedzi wielkich inwestycji w skład, kończące się transferami zgodnymi z maksymą: „miał być Oxford, wyszedł Otwock”. Jednak od zeszłego lata Kanonierzy zmieniają wizerunek klubu sprzedającego gwiazdy i kupującego gwiazdki. Do drużyny prowadzonej przez Arsène’a Wengera przychodzą coraz lepsi piłkarze. Sánchez jest naturalnie jednym z nich. Chilijczyk to świetny zawodnik, który mimo iż dojrzał w Barcelonie i był wyróżniającą się postacią zeszłej kampanii, cierpiał na syndrom mierzenia umiejętności w skali: „od zera do Messiego”.

Kolejnymi intrygującymi zakupami francuskiego menadżera jest ściągnięcie dwóch prawych obrońców – Debuchy’ego i Chambersa. Sprowadzenie ich kosztem Sagni (mimo iż szkoleniowiec Kanonierów próbował go przekonać do pozostania) i Jenkinsona to dobre posunięcie, wyraźnie wzmacniające prawą flankę. Anglik może na początku ustąpić miejsca starszemu koledze, jednak wątpię, że taki stan potrwa długo. Mathieu wnosi większe doświadczenie i zapewnia solidniejszą postawę w defensywie i tym samym lepszy balans w zespole. Chambers gra jednak lepiej w ofensywie, często stara się dryblować i podłączać do akcji – myślę, że perspektywa skorzystania z jego talentu gry w ataku, będzie zbyt kusząca dla Wengera, żeby mógł się jej oprzeć.

Jedyne czego na dobrą sprawę brakuje Kanonierom do pełni szczęścia, to defensywnego pomocnika z prawdziwego zdarzenia oraz zabezpieczenia środka obrony w przypadku możliwego odejścia Vermaelena (zresztą nawet gdyby został, jego wieczne kontuzje sprawiają, że to w jakiej jest formie stanowi czysty hazard). Pewnie fani Arsenalu wskazaliby również wzmocnienie środka ataku, jednak w razie niedyspozycji Oliviera Giroud, zawsze może tam zostać przesunięty ze skrzydła Sánchez, co na przestrzeni lat lubił robić francuski menedżer.



The Blues z kolei całe okno transferowe spędzają pod szyldem: „kupujemy drogo, sprzedajemy jeszcze drożej”. Abramowicz wybrał się z wyprawą na koniec tęczy, gdzie znalazł garnek wypełniony złotem. Uzyskanie łącznej sumy w okolicach 80 milionów funtów ze sprzedaży mistrza paradoksów z idiotyczną fryzurą oraz napastnika, który idiotyczną fryzurę niedawno zmienił, zakrawa na żart z absurdalną pointą. Szczególnie, że te dwie transakcje sfinansowały w całości zakup Fàbregasa, Costy i Felipe Luisa. Ok, może Lukaku jest piłkarzem z gatunku: „the Next Big Thing”, a zapłacone przez Everton 28 milionów funtów jest konsekwencją obłędu, jaki zapanował na rynku transferowym. Jednak tak naprawdę Belg nie miał żadnej przyszłości na Stamford Bridge – w środowisku, w którym na rozwój perspektywicznego napastnika nikt nie ma specjalnie cierpliwości i czasu. Natomiast transfer Davida Luiza do PSG to już czysty surrealizm. 50 milionów za piłkarza, którego pozycję na boisku można w dużym uproszczeniu określić jako coś pomiędzy obrońcą a pomocnikiem – jest sumą, której wydanie ma równie mocne podstawy, co zostawienie żony sam na sam z Terrym czy teściowej z Rooneyem.

Jeśli chodzi o ogólną sytuację kadrową, to trzeba przyznać, że the Blues mają bardzo mocny i wyrównany skład. Pod względem pierwszej jedenastki porównywalny z Manchesterem City. Można by się na siłę przyczepić do braku realnej alternatywy dla Costy, który często łapie jakieś urazy. Ponadto w razie wybuchu epidemii w zespole czy przy masowym porażeniu przez piorun środkowych obrońców również może pojawić się jakiś odczuwalny problem z głębią składu. Para Terry – Cahill jest niezaprzeczalnym numerem jeden, gorzej z zestawieniem klasowej alternatywy. Poza tym intrygujące jest w jakiej dyspozycji wrócił Fàbregas do Premier League. Może i jego nowy image ukraińskiego separatysty wzbudza respekt, ale pojawia się podstawowe pytanie: czy jego transfer jest konsekwencją zmiany filozofii Mourinho na bardziej ofensywną i postawi na trójkę Cesc – Oscar – Matić? Jedno jest pewne – Portugalczyk z całą pewnością nie zmieni stylu gry pod presją mediów i kibiców, dlatego spodziewam się, że wypróbuje dość szybko podobne ustawienie i jeśli się nie sprawdzi, wróci do wariantu zwiększającego liczbę samobójstw na świecie.



Mimo iż the Citizens stwarzają pozory grzecznych chłopców, którzy przestrzegają Financial Fair Play, trudno do końca uwierzyć, że poprzestaną na sprowadzeniu Fernando, Sagni, Caballero i Zuculiniego. Jak wiemy, apetyt szejka Mansoura nie zostanie zaspokojony takimi skromnymi działaniami na rynku transferowym. Dlatego mocno prawdopodobne wydaje się kupienie klasowego środkowego obrońcy. Tajemnicą poliszynela jest, że wkrótce ma wzmocnić szeregi City Eliaquim Mangala, szczególnie po wpadce administratorów strony klubowej z niekontrolowaną publikacją materiałów dotyczących Francuza.

Co do ewentualnych luk w ekipie City, braki kadrowe mogą mieć co najwyżej w klubowym bufecie. Jeśli wspomniany wyżej transfer dojdzie do skutku, Manuel Pellegrini będzie dysponował najszerszym składem w Premier League.



Jak można było przewidzieć, Czerwone Diabły ze swoim finansowym potencjałem i bazą kibiców nie odczują wyraźnie braku gry w Lidze Mistrzów i nie czują kompleksów na rynku transferowym. Ściągnięcie – nawet kosztem olbrzymiej kwoty odstępnego i astronomicznych zarobków – Luke’a Shawa, jednego z najlepiej rokujących lewych obrońców nowej fali, może świadczyć o powyższym stwierdzeniu. Ciężko mi natomiast ocenić kupno Herrery. Może być strzałem w dziesiątkę, ale mimo wszystko brakuje tam w dalszym ciągu pomocnika, który będzie dzielił i rządził w środku pola. Jeszcze większym problemem dla Louisa van Gaala może okazać się brak lidera w sercu obrony. Evans, Smalling i Jones nie stworzą raczej zapory nie do przejścia (chociaż u tego pierwszego da się zauważyć wyraźny postęp), w dodatku konieczni są jacyś zmiennicy, szczególnie jeśli menadżer United zdecyduje się na ustawienie 3-5-2.



Oczywiście w wyścigu będą liczyć się także Everton i Tottenham, jednak jeśli chodzi o inwestycje przez te ekipy poczynione, najlepszą wydaje się obecnie kupno Romelu Lukaku. Martínez wyraźnie chce ustabilizować sytuację w klubie, nie bazując już wyłącznie na wypożyczeniach. Z kolei Pochettino oprócz drobnych zakupów w Swansea (Davies i Vorm), nie pokazał na razie nic specjalnego. Bardziej wpisał się w obsesję władz Tottenhamu, polegającą na momentalnym ściąganiem każdego, na kogo choćby spojrzą the Reds.

Gdybym miał wybrać ekipę, która zrobiła najlepszy biznes na tym etapie okna transferowego, wybrałbym Chelsea – głównie z powodu świetnego interesu ze sprzedażą Luiza, który nigdy jakoś specjalnie mnie do siebie nie przekonał. Poza tym utrata Lukaku i Ba nie powinna znacząco wpłynąć na postawę ofensywy. Szczególnie, że ten pierwszy i tak był cały czas wypożyczany, a drugi świata nie zawojował. Natomiast transfery Costy i Felipe Luisa, z naciskiem na tego drugiego, wyraźnie wzmocnią the Blues. City z kolei jest typowym gotowcem, do którego można już tylko dokładać pojedyncze elementy, więc po sprowadzeniu Mangali będą absolutnym faworytem rozgrywek. Arsenal oprócz polepszenia jakości kadry, po transferze Sáncheza zyskał impuls psychologiczny w postaci kolejnego klasowego nabytku. Wśród największych ekip, najsłabiej wygląda sytuacja Czerwonych Diabłów, ale odnoszę wrażenie, że jeszcze mocno namieszają w tym oknie. Everton bardzo naturalnie i dynamicznie się rozwija i nie można ich lekceważyć, ale zderzą się w końcu z problemem znaczącego poszerzenia składu. Koguty mają potencjał i z całą pewnością zainwestują większe środki. Mimo to trudno im będzie znaleźć bramkostrzelnych piłkarzy, bez których znowu skończą poza pierwszą czwórką.

Jak więc wypadają nasze działania na rynku transferowym w zestawieniu z rywalami? Nowych zawodników Liverpoolu szczegółowo opisał redaktor Gall, dlatego jedynie podkreślę, że wypadają całkiem nieźle i również pozostaję optymistycznie nastawiony do naszych nowych nabytków. W dodatku skala inwestycji jest bezprecedensowa. Myślę, że jeśli dopniemy transfer Moreno i jakiegoś utalentowanego napastnika, jedyne czym będziemy musieli się martwić, to nie potęgą City czy lepszym nastrojem wśród kibiców Arsenalu, a co najwyżej wydatnym przyczynieniem się do upadku Southampton.

Autor: Raf Dodano: 06.08.2014

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u