Analiza meczu z Tottenhamem

Liverpool gładko pokonał Tottenham w ostatniej kolejce, dodatkowo zachowując czyste konto. Dlaczego wynik końcowy wyglądał tak a nie inaczej pokazujemy w tej analizie. Było to spotkanie ciekawe, wymagające, ale rozegrane bardzo mądrze.

Choć na pierwszy rzut oka wydawało się, że The Reds zagrali w obronie przeciętnie, to jednak
wynik 3:0 idealnie odwzorowuje obraz gry z całego meczu. Mimo kilku błędów indywidualnych,
plan na spotkanie został zrealizowany prawie w stu procentach. O takim, a nie innym wyniku
przesądziło kilka elementów.

1. Para pomocników Allen i Henderson spowodowała, że ustawienie 4-4-2 nie groziło tym, że przeciwnicy z łatwością będą wykorzystywać boczne sektory boiska. W całym meczu, drużyna Kogutów dośrodkowywała celnie 6 razy, z czego trzy razy w ostatnich dziesięciu minutach, co było raczej wyrazem frustracji. To jak dobrze były chroniona strefa z boku pola karnego obrazuje poniższa grafika:



Pomimo, że wiele akcji, rywale próbowali rozpocząć na skrzydle, to rzadko zdarzało im się je tam kończyć. Żaden z trzech ofensywnych zawodników (Lamela, Chadli, Eriksen) nie spowodował, że obrona Liverpoolu musiała desperacko wybijać piłkę z własnego pola karnego. To co obrazuje powyższy wykres było skutkiem gry naszego środka pola. Henderson, jak i Allen nie pozwalali na to, aby boczni obrońcy pozostawali w sytuacji 2 vs. 1. Kiedy któryś z Hiszpanów
opuszczał swą pozycję, asekurował go ktoś z pomocy, a gdy nie było to możliwe, to jeden ze środkowych obrońców.



W tej sytuacji widać jak Henderson (żółty) wywiera presję na bocznym obrońcy (niebieski), a Manquillo (czerwony) wyklucza możliwość zagrania piłki do skrzydłowego (czarny). Kilka sekund później, na drugiej stronie boiska, role się odwracają i to Alberto Moreno (żółty) wywiera presję na zawodniku przy piłce [(niebieski)Lamela], a strefę za nim asekuruje Joe Allen (czerwony), który nie pozwala, aby wolną przestrzeń wykorzystał Dier.



Przez całe spotkanie mogliśmy oglądać więcej przykładów takiej współpracy. Komunikacja między tymi graczami stała na bardzo wysokim poziomie. Bez zgrzytów każdy wiedział kiedy ma ruszyć do piłki, a kiedy ma zostać i pilnować, aby po jego stronie nie narodziła się groźna akcja.

2. Przed meczem było wiadomo, że trójka ruchliwych zawodników Lamela, Chadli, Eriksen nie może być kryta ściśle, bo gdy jeden z nich wyciągnie któregoś z obrońców na dłużej, ten nie będzie mógł wrócić na swoje miejsce i od tego momentu gra Liverpoolu nie będzie wyglądała dobrze. Brendan Rodgers zrezygnował również ze strefowego krycia. Każdy z zawodników musiał podejmować decyzje zależnie od sytuacji. Dlatego tak ważna w tym meczu była komunikacja
pomiędzy graczami.



W powyższej sytuacji, Henderson (żólty) zauważa, że Manquillo (czerwony) naciska na Lamelę (czarny), równocześnie, widzi, że Rose (niebieski) stara się to wykorzystać. Anglik kontroluje ruch bocznego obrońcy i nie pozwala na to, aby piłka powędrowała w tę strefę.



Chwilę później (zdjęcie powyżej), Lamela (czarny) oddaje piłkę, więc Manquillo (niebiski) nie musi go już naciskać i nie jest pozostawiony w sytuacji 2 vs. 1, co powoduje, że Henderson (zółty) oddaje krycie hiszpańskiemu obrońcy, a sam rusza do przodu, aby działać w pressingu w środku pola. Chwilę później, okazuje się, że decyzje Anglika o nie pozostawaniu na skrzydle poskutkuje tym, że będzie on miał możliwość zablokowania akcji w strefie, którą chwilę wcześniej opuścił na rzecz krycia Rose'a.



Ujęcie kilka sekund później widać jak Henderson (żółty) rusza w stronę Lameli (niebieski) w środku, aby spowodować, że ten poślę długą piłkę do przodu, która padnie łupem Lovrena. Anglik nie byłby w stanie ograniczyć możliwości rozegrania Argentyńczykowi, gdyby pozostał na skrzydle. Gdyby pozostawił Manquillo sam na sam z Lamelą, ten ściśle kryty, mógłby urwać się obrońcy i inaczej rozwiązać sytuacje.

Podział zadań i obowiązków przez cały mecz był ważnym elementem. Za każdym razem ważne było, aby w odpowiednim momencie, jeden z zawodników ruszył do piłki, a drugi go asekurował, a następnie powrócił na swoją pozycję, aby pozwolić koledze wrócić na swoje miejsce i zachować wyjściową formację. Mimo barier językowych, komunikacja w tym elemencie gry działała świetnie i na skrzydłach nie było mowy, aby któryś z zawodników podjął złą decyzję.

3. Czytanie gry Stevena Gerrarda. Pomimo, że to kapitan drużyny powinien kierować działaniami w pressingu, to jednak w tym spotkaniu batutę przejął Henderson. To on cały czas dyrygował kolegami z formacji i nadawał ton. Wystarczy powiedzieć, że miał w tym spotkaniu 4 odbiory i 4 przechwyty. Dzieki temu, że młody Anglik zajął się kierowaniem pressingiem, Steven Gerrard mógł się zająć innymi zadaniami. Miał równie odpowiedzialne zadanie, choć nie było ono tak widoczne na pierwszy rzut oka. Za każdym razem, gdy inni zawodnicy ruszali do pressingu, Stevie G podążał zaraz za nimi. Jednak, rzadko brał udział w samym jego zakładaniu i trzymał się zazwyczaj za Allenem i Hendersonem. Głównym jego zadaniem było przewidywanie, gdzie zawodnik drużyny przeciwnej zagra. Niewielkim zaskoczeniem był fakt, że wolne miejsce, jakie powstawało za graczami, którzy ruszali do przodu wykorzystywał rywal. I właśnie w takich sytuacjach kapitan wyprzedzał wydarzenia i przechwytywał podania. Udało mu się ta sztuka w spotkaniu kilkukrotnie.

W drugiej połowie, Sterling częściej pojawiał się na własnej połowie i wspomagał kolegów w wywieraniu presji. W poniższej sytuacji, Henderson (żółty) ruszył w stronę Rose'a (niebieski), a Sterling naciskał Bentaleba (biały), który nie mając wyboru podał do przodu. Przewidział to kapitan The Reds i przeciął zagranie w odpowiednim momencie.



Jednakże, nie ustrzegł się on błędów w tym meczu. Kilka jego decyzji było błędnych. Co gorsza, jego decyzje, często, były brzemienne w skutkach. Kiedy jego wyjście do przodu okazywało się być złe, zostawiał za sobą bardzo dużo miejsca do wykorzystania. W jednej z takich, Gerrard (żółty) błędnie antycypował wydarzenia na boisku. Podszedł wyżej do Eriksena (niebieski). Ruch ten spowodował, że Kaboul (czerwony) mógł bez większych problemów zagrać do Chadliego (czarny). Ostatecznie, sytuacja zakończy się odbiorem Manquillo na prawej stronie boiska. Pokazuje ona jednak, że aby kapitan mógł rozegrać naprawdę bardzo dobre spotkanie, będzie musiał podejmować decyzje z większą skutecznością.



4. Pressing. Jak już wcześniej zaznaczyłem, w tym spotkaniu poczynaniami w linii pomocy kierował Henderson. To on – a nie Steven – wydawał większość poleceń. Kiedy na boisko weszli Markovic i Can, otrzymywali informacje o tym kogo mają naciskać otrzymywali właśnie od Jordana. Najważniejsze jednak było zaangażowanie wszystkich graczy. Gry w odbiorze nie unikali nawet Sturridge i Balotelli. Ze wszystkich zawodników z pierwszej jedenastki, tylko Sakho i Sturridge nie
zaliczyli żadnego odbioru. Choć głównie strefą, w której było widać największą aktywność był środek boiska, to bywały
momenty, kiedy Liverpool podchodził bardzo wysoko, aby zmusić przeciwnika do posłania długiego podania.

Tak było choćby w pierwszej połowie. Balotelli (czerwony) zaraz po rozpoczęciu gry przez Tottenham zaatakował obrońcę, który skierował piłkę do bramkarza. Sturridge (niebieski) od razu popędził w jego kierunku. Do środkowych pomocników podeszli Sterling (czarny) i Henderson (żółty). Spowodowało to, że Lloris nie mógł podać do żadnego z zawodników, który ruszył w stronę piłki i golkiper był zmuszony do posłania długiego podania



5. Środek obrony. Choć na pierwszy rzut oka, współpraca obu obrońców nie wyglądała zbyt dobrze, to okazuje się, że ta para ma przed sobą całkiem niezłą przyszłość. Błędy jakie popełniali nie wynikały ani z błędnego ustawienia, ani ze źle podjętych decyzji. Były to jedynie błędy techniczne (podanie do rywala) lub z nieporozumienia (akcja z pierwszej połowy, w której Chadli oddał strzal w polu karnym – było to jedyne celne uderzenie Kogutów w tym spotkaniu). Jako jedyni, mieli pozwalać sobie na to, że mogą być wyciągnięci z pozycji na dłuższy czas, aby przeszkadzać w grze Adebayorowi. Aż 9 razy w sumie, obaj wychodzili bardzo wysoko, aby naciskać na Togijczyka. Zdarzało się nawet, że Sakho opuszczał własną połowę, aby nie odpuścić napastnikowi nawet na sekundę.



W pierwszej połowie, Koguty miały dwie bardzo groźne sytuacje, które mogły zakończyć się bramką. W pierwszej z nich, Lovren powinien się lepiej zachować. Nie kontrolował on ruchu Adebayora, która na początku był bliżej Manquillo – który zresztą pilnował uciekającego Chadliego – ale po chwili zmienił kierunek biegu i w tej sytuacji Chorwat powinien od razu zareagować. Mimo błędu Chorwata, akcja mogła zostać zduszona w zarodku. Sterling (żółty), powinien z
większym animuszem ruszyć w stronę Bentaleba. Kiedy Allen wywierał presję na skrzydle, a po
drugiej stronie czekał Sturridge, to właśnie młody Anglik odpowiadał za środkowego pomocnika



Bardziej oczywiste błędy popełnili Manquillo i Gerrard w drugiej połowie. Jedna z niewielu sytuacji, kiedy za Adebayorem (czerwony) nie ruszył żaden ze środkowych obrońców. O dziwo, ruch Togijczyka był tak niespodziewany, że skupił na sobie uwagę aż dwóch zawodników. Manquillo (żółty) i Gerrard (niebieski) ruszyli w jego stronę. Zostawili za sobą
bardzo dużo wolnego miejsca, co wykorzystali rywale. Piłka poszybowała nad dwójką czerwonych i wylądowała pod nogami Lameli, którą stanął oko w oko z Lovrenem.



Najpoważniejszy błąd linii obrony przypadł na końcówkę pierwszej połowy. Chadli wtargnął w pole karne i uderzył Świetna obrona Mignoleta spowodowała, że The Reds mogli cieszyć się po gwizdku sędziego jednobramkowego prowadzenia. Był to jeden z przykładów nieporozumienia między Lovrenem a Sakho. W pierwszej fazie akcji, to Sakho (czerwony) miał bliżej do Adebayora, ale to Lovren (żółty) miał bliżej do piłki więc trafnie podjął decyzję o tym, aby wybić podanie głową. To co zastanawiające, to fakt, że Francuz nie podjął żadnej decyzji. W przypadku odpuszczenia wyskoku do piłki, powinien zaasekurować kolegę. Najważniejsze wydarzyło obok nich. Steven Gerrard (czarny) całą akcję podążał za Chadlim (niebieski), ale kiedy piłka opadała na murawę odpuścił skrzydłowemu całkowicie, a ten bez problemu urwał się kapitanowi i wpadł w pole karne.



Spotkanie w wykonaniu The Reds nie było perfekcyjne. Jednak można było zobaczyć bardzo dużo optymistycznych sygnałów. Trójka Henderson – Gerrard – Allen rozegrała dobry mecz. Każdy z nich miał bardzo duży udział w wygranej. Pressing w wykonaniu wyżej ustawionej dwójka wyglądał bardzo dobrze i choć Walijczyk wykonał małą ilość podań (12), to o wiele ważniejsze zadania miał do wykonania bez piłki. Jego współpraca z Moreno – mimo bariery językowej – była
na wysokim poziomie. To samo można powiedzieć o parze na prawej stronie. Kapitan bardzo dobrze asekurował kolegów, a w razie potrzeby wykonywał kluczowy ruch, który uniemożliwiał przeciwnikom podawać celnie.

Swoje trzy grosze dołożyli Sakho z Lovrenem, którzy mimo kilku wpadek mogą dawać nadzieję na
stabilną obronę. Co najważniejsze, ze swoich obowiązków wywiązywała się również trójka atakujących. Sterling –
głównie w drugiej połowie – dobrze wspomagał kolegów z pomocy. Balotelli nie lenił się w ataku i bez zastanawiania się często wracał na własną połowę, aby robić przewagę na skrzydle. Zdarzały się sytuacje, w których Włoch swoim powrotem tworzył przewagę na skrzydle.



Dyscyplinę taktyczną całego zespołu obrazuje najlepiej końcówka meczu. Kiedy wynik był już ustalony całkowicie, a do końca pozostało kilkadziesiąt sekund, nikt nie spodziewa się, że drużyna wygrywająca będzie naciskać za wszelkką cenę. Inaczej było tego popołudnia. Sturridge (czerwony), Can (czarny) i Markovic (żółty) kiedy tylko zauważyli, że jest na to okazja pobiegli do przodu, aby wywrzeć presję na przeciwniku. Sytuacja ta zakończyła się długim wybiciem Llorisa. A jak grał Liverpool w ataku?

Równie dobrze jak w obronie, lecz niekoniecznie można było to zaobserwować za pierwszym razem. Wracający i biegający wszędzie Balotelii okazał się bardzo pomocny zarówno w pierwszej linii jak i jako snajper. Gola nie strzelił, ale sytuacje stwarzał, a warto zaznaczyć, że zależało przecież Rodgersowi na tym, żeby obrońcy rywali nie koncetrowali się wyłącznie na jednym napastniku.



To co widać powyżej to obecność Mario na boisku. Był praktycznie wszędzie, co więcej, często na skrzydłach co zmuszało obrońców do zmiany pozycji na boisku. Wtedy uwalniał się Sterling bądź Sturrige. Mario wracał, Mario podawał, Mario strzelał. Niestety debiutu nie może uznać za genialny, lecz na pewno jest to dla niego obiecujący początek. Podobnie jak dla całej linii ofensywnej, która zdetronizowała Koguty całkowicie.



Jak można zaobserwować piłkarze Spurs mieli poważne problemy z rozgrywaniem swobodnie piłki. Liverpool wymuszał błędy swoich rywali, przez co mógł odebrać piłkę już na połowie rywala. Skutkowało to kontrami oraz błędami przeciwników. Między innymi dzięki takiej współpracy pomocników a napastników The Reds zdobyli trzy punkty. Równie ważny był w tym spotkaniu pressing.



Po raz kolejny możemy zauważyć aż czterech czerwonych naciskających na piłkarzy rywala. Odbiór piłki, twardy atak oraz skuteczne kontry pozwoliły nam na zainkasowanie pełnej puli. Był to mecz nie tyle świetny z naszej strony co mądrze rozegrany. Liverpool nie biegał za piłką, nie podawał więcej, ale podawał lepiej. The Reds także byli bardziej nastawieni na strzały od swoich rywali.



Po lewej stronie piłkarze gości. Balotelii, Sterling oraz Sturridge. A po prawej – Adebayor, Chadli, Eriksen oraz Lamela. Potencjał ofensywny? Wyłącznie gracze Liverpoolu atakowali skuteczniej. Wynik nie powinien zatem zrobić na nikim wrażenia, można powiedzieć więcej – Tottenham powinien się cieszyć, że nie przegrał bardziej. A za tydzień, powinniśmy znowu zagrać na podobnym poziomie.

Analize współtworzył Adam Gindera

Autor: Gall Dodano: 06.09.2014

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u