Capital one last chance

Może i Puchar Ligi nie oślepia kibiców blaskiem swojego prestiżu, może jego zdobywcy nie będą nadmiernie eksponowani w klasykach futbolu, jednak spełnia inną ważną funkcję. Daje nadzieję. Fanom – na jakiekolwiek trofeum. Piłkarzom – szczególnie tym, którzy popadli w niełaski – na powrót do gry.

Ostatnie mecze stały się punktem zapalnym dla osób powątpiewających w talent do transferów Rodgersa. Festiwal zdarzeń niewytłumaczalnych na Loftus Road, przegrana z Realem na własnym terenie oraz wyraźny przeskok jakościowy (z ponurej beznadziei do nużącej przeciętności) w spotkaniu z Hull na Anfield. Tak mniej więcej można streścić przebieg wydarzeń z ostatnich tygodni. Już dawno nie zdarzyło się, żebym nie obejrzał na żywo trzech meczów pod rząd, ale muszę przyznać, że była to najlepiej zainwestowana ignorancja w moim życiu. Tym samym do meczu ze Swansea przystąpiłem ze świeżym, otwartym na nowe rozdanie umysłem.

Wracając jednak do ostatniej fali krytyki trzeba przyznać, że była ona w pełni zasłużona. Przynajmniej ta ze strony kibiców. Jako, że jest to już sytuacja dość odległa – przemilczę idiotyczną nagonkę mediów na Sterlinga. Niestety dwóch piłkarzy ściągniętych tego lata, którzy mieli z miejsca wzmocnić ekipę, zagubiło się gdzieś w tej całej lawinie oczekiwań.

Lovren nazywany na początku liderem defensywy, wciąż dzierży to miano już wyłącznie z czystej złośliwości zawiedzionych fanów. Myślę, że jest to obecnie największe rozczarowanie letnich zakupów. Choćbym nie wiem jak chciał go usprawiedliwiać, nie mogę zignorować faktu koszmarnego ustawiania się i nieco paradoksalnego – w związku z nadanym przydomkiem – braku współpracy z partnerami. Dejan jest tym agresywniejszym spośród dwójki stoperów i ma taki być. Jednak odnoszę wrażenie, że za często działa na własną rękę i przez to jego wyjścia po piłkę nie są odpowiednio asekurowane.

Cieszę się, że spotkanie ze Swansea będzie stanowiło pewien impuls psychologiczny do przyszłej poprawy, jednak szczerze mówiąc, oprócz ważnej bramki, Chorwat w swoim fachu wypadł jak zwykle poniżej standardów. Może i golem w ostatniej chwili kupił sobie kilka minut spokoju, ale musi wziąć się w garść i zacząć słuchać kolegów. Szczególnie tych, którzy osiągnęli nieco więcej w tej branży i nie podpowiadają mu miejsca krycia dla zabawy.

Drugim kozłem ofiarnym obecnej sytuacji the Reds stał się oczywiście Balotelli. O ile jestem w stanie zrozumieć prosty rachunek ilości rozegranych spotkań do strzelonych bramek, o tyle nieco dziwić może krytykowanie Włocha za to, jakim jest typem napastnika. To Brendan podjął ryzyko ściągnięcia bardziej statycznego gracza do ataku i to właśnie on ponosi odpowiedzialność za właściwe ukierunkowanie go na boisku. Istotą nie powinno być wyliczanie braków w stosunku do przyjętych założeń taktycznych, a efektywne wykorzystanie jego atutów. Jasne, Mario musi znacznie poprawić etykę pracy, przemieszczanie się po boisku i skuteczność, jednak należy w pewnych kwestiach pójść na pewien kompromis we własnych oczekiwaniach.

Najważniejsze jest jednak to, że bardzo sobie pomógł trafieniem do siatki przed kolejnym ligowym starciem. Myślę, że Balotelli jest klasycznym przykładem osoby, która za wszelką cenę stara się stworzyć wrażenie mającej gdzieś cały świat, przy jednoczesnym nerwowym spoglądaniu na opinię innych ludzi. Prawda jest taka, że w dzisiejszych czasach piłkarz jest na tyle pewny siebie, na ile pozwolą mu media. Był to więc odpowiedni moment na reakcję na głupie doniesienia o styczniowym ultimatum.

Nie mogę pominąć również w tym wszystkim Boriniego, który naprawdę zaimponował mi swoją postawą. Strasznie intrygowała mnie jego wcześniejsza pewność siebie przy jednej z wypowiedzi – że w końcu dostanie swoją szansę, a wtedy na pewno ją wykorzysta. Wbrew niektórym opiniom, pozostanie w klubie nie było wyrazem braku ambicji. Fabio miał dwa wyjścia – zaczynać budowanie swojej marki praktycznie od zera w koszulce Czarnych Kotów lub zaryzykować, zostając w lepszym klubie. Oczywiście nie zamierzam przesadnie chwalić dnia przed zachodem słońca, ale przyznam, że to właśnie on uzyskał mój głos na zawodnika meczu i to właśnie on w mojej opinii powinien zagrać obok Balotellego w napadzie w sobotę.

Powrót Lucasa również był pozytywnym akcentem pojedynku ze Swansea. Nie było w tym występie przesadnych fajerwerków (poza grą kombinacyjną, zakończoną oddanym po latach oczekiwania, cierpienia i wyrzeczeń strzałem), ale i być nie mogło. Wreszcie natomiast ktoś przyzwoicie poradził sobie na bardziej cofniętej pozycji w pomocy. Szczególnie podoba mi się wyraźna poprawa Brazylijczyka w podaniach do przodu.

Gdyby wszystkie spotkania w Capital One Cup mogły dawać tyle pozytywnych informacji o zawodnikach menadżerowi, co to rozegrane we wtorkowy wieczór. Najważniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że przed kolejnym starciem zobaczyliśmy jakiś zalążek tak mocno eksponowanej przez Rodgersa i jednocześnie wyśmiewanej przez kibiców głębi składu. Może coś wreszcie zaskoczy w tej drużynie? Mam tylko nadzieję, że nie był to jedynie łabędzi śpiew dobrej gry Czerwonych przed dalszym cierpieniem w ważniejszych rozgrywkach.

Autor: Raf Dodano: 31.10.2014

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u