Przygotujmy się na grzmoty

Wybory personalne, których dokonuje Brendan Rodgers, budzą w tym sezonie duże wątpliwości. Do kontrowersji wokół stawiania Gerrarda na pozycji defensywnego pomocnika czy nadmiernego zaufania do Lovrena doszła w ostatnich dniach wywołująca spore wątpliwości roszada w bramce.

Do pewnego momentu mogło się wydawać, że szkoleniowiec Liverpoolu jest jedyną osobą, która nie dostrzega, że Gerrard nie radzi sobie na pozycji defensywnego pomocnika, a Lovren co chwila popełnia błędy. Mimo dawania argumentów w postaci solidnych meczów Lucasa czy udanych występów Toure, Rodgers uparcie trwał przy swoim zdaniu. Kapitan w końcu został przesunięty wyżej, a i Chorwat mógł poczuć się mniej pewnie, gdy stracił miejsce w składzie na mecz z Ludogorcem, a w kolejnych ligowych grach ze Stoke i Leicester wszedł na końcówkę spotkania.

W ostatnich dniach dyskusja o byłym obrońcy Southampton zeszła jakby na drugi plan, a tematem przewodnim stała się zmiana w bramce, która niespodziewanie zaszła w meczu na Old Trafford z Manchesterem United. Jak wiadomo, mecze z Czerwonymi Diabłami są najbardziej prestiżowe dla the Reds. Pojedynki te mogą być też kluczowe w walce o top four, bowiem dla obu rywalizujących drużyn jest to główny cel na ten sezon. Brad Jones, mówiąc delikatnie, nie pomógł w uzyskaniu zdobyczy punktowej w tym meczu, popełniając błąd przy pierwszej i trzeciej bramce. Również stracony gol w meczu z Bournemouth idzie na jego konto. Mimo to Australijczyk ma zachować miejsce w bramce na kolejny mecz z Arsenalem, który podobnie jak Manchester United, jest rywalem Liverpoolu w walce o miejsce w pierwszej czwórce na koniec sezonu.

Ciężko nie oprzeć się wrażeniu, że w osobie Simona Mignoleta znaleziono kozła ofiarnego. Paradoksem jest to, że Belg stracił miejsce w bramce po tym, jak w ostatnich czterech meczach puścił zaledwie dwie bramki, w których nie miał nic do powiedzenia. Zmiana między słupkami mogłaby być zrozumiana, gdyby konkurentem Mignoleta był bramkarz pokroju Michela Vorma, którego chciał ściągnąć na Anfield Rodgers. Jednak przypatrując się CV Brada Jonesa można się zastanawiać, skąd zawodnik takiego pokroju w ogóle znalazł się w takim klubie jak Liverpool. Dziś 32-letni bramkarz w całej swojej karierze nigdy nie rozegrał pełnego sezonu. Najwięcej występów zaliczył w sezonie 2009/10 w drugoligowym Middlesbrough, gdy licznik gier Australijczyka w Championship zatrzymał się na dwudziestu trzech występach.

Jego dwa ostatnie mecze nie napawają optymizmem przed spotkaniem z Kanonierami. Kibice będą mogli w niedzielę drżeć, gdy przyjdzie mu interweniować. Na dodatek Arsenal jest drużyną, która średnio co mecz w Premier League oddaje siedemnaście strzałów. To drugi najlepszy rezultat, zaraz po Manchesterze City. Znając wady gry defensywnej Liverpoolu, dobrym pomysłem byłoby zaproszenie na mecz znanego konferansjera Michaela Buffera, który przed pierwszym gwizdkiem sędziego przejąłby mikrofon od spikera i wykrzyczał swój nieśmiertelny zwrot: "Let's get ready to rumble!"

Autor: Licznerek Dodano: 20.12.2014

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u