Łatwiej wybaczyć niż zrozumieć

Stało się faktem to, czego obawiali się wszyscy kibice Liverpoolu. Steven Gerrard odejdzie ze swojego pierwszego a zarazem ostatniego klubu. Szok, niedowierzanie, smutek, żal to aktualne uczucia, które towarzyszą fanom znad rzeki Mersey. A co będzie później?

Przede wszystkim ciężko jest takową decyzję zrozumieć. Każdy będzie miał swoją tezę, mniej lub bardziej zawiłą i chociaż niektóre są naprawdę kosmiczne, staram się dostrzec w każdej z nich odrobinę zdrowego rozsądku. Oczywiście zdania, że jego karierę dokończył Rodgers są bredniami. Nie można obwiniać menadżera o to, że jego zawodnik odchodzi pod warunkiem, że ten menadżer nie przyczynił się do tegoż odejścia. Brendan ani Gerrarda nie wyrzucił z klubu, ani go nie zganił za słabszą grę. Nie zrobił nic, coby mogło skłonić kapitana do jakiś nagłych decyzji. Przypomnijcie sobie wszystkie wywiady, w których Anglik mówił, że nie wie do końca sam kiedy zakończy karierę piłkarską, ale zastanawia się czy zakończy ją w Liverpoolu. Tak, Gerrard próbował dać znak swoim fanom, stopniowo przyzwyczajając ich do życia bez niego no i koniec końców do tej trudnej decyzji o odejściu. Uwierzcie, że dla niego to odejście jest trudniejsze niż dla nas, bowiem on bardziej rozumie swoją decyzję i musiał ją podjąć – my tylko się o niej dowiedzieliśmy.

Najbardziej z tego wszystkiego bolą dwie rzeczy – pierwsza to fakt, że z tej cudownej ekipy, która wzniosła się na wyżyny swoich umiejętności w Stambule nie pozostanie już nikt, a druga to oczywiście ta najważniejsza dla samego piłkarza – nigdy nie podniósł tego najważniejszego trofeum – tego za zwyciężenie ligi. I wydaje mi się, że gdyby w zeszłym sezonie udało się zdobyć mistrzostwo – Steven nie grałby dzisiaj w Liverpoolu. No bo po co? Zdobyłby wszystko co chciał osiągnąć z klubem, miałby każdy ligowy triumf na swoim koncie plus trofea Europejskie. Nie musiałby już się starać o swój wymarzony puchar, bo miałby go w swoich rękach. Nie musiałby martwić się o nowych managerów, piłkarzy, którzy albo mu w tym pomogą, albo i nie. Osiągnąłby wszystko o czym zamarzył za młodu i mógłby spokojnie odejść. Jednak nie odszedł, bo nie mógł.

Gerrard zapragnął dać sobie jeszcze jedną szansę. Uwierzyć po raz kolejny, chociaż już kilka razy było można zauważyć, że ma dość. Było widać, że mu się nie chce, że nic już nie będzie (znowu) po czym znowu Liverpool pokonywał wszystkich w lidze i piął się na sam szczyt ligowej tabeli. Po to, aby znowu z niego spaść. Można by śmiało stwierdzić, że Liverpool jest dla Gerrarda kamieniem, a on sam jest Syzyfem. Wreszcie Syzyf postanowił zamknąć książkę z tym smutnym mitem i odejść. Odejście nie jest czymś niezrozumiałym. Kapitanowi w tym sezonie nie wychodziło właściwie nic. Od dawna nie strzelał z dystansu (chyba, że z rzutów wolnych), nie podłączał się do akcji (zmiana pozycji miała na to znaczny wpływ, ale nie wmówicie mi, że nie mógł sam od siebie podbiec do przodu i pomóc partnerom). Nie ratował już swojej drużyny heroicznymi wślizgami, a w większości spotkań niestety był piątym kołem u wozu. Pojawiły się wreszcie pierwsze głosy krytyki, padły pierwsze ostre zdania, w tym to najważniejsze – należy wysłać go na ławkę.

Chciałbmy teraz zwrócić uwagę na jedną rzecz. Gerrard tyle razy poczuł smak porażki, że naprawdę mało który człowiek byłby w stanie dalej walczyć. Ileż można znosić upokorzeń, bólu i smutku? To jest zawodnik, którzy przeżył miliony obietnic. Rozegrał mecze z setką zawodników, którzy zawodzili go na każdym kroku, więc i on sam musiał w końcu podupaść. Wiara, która niegdyś go rozpalała, musiała wreszcie zgasnąć i z psychologicznego punktu widzenia – nie ma w tym nic złego, to normalna kolej rzeczy. I tak samo normalną koleją rzeczy jest świadomość, że jak coś się zaczyna walić, to albo trzeba to odbudować, albo najnormalniej w świecie zmienić. Gerrard odbudowywał już tyle razy, że prawdopodobnie dostrzegł tę drugą opcję.

Z drugiej strony zaś obawiam się tego, że Gerrard odejdzie jako ikona, której już nikt nie zastąpi. Wszyscy będą powtarzać "nie będzie już drugiego Gerrarda". Owszem nie będzie, bo taki piłkarz jest tylko jeden. Podobnie jak Pirlo jest tylko jeden, Messi, Wasilewski czy ktokolwiek inny. Kto by nie przyszedł, nie zastąpi już kapitana. Nikt nie zastąpi Rusha, Dalglisha czy Reiny. Każdy z nich miał cechę, która była przypisana tylko jemu. Steven takich cech ma kilka, ale jedna jest wypisana w jego sercu - Liverpool. To cecha, która umarła już dawno temu i słyszeli o niej tylko młodzi kibice, którzy dumnie będą udostępniać jego zdjęcia krzycząc - dziękuje! Oni wierzą, że ten sezon będzie należeć właśnie do niego, że ich wymarzony kapitan odejdzie w glorii, chwale, nieskażony porażką, których przecież przeżył tak wiele. Będą krzyczeć o kapitanie, który motywował do działania a nie o takim, który słaniał się na boisku. Oni nie będą chcieli widzieć nikogo poza bohaterem, ostoją i legendą klubu. Nie zniosą fali krytyki, złego słowa, przez co przez pewien okres czasu nie będzie można się z nimi porozumieć. A co zrobi Gerrard?

Będzie chciał rozegrać dobry sezon za rok. Żeby udowodnić sobie, że potrafi nadal strzelać, podawać, biegać, asystować. Żeby nie pokazać tchórzostwa. Będzie chciał grać tak jak za dawnych lat, bo wie, że tym bardziej teraz wszyscy będą go oglądać. Z prostego powodu - żeby móc sprawdzić jak jest naprawdę, a później z żalem, ale też jednocześnie z radością powiedzieć "uff, jak dobrze, że odszedł, bo nawet w tak słabej lidze nie daje już sobie rady a my mamy XXX". I powiem Wam coś. I jedni, i drudzy nie będą mieli racji. Rację ma tylko ten jeden, jedyny, Steven Gerrard. I albo ją uszanujemy i spróbujemy zrozumieć, albo ciągle będziemy żyć przeszłością i wspomnieniami. O przepraszam - to robimy cały czas.

Moim zdaniem Gerrardowi nie będzie zależało na tym sezonie. Może będzie to widać, może jednak się mylę, czego szczerze mówiąc chciałbym. Wydaje mi się jednak, że on już swoje najlepsze lata ma za sobą. Zostaje połowa sezonu, walka o TOP 4, Liga Europy oraz dwa puchary krajowe. Na pewno nie chciał walczyć o pierwszą czwórkę a o mistrzostwo. Nie chciał grać w LE tylko w Lidze Mistrzów, o którą tyle lat walczył i z którą ma przecież tyle dobrych wspomnień. A puchary krajowe i tak już zdobył, a w niektórych spotkaniach nawet nie zagra, bo szansę dostaną młodzi. Czy jest sens jeszcze raz pokazać wszystkim, że potrafi się wejść na sam szczyt, skoro w jego świadomości na pewno jest wiedza, że na tym szczycie i tak zawsze pozostanie?

Chyba tak. Przecież ponoć wszystko co robił przez całą swoją karierę, robił dla kibiców. Oni płacili krocie za oglądanie swojego idola, oni śpiewali co mecz przez ponad dekadę. Oni cały czas będą teraz przychodzić i śpiewać. Będą wspierać jeszcze mocniej. Jeszcze głośniej i jeszcze dosadniej. Gerrard przyczyni się zatem do jeszcze jednego sukcesu – Anfield znowu będzie głośne. Nieważne czy ktoś na nim będzie tylko turystycznie, czy przyjdzie tam bo to jego świątynia. Steven samą swoją osobą zmobilizuje miliony fanów do oglądania swojego odejścia. I teraz pozostaje ostatnie pytanie – czy odejdzie jak Zidane? W wymarzonym dla siebie piłkarskim finale, żeby na końcu pokazać, że jest jednak tylko piłkarzem-człowiekiem, który ma wady, rozegrał gorszy sezon i zapamiętamy go jak normalnego zawodnika, czy odejdzie jak Carragher. Który miał gorszy początek swojego ostatniego sezonu, ale pokazał, że potrafi i zrobił to tak, aby zawsze za nim tęskniono?

Jakkolwiek Gerrard nie odejdzie, pamiętajmy, że nadal będzie grał. To nie jest jego koniec kariery. Nie stawiajmy mu pomników, póki gra, bo jeszcze nie raz nas prawdopodobnie zaskoczy. A to, że w innej lidze? Przecież taki jest urok dzisiejszej piłki i pamiętajcie jedno.

„Piłkarze przychodzą i odchodzą, to normalne w futbolu. Jednak to klub jest najważniejszy. Ważniejszy i większy niż każda jednostka, bez względu na to, kto w nim grał i kto będzie w przyszłości w nim występował. Ja o tym nigdy nie zapomnę, a każdy kto to zrobi, i kto myśli, że jest większy niż Liverpool, jest niemądry i lekkomyślny.” I rzućmy sobie na zakończenie taką smutną analogię. Odszedł Carra było wicemistrzostwo, odejdzie Gerrard i co będzie?

Autor: Gall Dodano: 03.01.2015

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u