Wdzięczność szybko się starzeje

Musiał w końcu nastąpić ten moment. Chwila, w której Rodgers dzięki serii dobrych wyników dumnie ogłosi swój triumf nad niewdzięcznikami, którzy do zeszłosezonowego „make us dream” dodali zapis „and go to hell” oraz angielskimi mediami, które niezwykle dbają o podtrzymanie wieloletniej tradycji mieszania ludzi z błotem. Teraz jest czas na wyciśnięcie tyle sukcesu z przyjętej strategii, ile się da.

Stąd właśnie jesteśmy świadkami stałego skeczu, odgrywanego przez wszystkie strony w podobnych sytuacjach. Menadżer będzie podkreślał na każdym kroku o naturalności procesu budowy drużyny w sposób jaki widzieliśmy w tym sezonie. Postara się także odegrać na heretykach, czego przykładem może być chociażby ostatnia sugestia, że baner z napisem: „Rodgers out” nie był sprawką prawdziwych kibiców Liverpoolu. Przyznanie się do błędów w wypowiedzi dotyczącej obawy utraty posady, nie mogło zostać z kolei oderwane od przedstawienia szczegółowej genezy planu naprawczego wraz z usprawiedliwieniem jego wprowadzenia dopiero od meczu z United. Natomiast kibice, którzy chcieli przedwcześnie głowy Brendana, subtelnie zapadną się pod ziemię. A media będą robiły to, co zawsze w przypadku utraty możliwości opluwania danego szkoleniowca czy zawodnika, poczekają sobie na kolejne ofiary, w tym wypadku chociażby na opluwających siebie nawzajem Evansa i Cisse.

Swoją drogą, przy okazji operacji reaktywacji swojego wizerunku, menadżer z Irlandii Północnej zwrócił uwagę na jedną istotną kwestię: poparcie zarządu i właścicieli na dłuższą metę nic nie daje. Biznesmeni, którzy w swoim życiu zarobili tyle pieniędzy, że stać ich na kupienie klubu w Premier League, czy dyrektorzy, którzy żeby zajść tak wysoko, musieli odpowiednio zarządzać zasobami ludzkimi, nie należą do przesadnie sentymentalnych ludzi. Do tego dochodzi zła prasa, presja kibiców i akurat wtedy zostaje odkopana wypowiedź sprzed roku o „obowiązkowej walce o mistrzostwo przy wydaniu 100 milionów funtów” i przytoczona statystyka, która pokazuje, że drużyna – dajmy na to – ma najgorszą passę od 5. do 10. kolejki od kilkudziesięciu lat.

Dlatego prawie wszyscy działają według tego samego, prostego schematu. Wyniki są złe, to trzeba stworzyć teorię, że poprzedni sezon jest wyłącznie zasługą Suáreza. Jak wyniki są dobre, to należy przyjąć, że za każdym razem gdy Brendan się uśmiecha, gdzieś na świecie rodzi się dziecko i zostaje uratowany zaplątany w sieć wieloryb.

Nie zmienia to jednak faktu, że Rodgers mógł liczyć na większe wsparcie ze strony Fenway Sports Group, ponieważ był pierwszym menadżerem zatrudnionym zgodnie z duchem przyjętej przez nich strategii. Ponadto tak się już rynek piłkarski ułożył, że niezwykle trudno byłoby obecnie Rodgersa zastąpić. Pochettino buduje nowy Tottenham, Klopp mierzy się z kryzysem w Borussii, Martínez również przeżywa ciężkie chwile (w dodatku u lokalnego rywala), Villas-Boas prędzej zostanie następcą Tima Sherwooda niż klubu z angielskiej czołówki. Natomiast szkoleniowiec Liverpoolu jest gwarancją dwóch kluczowych kwestii: sprawnego wprowadzania do drużyny młodych zawodników i pełnienia roli służebnej w stosunku do komitetu transferowego, na co z całą pewnością wielu markowych i młodych menadżerów by się nie zgodziło.

Jednak nie tylko Liverpool jest skazany na Rodgersa. Brendan podkreślił ostatnio, że nie obchodzą go spekulacje o zainteresowaniu Manchesteru City. Nie wynika to jednak z jego przywiązania do klubu. Używanie obecnie tego słowa w stosunku do osób, które nie są związane emocjonalnie z daną ekipą, jest synonimem naiwności. Rodgers doskonale zdaje sobie sprawę z faktu, że na wielu polach brakuje mu doświadczenia. W klubach pokroju the Citizens nie wybaczają serii potknięć na rynku transferowym i średnio do nich przemawia idea pt. „dajcie mi czas, a stworzę coś wielkiego”. Ponadto szybko zmierzyłby się z zupełnie innym profilem psychologicznym graczy niż do tej pory miał okazję trenować pod własnym szyldem. Nawet Suáreza dało się przekonać do stopniowego progresu oraz motywować hasłem przewodnim walki Dawida z dwoma Goliatami, dwoma pretendentami i jednym kogutem. Szczególnie budując całą drużynę wokół Urugwajczyka, otaczając go niejako specjalną czcią.

Tym samym obie strony są obecnie zadowolone, a zawodnicy ściągnięci latem coraz częściej spotykają się z pochwałami mediów i kibiców. Pokazuje to nie tylko dynamikę zmienności opinii w futbolu, ale i przemianę samych the Reds pod wodzą Rodgersa. Klub znany z ryzykownych transakcji, w końcu znajduje patent na tę dziwaczną tożsamość, która zarysowała się w ostatnich latach. Nie to, że coś się w tej kwestii radykalnie zmieniło. Po prostu cecha, która stanowiła w szerszej perspektywie o słabości Liverpoolu, staje się powoli jego atutem.

Dlatego Brendan, trzeba ci przyznać, że masz swoją chwilę chwały. Dziennikarze wraz z kibicami wykorzystali wszystkie złośliwe gry słowne nawiązujące do wyrazów takich jak: porażka, zwolnienie i beznadzieja. Teraz trzeba użyć trochę zwrotów typu: radość, wspaniałość i wielkie kluby mają na ciebie oko. Lepiej dobrze wykorzystaj swoje pięć minut, szczególnie, że za dziesięć na pewno znowu coś się na ciebie znajdzie.

Autor: Raf Dodano: 10.03.2015

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u