Żołnierzu, spocznij

Niepoprawni optymiści mogą uznać kolejne słowa za herezję, ale walka na froncie ligowym o Ligę Mistrzów została zakończona. Liverpool złożył broń na Emirates Stadium, a ostatnie nadzieje skonały między 37. a 45. minutą sobotniego meczu. Do ugrania jest jeszcze FA Cup, ale już teraz pojawiają się egzystencjalne pytanie dotyczące przyszłości klubu.

Największe emocje rozpala sprawa ważnego jeszcze przez następne dwa lata kontraktu Raheema Sterlinga. Przedłużyć na jego warunkach? Dać mu odejść do klubu, które spełni jego oczekiwania, a przy okazji pokaźnie zasili klubowy budżet? A może uziemić go na dwa lata w celu zmiękczenia? Różne warianty były rozważane przez dobrze życzących Liverpoolowi. W interesie klubu leży, by do rozgrywek 2015/16 przystąpić z możliwie najsilniejszym składem. Co by nie sądzić o prezentowanej w ostatnich meczach formie Sterlinga, należy on do ścisłego, wewnątrzklubowego topu zawodników. Młody Anglik poprzez gole i asysty miał udział w 1/3 bramek strzelonych przez Liverpool w lidze, więc strata takiego zawodnika może być odczuwalna, zwłaszcza gdy jego potencjalni następcy wniosą do zespołu tyle samo, co ci, którzy trafili na Anfield minionego lata, czyli mniej od zawodnika urodzonego w Kingston. Sterling mógłby odejść za około 40 mln funtów, a wraz z nim zniknęłaby tygodniówka w wysokości 35k funtów tygodniowo. Traktowany jako doraźne wzmocnienie pierwszego składu Adam Lallana kosztował the Reds 25 mln funtów z pensją około dwukrotnie wyższą od Raheema, ale nie można powiedzieć, by wniósł do zespołu taką samą jakość, co młodszy kolega.

Cała istota opłacalności sprzedaży Sterlinga skupia się na tym, czy jego następcy będą na tyle dobrzy, by o 20-latku szybko zapomniano. Jak pokazało doświadczenie – wzmocnienie składu ofensywnym piłkarzem, nawet mimo dysponowania dużymi środkami finansowymi, nie jest łatwym zadaniem. Strata takiego zawodnika jak Sterling byłaby sprzeczna z przekazem, który serwuje Rodgers, opowiadając prasie o wielkich aspiracjach klubu. Potencjalne nabytki, którym zależy nie tylko na pieniądzach, ale i na tym, by mieć możliwość gry w Lidze Mistrzów i walczyć o trofea, miałyby przed sobą obraz klubu, z którego znów odchodzi piłkarz, który zdoła się wybić ponad resztę. W ich oczach byłby to klub, który jest zaledwie przystankiem w karierze. W takiej sytuacji wciąż nie byłoby problemem ściąganie młodych-zdolnych, natomiast spotęgowałyby się kłopoty z przekonywaniem do transferu na Anfield zawodników postrzeganych jako doraźne wzmocnienia pierwszej jedenastki.

Sterling gra nie fair, a jego działania kierowane przez agenta piłkarza słusznie budzą złość. Elementem brudnej gry był wywiad udzielony BBC, o którym nikt z klubu nie miał wiedzy, dopóki ten nie ujrzał światła dziennego. W tej sytuacji sternicy Liverpoolu decydujący o sprawach kontraktowych muszą zachować chłodną głowę i kierować się zimnym interesem. Rodgers jasno powiedział, że Liverpool nie jest klubem, który będzie sprzedawał swoich najlepszych piłkarzy i Raheem zostanie tu na następny sezon. Świetnym przykładem demonstrującym siłę i zdecydowanie Liverpoolu była sprawa transferu Suareza. Niecałe dwa lata temu klub nie ugiął się pod jego żądaniami, zatrzymał go w zespole, ten zagrał najlepszy sezon w karierze, a następnie odszedł do Barcelony, a nie krajowego rywala, za niemal drugie tyle, ile wcześniej oferował Arsenal. W sprawie z Sterlingiem to LFC ma lepsze karty w ręku. Piłkarz chce zarabiać więcej, ale jak klub się uprze, to przez dwa lata może nie otrzymać podwyżki, na którą mimo wszystko zasługuje.

Optymalnym rozwiązaniem byłoby znalezienie kompromisu między żądaniami obu stron. Sterling jest potrzebny Liverpoolowi, a Liverpool jest potrzebny Sterlingowi. Nie jest on gotowym produktem, może się jeszcze rozwinąć, a z pewnością łatwiej będzie mu o to w drużynie dowodzonej przez Rodgersa niż w przykładowym Manchesterze City. Na wielkie pieniądze i walkę o najwyższe laury, o ile nie będzie w stanie zaznać tego w obecnym miejscu pracy, przyjdzie jeszcze czas. The Reds nie mogą wpaść w obłędne koło podwyżek. Spełnienie wymagań Sterlinga pociągnęłoby za sobą kolejne podobne wyzwania, w kolejce po podwyżkę stanęliby następni zawodnicy, jak choćby wspomniany przez Carraghera w swojej kolumnie w Daily Mail Coutinho, który mógłby zgłaszać pretensje do tego, że jego kolega z zespołu zarabia dwukrotnie więcej od niego, a z pewnością nie można powiedzieć, by klasa obu piłkarzy różniła się w takim samym stopniu co cyferki w kontrakcie.

Co prawda rozmowy o nowej umowie zostały odłożone na po sezonie, ale każdy dzień niepewności wpływa niekorzystne na postrzeganie z zewnątrz Liverpoolu, zwłaszcza gdy kumulują się z tym bolesne porażki na boisku zaznane od Manchesteru United i Arsenalu, które niemal do zera zredukowały szanse na ponowne przejście przez bramy finansowego/piłkarskiego (niepotrzebne skreślić) raju o nazwie Liga Mistrzów.

Autor: Licznerek Dodano: 06.04.2015

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u