Bieg na dezorientację

I znowu nasz wspaniały bieg, w którym przygrywała w tle muzyka z „Rydwanów ognia” zamienił się w maraton, w którym ktoś podłożył bombę i w dodatku puścił na cały regulator „Cwał Walkirii”. Oczywiście naturalną konsekwencją naszego upadku będzie seria żartów o tym, jak nudny byłby sezon ligowy bez fana Liverpoolu mówiącego: „tym razem to na pewno będzie nasz rok!”. Stąd wszyscy musimy sobie postawić i odpowiedzieć na dwa podstawowe pytania. Dlaczego? I co dalej?

Jako, że nie mogę się zdecydować czy nadzieja umiera ostatnia czy jest po prostu matką głupich, nie przekreślam jeszcze szans na zajęcie miejsca w Top 4. Przy założeniu oczywiście, że piłkarze City postanowią zrobić na złość całemu światu i nie zakwalifikować się do rozgrywek, które i tak im specjalnie w ostatnich latach nie wychodziły. Rzecz w tym, że samym przebiegiem trwającej kampanii udowodniliśmy, że do stabilizacji brakuje nam czegoś więcej niż aklimatyzacji nowych nabytków i szczęścia. Brakuje nam sprytu, charakteru i doświadczenia. Widać w tym również wpływ samego Rodgersa, który wydaje się w kluczowych momentach tracić kontrolę nad utrzymaniem odpowiedniej mentalności w drużynie. Trudno o bardziej obrazowe przedstawienie tego stanu rzeczy niż porównanie naszych dwóch ostatnich „biegów po chwałę”.

Wystarczy spojrzeć na okres z poprzedniego sezonu pt. „od Chelsea do Chelsea” i ten z obecnego pn. „od United do United”. W obu przypadkach zaskoczyliśmy pod koniec roku, zaliczyliśmy imponujące serie bez porażki w lidze, by następnie wtopić w najważniejszym momencie, mając w dodatku wszystkie karty w ręku. Ponadto oba mecze sabotował człowiek, którego doświadczenie i pozycja w klubie miały osiągnięcie korzystnego rezultatu ułatwić. Nie jest winą Brendana, że były to prawdopodobnie najgorsze występy Gerrarda w karierze. Winą jest to, że w omawianych spotkaniach zespół jako całość wydawał się przytłoczony ciężarem gatunkowym starcia i tym samym od początku niezdolny do odniesienia sukcesu.

Rodgers próbował wymusić spojrzenie na straconą szansę na mistrzostwo z szerszej perspektywy. Podobnie będzie przy zmarnowanej okazji na grę w Lidze Mistrzów. Jednak w niemalże każdym sporcie o sukcesie przesądza stosunkowo krótki wycinek całości pracy. Nikt na olimpiadzie nie patrzy na zawodników z perspektywy ich czasów w kwalifikacjach, liczy się ten jeden bieg, w którym ułamki sekund oddzielają zwycięzców od przegranych. Sukces zawsze determinuje zaledwie moment. Naszą chwilą prawdy były mecze z United i Arsenalem. Daliśmy ciała, a cała reszta będzie jedynie statystyczną ciekawostką.

Pierwszym wnioskiem jest więc to, że nie osiągniemy żadnego sukcesu, dopóki w drużynie będzie przeważała charakterologiczna bezpłciowość. Dopóki brakuje piłkarzy aroganckich i z mocną psychiką. Bo tylko tacy gracze, mimo młodego wieku, będą potrafili zachować zimną krew w najtrudniejszych sytuacjach. Mimo iż nic nie mam do jednego z nowych sponsorów Liverpoolu, myślę, że zachowanie jedynie suchej koszulki pod pachami może nie wystarczyć.

Kolejną kwestią jest – tak wiem, tylko David Cameron jeszcze nie wypowiedział się w tej sprawie – cierpliwe i konsekwentne rozwiązanie sprawy kontraktu Sterlinga, pozbawione tej moralizatorskiej otoczki. Często jest tak, że w momencie, w którym negocjacje z epizodu przemieniają się w wielowątkowy thriller psychologiczny, współczynnik pazerności gracza rośnie na naszych oczach. Chłopak, który niedawno był „jednym z nas”, staje się wkrótce „jednym z nich”.

Określanie kogoś negatywnie na podobnej zasadzie zawsze przypomina mi pewną anegdotę. Otóż pewien znajomy wyjechał w celach służbowych do Niemiec i biorąc taksówkę z lotniska trafił na Polaka. Wspomniany taksówkarz – zgodnie z niepisaną zasadą związaną z zamieszkiwaniem poza granicami kraju, mówiącą o tym, że trzeba koniecznie na niego ponarzekać – zaczął opowiadać, że nie wróci do Polski, ponieważ rządzą tam sami oszuści (mówiąc inaczej: że Polska jest kuźniarem talentów oszustwa), którym zależy jedynie na wyciągnięciu kasy z jego kieszeni. Po paru dniach znajomy zamówił taksówkę z hotelu na lotnisko, w której kierowcą był Niemiec i zapłacił za ten sam kurs dwa razy mniej. Należy więc podchodzić z pewną dozą dystansu do postaw idealistycznych związanych z pieniędzmi, bo tak naprawdę wszyscy jesteśmy w tym zakresie hipokrytami.

Uważam, że obrany kurs powinny determinować takie czynniki jak taktyka negocjacyjna, potencjał piłkarza i chęć do zatrzymania go w klubie. Nie za wszelką cenę. Zawsze musi być wyznaczona pewna granica cierpliwości. Ale kierunek ten musi być oparty na racjonalnych, a nie emocjonalnych przesłankach. Konsekwentne trzymanie się propozycji pensji w wysokości 100 tys. funtów tygodniowo jest rozsądnym rozwiązaniem, ale nie uniwersalnym, odpowiednim na każde okoliczności. Ostatecznie i tak dalsza pozycja negocjacyjna obu stron będzie zależała od czynników zmiennych, jak wyniki zespołu, forma gracza i zainteresowanie innych ekip. Przestańmy cały proces rozmów obu stron sprowadzać do propozycji chciwego agenta i odpowiedzi właścicieli na zasadzie: „co oni tam palą w tej agencji?”.

Nawet ostatnie oburzenie na wywiad udzielony BBC jest przesadne. Zastanówmy się przez chwilę – co takiego spowodowało taką reakcję fanów? Jeśli ktoś wkurzył się tak bardzo z tytułu braku autoryzacji tej wypowiedzi przez klub, to znaczy, że ma charakter histeryka lub choleryka. Jeśli ktoś uważa określenie: „schlebia mi zainteresowanie klubu x” za haniebne i niespotykane, chyba urodził się wczoraj. Prawda jest taka, że wszystko, co powie Sterling urośnie do rangi wielkiego problemu, bo nie chce zrobić tego, co oczekują fani i klub. A dziennikarze tylko wykorzystują chwytliwy temat do tworzenia atmosfery szoku.

Ciekawa pozostaje też kwestia stosunku właścicieli do samego Rodgersa w przypadku niezajęcia czwartego miejsca. Panuje ogólne przekonanie, że menedżer the Reds zachowa posadę, niezależnie od finiszu w lidze. Ale zastanawia mnie w jakim stopniu ewentualne pozostawienie Brendana w spokoju jest oparte na dalszej wierze w jego metody, a w jakim stopniu na braku rozsądnej alternatywy. Stąd czuję coś, że niewykluczony będzie nagły zwrot akcji w lecie w przypadku dostępnego szkoleniowca z odpowiednim nazwiskiem.

Grozi nam więc kolejne mocno refleksyjne lato. Niestety wpadliśmy w błędne koło, oparte na pewnej pułapce logicznej. Żeby być mocnym klubem potrzebujemy stabilizacji w lidze, a żeby się ustabilizować potrzebujemy wzmocnień. Musimy mocno zrewidować całą politykę klubu i zastanowić się czy nie zaczęliśmy opierać jej wyłącznie na fali optymizmu z zeszłego sezonu. Jeśli tego nie zrobimy, może się wkrótce okazać, że w pewnym miejscu tego maratonu skręciliśmy w złą uliczkę i cały czas bezsensu biegamy w kółko.

Autor: Raf Dodano: 07.04.2015

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u