Benteke idealny dla Liverpoolu

Uwaga. Poniższy tekst zawiera śladowe ilości statystyk, które nie wpływają na grę. Podane są tylko w celach informacyjnych oraz w celu przybliżenia atutów napastnika. Wszystko i tak zweryfikuje boisko. Jeśli jesteś wrażliwy na punkcie liczb, nie czytaj tego artykułu.

A teraz całkiem poważnie. Ze wszystkich nazwisk, które przewinęły się w gazetach w czasie tego lata, tylko jedno było od samego początku wymieniane przez wszystkich. Benteke. Zawodnik Aston Villi (wkróce były) jak się również okazało do klubu z Anfield miał trafić już wcześniej, jednak z powodu urazu do transferu nie doszło. Być może rok temu cena byłaby znacznie niższa niż teraz, jednak nie tylko to ma tutaj znaczenie. Największym problemem jest fakt, że o Christianie mało kto wie coś więcej niż tylko to, jaki ma kolor skóry, że jest wysoki i potrafi grać głową. Sumując te trzy fakty, śmiało można wysnuć tezę, że nadaje się do klubów takich jak Stoke City, Wimbledon, czy każdego innego archaicznie grającego zespołu. Otóż nie. Jest to pierwszy mit, który bardzo łatwo można obalić. Postaram się wymienić jeszcze pięć innych i spróbować przynajmniej przekonać (a może zrozumieć?) dlaczego właśnie Liverpool poczynił bardzo dobre kroki sprowadzając Belga do siebie. Zaczynamy od teorii, że Belg jest dobry, ale tylko na powietrzne pojedynki. Coś Wam pokażę.


Benteke potrafi grać głową, to jest oczywiste, ale jest to napastnik, więc jest to zrozumiałe. Potrafi przepchnąć się w polu karnym, ale to jeszcze nie atut, który pozwoliłby za niego płacić taką fortunę. Warto jednak nadmienić, że Christian zdobywał bramki obiema nogami, potrafi to robić bardzo dobrze i szuka gry. Większość strzelanych bramek to gole po akcjach, więc nie musimy się obawiać zmiany taktyki, która będzie polegać na dośrodkowaniach. Zresztą w zeszłym sezonie strzelaliśmy goli jak na lekarstwo po wrzutkach. Czternaście trafień z główki pokazuje, że to jego atut, ale nie jedyny. Jak łatwo zauważyć, całkiem nieźle wykonuje rzuty karne. To jest przydatna cecha. Czas na punkt drugi.


Benteke to lis pola karnego. Potrafi się znaleźć w jedenastce rywala i dokłada nogę, wtedy kiedy trzeba. W zeszłej kampanii Liverpool miał problem z wykorzystaniem stuprocentowych sytuacji, przez co w łatwy sposób tracił punkty. Brakowało również siły fizycznej, którą Belg dostarczy. W ważnych momentach czy też w samych końcówkach meczów, w których będziemy desperacko szukali bramek nawet najgłupsza piła może mieć sens. A pamiętajmy, że nikt nie nakazuje grać jednym napastnikiem.

Trzecim powodem, dla którego warto mieć Belga w klubie jest jego umięjętność odnajdywania partnerów. Nie skupia się wyłącznie na strzelaniu bramek (co jest akurat najważniejsze w jego sytuacji) lecz często szuka podaniem kogoś lepiej ustawionego. Jeśli nie będzie grał dziesięć metrów przed ostatnim pomocnikiem, rosną szansę na to, że dołoży kilka asyst bądź też kluczowych podań. Trzynaście asyst w całej karierze nie powala, ale pamiętajmy, że w ostatniej kampanii napastników praktycznie nie posiadaliśmy. Zbyt wiele było na barkach pomocników, którzy po prostu nie dawali rady z przeciwnikiem. A jeśli już mówimy o braku napastników, to warto zwrócić uwagę na kolejną rzecz. Liczbę spotkań.

W ciągu kilku ostatnich lat napastnicy w Liverpoolu, którzy mieli okazać się kluczowi, zawodzili. Powodem była albo słaba forma, albo brak szansy, albo kontuzje, ewentualnie wszystko na raz. Benteke rozegrał trzy sezony w Aston Villi, w którym w każdym przekraczał dwa tysiące minut. Poza Suarezem (trzy kampanie po przynajmniej 2500 minut) ten wyczyn powtórzył ostatnio... Emile Heskey. Sturridge gdyby nie kontuzje zapewne wyrównałby tę statystykę, lecz póki co udało mu się rozegrać tylko dwa takie sezony, Robbie Keane nie rozegrał ani jednego, Torres na cztery kampanie w LFC tylko raz a Carroll jakimś cudem udźwignął wynik 2062 minut w pierwszym sezonie. Benteke jest więc gwarancją gry. O ile oczywiście nie znajdzie się jakiś rzeźnik, który będzie chciał go połamać już na starcie. Nawet po kontuzji, potrafił rozegrać serię dwudziestu spotań z rzędu, w których grał pełne spotkania. To jest bardzo ważne. I czas na punkt piąty, który będzie zarazem ostatnim. Nastawcie się bardziej na ciekawostkę.

Belg lubi strzelać bramki klubom z czołówki. Liverpoolowi strzelił już pięć bramek, Arsenalowi trzy. United oraz Chelsea łącznie straciło cztery bramki z powodu bramek Belga (Manchester i Chelsea po dwa gole). Nie udało się strzelić bramki tylko Manchesterowi City, ale na to jeszcze przyjdzie czas. Tylko trzy kluby z Premier League zdołały zatrzymać Belgijskiego napastnika. Oczywiście tak jak pisałem na początku to tylko statystyki. One jednak są bardzo ważne w futbolu, czy się to komuś podoba czy nie. Boisko zweryfikuje czy ten transfer ma/miał sens. Nawet jeśli nie wypali, to przynajmniej osłabiliśmy rywala, a to już coś.

Autor: Gall Dodano: 17.07.2015

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u