Nowe rozdanie w Liverpoolu

4 kwietnia 2015 roku. Liverpool zjawia się w Londynie na meczu z Arsenalem po niezwykle istotnej porażce z Manchesterem United na Anfield. Konfrontacja z ekipą Wengera była niejako gwoździem do trumny the Reds w poprzednim sezonie. Kanonierzy skutecznie ostudzili nadzieje gości na aspiracje do walki o TOP 4, rozbijając ich 4:1.

Upokarzająca klęska potwierdziła mnóstwo mankamentów w grze zespołu na przestrzeni zeszłego sezonu. Brak solidności i konsekwencji w grze defensywnej, problemy ze szkieletem drużyny, czy pozorny brak psychicznej wytrzymałości. Wszystkie te przesłanki były niejednokrotnie wytykane menadżerowi Liverpoolu.

Po kwietniowej klęsce z the Reds totalnie uszło powietrze, zaś porażki w ostatnich dwóch kolejkach rozgrywek z Crystal Palace i Stoke przelały czarę goryczy.

Brendan Rodgers mimo to, utrzymał latem swoją pozycję w klubie, Fenway Sports Group obdarzyło go dużym zaufaniem, dając mu odpowiednie pole manewru w czasie okna transferowego.

Liverpool działał szybko, załatwiając transfery kluczowych piłkarzy już w czerwcu. Trochę dłużej sprawa przyciągnęła się w przypadku Christiana Benteke, lecz Rodgers postawił na swoim i klauzula w kontrakcie snajpera Aston Villi została aktywowana.

Przez niemal 5 miesięcy wiele się zmieniło i mieliśmy dokładny tego obraz we wczorajszej rywalizacji z Kanonierami. W Liverpoolu najwyraźniej wciśnięto przycisk 'reset' i coś zaskoczyło od samego początku.

Oczywiście dwa pierwsze mecze nowego sezonu były zdecydowanie dalekie od ideału. Wymęczona wygrana ze Stoke, dzięki iskierce magii w wykonaniu Coutinho i równie szczęśliwe 3 punkty w starciu z beniaminkiem z Bournemouth.

Nieustannie powtarzałem, że na samym starcie rozgrywek styl i jakość występów nie ma wielkiego znaczenia. Klasowa drużyna musi posiąść umiejętność 'brzydkich zwycięstw', wywalczonych w bólu, byle tylko po końcowym gwizdku arbitra na koncie pojawiał się komplet punktów. The Reds pod wodzą Rodgersa nigdy nie mają mocnego startu pod względem stylu gry i niesłychanej jakości w swych poczynaniach.

Liverpool to uczynił, mając zapewnioną odpowiednią odskocznię przed pierwszym poważnym testem na Emirates. W wyjściowym składzie Brendana Rodgersa pojawiło się wczoraj 5 zawodników, których boss zdecydował się sprowadzić na Anfield w ostatnich kilkunastu tygodniach. W zasadzie wszyscy ci piłkarze stanowili w poniedziałkowy wieczór o sile zespołu.

Dejan Lovren, którego nominacja do gry w wyjściowej jedenastce u boku Skrtela kosztem Sakho wywołała sporo dyskusji pośród fanów ma wreszcie większy komfort w swojej grze. Nie popełnia głupich błędów, gra solidnie, ma obok siebie potrafiącego lepiej bronić od Moreno - Gomeza, a także wspomagających blok defensywny pomocników.

Młody Anglik, który otrzymał dziś powołanie do kadry U-21, gra na razie świetnie, biorąc pod uwagę jego wiek i doświadczenie (a raczej jego brak) na poziomie Premier League. Ciężko wydawać jednoznaczne osądy po trzech kolejkach, lecz jego świetne statystyki w rozgrywkach na tle chociażby Azpilicuety, Shawa, czy Kolarova muszą budzić respekt.

Clyne to osobny przykład na dyskusję. Patrząc na postawę Nathaniela w Liverpoolu, można momentalnie zauważyć, jaką słabością była ta pozycja klubu, gdy występował w nim w ostatnich kilkunastu miesiącach Glen Johnson. Clyne na tle swojego poprzednika wygląda jak doktor habilitowany przy zagubionym studenciku, który ledwo zakończył pierwszy semestr nauki.

Zapewnia spokój w grze, bardzo mądrze się ustawia i nie panikuje w trudnych momentach. Dzięki dobrym bokom obrony, stoperzy Liverpoolu będą mieli mieć w najbliższym czasie ułatwione zadanie.

7 punktów po 3 kolejkach. Któż nie przyjąłby takiego scenariusza, gdyby został nam zaoferowany jeszcze przed rozpoczęciem zmagań Premier League?

Liverpool wygląda na zespół, który odzyskał charakter i godność. Przesłanki wyglądają naprawdę zachęcająco, drużyna, która wymieniła latem kilka istotnych elementów wciąż wierzy w swojego menadżera, a Rodgers pracujący pod dużą presją musi dać jej zwycięstwa.

Czerwonym został w sierpniu do postawienia jeszcze jeden krok w postaci zwycięstwa z West Hamem, tuż przed przerwą na zgrupowania zespołów narodowych. Niebawem wraca Daniel Sturridge, który wspólnie z Benteke będzie w stanie strzelać bramki każdej ekipie w tej lidze.

Małymi krokami, ale ... wracamy, to więcej niż pewne.

Autor: AirCanada Dodano: 25.08.2015

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u