A "nasz" Nando z ławki spadł

Jeszcze kilka miesięcy temu Fernando Torres był jednym z najgroźniejszych napastników na świecie. Jego drużyna Liverpool FC, mimo że w kryzysie, mogła liczyć na to, że Nando może jednym błyskiem geniuszu wygrać mecz. Obecnie Torres nie łapie się nawet na ławkę w reprezentacji Hiszpanii, a w klubie wypada gorzej od 18-letniego młokosa z Belgii lub 33-letniego dziadka z Wybrzeża Kości Słoniowej.

Jak to możliwe, żeby zawodnik, który już w wieku kilkunastu lat był postrachem takich potęg jak Real Madryt, czy FC Barcelona, a później rekordowy transfer w historii takich klubów jak Liverpool FC i Chelsea FC, w wieku idealnym dla rozwoju napastnika stał się cieniem dawnego zdobywcy tytułu Mistrza Europy? Pytanie na pozór trudne, jednak być może odpowiedź jest prosta.

Odkąd pierwszy raz zobaczyłem Torresa w akcji pomyślałem, że to jest zawodnik, jakiego chciałbym widzieć w LFC. Był to mecz derbowy pomiędzy Realem a Atletico, nie pamiętam nawet jaki był wynik, moją uwagę zwracał tylko jeden piegowaty młodzian, który miał taki start do piłki, że Roberto Carlos zostawał w tyle, i taką wolę walki, że w pewnym momencie leżąc na murawie próbował główkować piłkę spod nóg zawodników Realu. Szok - pomyślałem, chłopak albo zabije się na boisku albo zostanie wielką gwiazdą. Kiedy okazało się, że został zawodnikiem Liverpoolu, nie mogłem przestać się cieszyć przez kilka tygodni.

W pierwszych meczach nie zawiódł. Walczył, walczył, walczył. Obrońcy mieli z nim nie lada utrapienie. Nie dało się rozegrać piłki, bo ten hiszpański bulldog kąsał po kostkach straszliwie. Cieszyłem się oglądając taką grę Torresa. Po pierwszym sezonie jednak wszystko się zmieniło. Obrońcy rozgryźli Torresa. Wystarczy wcześnie go skopać, żeby stracił pewność siebie, sam głupio faulował, lub błagalnie prosił sędziego o interwencję. Póki co, nadal jednak strzelał gole.

Z czasem było niestety gorzej. Pamiętam, jak kiedyś zderzył się głowami z jakimś rosłym obrońcą i przez kilka tygodni grał ze śliwką pod okiem. Taktyka kopania Torresa przynosiła coraz lepsze efekty. Więcej kontuzji, więcej kłótni z arbitrami, więcej głupich fauli w zemście – zaledwie kilka lat po wspomnianym meczu z Realem, Torres przestał zupełnie przypominać tego nastoletniego bulldoga. Na szczęście nadal strzelał bramki.

Nando stawał się jednak mocno sfrustrowany, oprócz coraz częstszych kontuzji i niekończących się kopniaków od rywali, przestał być gwiazdą w reprezentacji kraju. Młody Pedro i niezawodny Villa, powoli stawali się ciekawszą opcją na atak, niż Torres w zestawieniu z którymś z wymienionej dwójki. Nando potrzebował zmian. Zmienił więc klub.

Źródełko z bramkami jednak wyschło po przeprowadzce do Chelsea. Być może wpływ na to miała konieczność rywalizacji o miejsce w składzie i kolejne frustracje tym spowodowane - Chelsea ma w składzie więcej niż jednego klasowego napastnika (przy decyzjach Beniteza o wstawianiu Kuyta na skrzydło, Torres długo był jedynym wartościowym „forwardem” the Reds). Nando zatracił instynkt strzelecki, przestał też dostawać tyle podań co w Liverpoolu. Jeżeli moje obserwacje są trafne, to ten jego atomowy start do piłki i umiejętność zachowania szybkiego tempa sprintu na dystansie kilkudziesięciu metrów, też jakoś wyparowały. Została mu technika i nieprzeciętna boiskowa inteligencja. Mimo to w reprezentacji Hiszpanii w kolejności wyboru znalazł się za Villą, Negredo, Pedro i Llorente, przez co nie ma dla niego miejsca nawet na ławce rezerwowych. „Napakowany” atak Chelsea z takimi zawodnikami jak: Drogba, Lukaku, Anelka, Kalou, Sturrige, Malouda i Mata może też okazać się miejscem nie dla Fernando. Obecnie gra w podstawowej XI the Blues, ponieważ tego wymaga właściciel klubu i kwota 50 milionów funtów, jakie wydał na sprowadzenie Hiszpana. Jeżeli Torres nadal będzie tak kopany przez obrońców jak dotychczas, to być może nie odzyska dawnej pewności siebie, i strzelanie goli będzie mu przychodziło coraz trudniej. To, co każdy wie o angielskiej lidze, że Latynosi w niej raczej się nie sprawdzają, bo są zbyt „mientcy”, być może dokładnie opisuje przykład Torresa. Owszem nastrzelał mnóstwo bramek ale być może we Włoszech lub w rodzimej Hiszpanii przychodziłoby mu to jeszcze łatwiej.

Być może też absolutnie nie mam racji i Torres ponownie udowodni, jaki z niego może być dynamit na boisku, ale mam nadzieję, że nie będzie to już w Anglii. Po pierwsze, przykro będzie patrzeć, jak strzela bramkę Liverpoolowi, a po drugie, lepiej dla jego zdrowia będzie, jeżeli przeniesie się do ligi, gdzie każdy kontakt jest odgwizdywany i karany jako faul, a odgrywane przez Torresa teatrzyki, nie tylko nabierają sędziów ale stanowią stały element folkloru piłkarskiego i są kochane prze kibiców. Wszak nadal jest młody i może jeszcze pograć ładnych kilka lat.

Autor: czarnyolek Dodano: 07.09.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON