Mały krok dla Brendana – mniejszy dla ludzkości

Niedawno byliśmy świadkami wiekopomnej chwili dla brytyjskiego programu kosmicznego. Na ostatniej konferencji prasowej pierwszy człowiek z Irlandii Północnej odleciał w kosmos. Misja ta jest już na tak zaawansowanym etapie, że odległość między menadżerem the Reds a kibicami, można już mierzyć w latach świetlnych.

Rodgers na swoim ostatnim spotkaniu z dziennikarzami poprzez wskazanie bliżej nieokreślonego wroga czającego się w cieniu, przypomniał mi kilka wydarzeń sprzed lat. Konferencja Beniteza i jego „fakty po faktach”, Stewart Downing i „palec uciszający krytyków” po golu, na którego trzeba było czekać kilka miesięcy czy Roy Hodgson i desperackie poszukiwanie punktu zwrotnego po meczu z Evertonem. Nie lubię rozpaczać, nie lubię też w kółko powtarzać tych samych haseł pod adresem Brendana, wreszcie nie przepadam za nadmiernym uproszczaniem problemów klubu. Co z tego jednak, skoro Rodgersa nie da się już ani bronić, ani wspierać, ani lubić. W dodatku trudno nie odnieść wrażenia, że temu człowiekowi dzieje się coś niedobrego z głową.

Już w trakcie zeszłego sezonu stracił „pierwszą falę zwolenników”. „Drugą falę” tracił stopniowo, ale myślę, że to już jeden z ostatnich etapów tego procesu. Wypowiedź o „histerii wokół klubu i o kimś, kto kryje się za tym wszystkim” miała być oddaniem ciosu przez Brendana. Wyszło natomiast dosyć groteskowo i paranoicznie. Zresztą można się domyślić o co chodziło Rodgersowi, już raz w poprzedniej kampanii próbował stawiać tezę, że byłym piłkarzom, którzy go krytykują, nie zależy na dobru klubu.

Nawet jeśli ktoś próbowałby w tym momencie porównać naszego menadżera do Mourinho, to warto podkreślić, że José właściwie zawsze rzucał oskarżenia, żeby zdjąć presję ze swoich podopiecznych. Brendan nie zdefiniował swojego wroga, ponieważ po prostu go sobie wymyślił. „Jestem pewny, że są ludzie, którzy nie chcą mnie w tym klubie” – no tak, czy naprawdę powinniśmy teraz zacząć ich liczyć?

Rodgers stał się osobą o podobnym podejściu, co Dejan Lovren. To nie moja wina, to świat jest tak okrutnym miejscem. Ludzie po prostu nie potrafią ujrzeć prawdziwego Brendana. Możemy więc zaobserwować zjawisko określane w psychologii mianem „racjonalizacji”.

Racjonalizacja jest mechanizmem obronnym, który polega na takim przeinaczeniu niekorzystnej dla siebie sytuacji czy niezrealizowanego celu, żeby stały się one we własnym odczuciu nieistotne. Może to też objawiać się obwinianiem wszystkich dookoła, obniżając rangę własnych błędów. Doskonałym przykładem tego zjawiska jest wywiad Dejana dla Guardiana sprzed dwóch lat, gdzie uzasadnienie kiepskiej gry w Lyonie oparł na wymieszaniu bariery językowej ze stylem sędziowania i kwotą transferu, za którą podobno już na wstępie krytykowali go dziennikarze.

U Rodgersa jest podobnie. Zła postawa? Graczom siedzi w głowie przegrany półfinał na Wembley. Wyższe cele? Najpierw odpowiednie instrumenty. Lovren liderem defensywy? Nieistotne, ważniejsze jest zgrywanie pary stoperów niż skupianie się na jednostkach. Nieudany transfer Balotellego? Przecież był wkalkulowanym ryzykiem. Wszystko jest częścią rozwojowego procesu, który w istocie zatrzymał się na etapie spotkania z United w zeszłym sezonie. Nic od tego czasu nie stało się lepsze. Nie tylko przez to, co robił Rodgers, raczej pomimo tego, że robił co mógł. Jego problemy i błędy to tylko jeden z objawów generalnej utraty kontroli nad wydarzeniami w klubie. W końcu czemu podczas sezonu wicemistrzowskiego zmiana pozycji graczy czy ich późne wpuszczanie na boisko przynosiło efekty? Czemu wtedy wszystko się udawało? Nie tylko dlatego, że miał duet SaS, a dlatego że miał nad nim kontrolę.

Obecnie Rodgers zyskał status człowieka, którego wszystkie słowa będą cytowane i obracane przeciwko niemu. Najgorsze jest to, że nie potrafi sobie z tą presją poradzić i rzeczy, które wcześniej miały szansę być przedmiotem dyskusji zamienił w jednogłośną krytykę.

Rodgers to fajny gość, ale ryzyko z pozostawieniem go na stanowisku się nie opłaciło. Znamienne jest to, że Brendan staje się coraz częściej porównywany do nieudolnego Hodgsona. Nasze konstruowanie akcji wygląda zbyt treningowo, a gra obronna zbyt sparingowo. Brakuje piłkarzom motywacji. Coś czuję, że bardzo lubią Rodgersa, ale wykonują jego polecenia już wyłącznie mechanicznie. Jakiekolwiek szczątki długoterminowej wizji przepadły dawno temu. Czy wieczne szukanie optymalnego rozwiązania ma już jakikolwiek sens? Może dla naszego menadżera jeszcze ma, ale z perspektywy właścicieli, myślę że czasami lepiej jest po prostu zejść na Ziemię.

Autor: Raf Dodano: 29.09.2015

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u