Kolejne słowo o cierpliwości

Zaczęło się. Pierwsza plotka, pierwszy transfer, pierwszy nowy nabytek, pierwsza konferencja prasowa i pierwsze słowo krytyki. Nie słowo, a krzyk. Krzyk, który jest obecny od kilku dobrych lat. To nie jest echo Liverpoolu. To jest ryk dziczy.

Ile to już razy pisało się o tym, aby dać czas nowym managerom na zbudowanie drużyny. Ileż to słów zostało przelanych na puste kartki o tym, że cierpliwość jest cnotą w dzisiejszych czasach „szybkiego futbolu”, gdzie zbudować mistrzowską ekipą musisz w dwa lata. Wcześniej oczywiście w pół roku musi zadziałać efekt nowej miotły, musisz sprawdzić pięćdziesięciu zawodników, posłuchać tłumów, połowę tych nieudaczników wyrzucić z klubu i przede wszystkim kupić tak długo wyczekiwane gwiazdy, które zwiększą renomę Twojego zespołu. Ah, jakie życie menadżera jest trudne.

Trudniejsze zwłaszcza wtedy, kiedy klub nie gra w europejskich pucharach, a o atrakcyjności świadczy fakt, że Twój cel transferowy mówi otwarcie, że chce do Ciebie przejść a jego alternatywą jest upadła potęga z innej ligi. Faktem jest, że Liverpool atrakcyjnym zespołem może i jest, ale nie dla topowych piłkarzy, tym bardziej, że niektórzy wolą nawet grzać ławkę w dotychczasowych zespołach. Miną długie lata zanim to wszystko się zmieni. Klopp jest co prawda najlepszym z możliwych wyborów, bo będzie pracował długo, ma spokojną przyszłość , fundusze na transfery a wewnątrz klubu nie panuje chaos. Mimo to nie zachęci nawet swoją osobą wielkich nazwisk, bo nikt nie chciałby zmienić swojej firmy na taką, która jest niepewna. Nawet jeśli będzie w niej przez kilka lat zarabiał więcej. Cały czas problemem jest brak stabilizacji. Dwa wicemistrzostwa, które miały dać nadzieje, okazały się „wypadkiem przy pracy”. Dopiero teraz, po raz kolejny klub czeka permanentna przebudowa i nie mówię tutaj bynajmniej o personalnych zmianach w pierwszej drużynie.

Mówię tutaj przede wszystkim o tym, że przez te kilka miesięcy piłkarze musieli zmienić swoje wszystkie przyzwyczajenia, których nauczyli się za kadencji Brendana Rodgersa. To nie jest łatwe. Zmiana metod treningowych, zmiana taktyki, sposobu rozgrywania piłki, kończąc na spotkaniach, które przecież weryfikują, czy zmiany idą na dobre, czy stoją w miejscu. Klopp zeszły sezon, a właściwie jego część miał dość udaną. Dwa finały, kilka wielkich spotkań, parę ciekawych serii bez porażki. Było na co popatrzeć. Koniec końców jednak Liverpool nie osiągnął nic. Nic, poza rzeczą bardzo ważną w futbolu. Jest jakieś pół roku do przodu względem ekip, które dopiero w te lato zatrudniły nowych menadżerów.

To jest bardzo ważny argument, ponieważ po raz kolejny w odstępie kilku lat zmieniła się prawie cała czołówka. Pozostał Pochetino, Wenger i to właściwie tyle, jeśli chodzi o rywali do walki o pierwszą czwórkę. Mourinho, Conte, Guardiola to nowi ludzie w Premier League i nikt nie wie jak im wyjdzie. Oczywiście Jose to sprawdzona marka na wyspach, ale każdy chyba wie, że różne rzeczy się w futbolu dzieją. Różnie może być i albo United odniosą szybki sukces, albo znowu zacznie się krytyka. Która zresztą spadnie na Kloppa, jeśli ten nie odniesie kilku dobrych wyników na początku sezonu.

Niemiecki menadżer zaczął swoje transfery już wcześniej, kiedy ściągał Grujica, czy Matipa. Sprytnie poczekał do końca sezonu, aby poobserwować innych zawodników i stwierdził kogo tak naprawdę potrzebuje. Transfery Mane, czy ostatnio Klavana wraz z Wijnaldumem utwierdzają mnie w przekonaniu, że Niemiec widzi, gdzie potrzebne są wzmocnienia i stara się dokonywać transferów, które w jego koncepcji są idealne. A to, że nie przyszedł Goetze? Kogo to obchodzi? Ponoć nie płacze się po kimś, kto do Ciebie nie przyszedł, a po tych, którzy od Ciebie odeszli. Być może warto zastosować taką taktykę. Klopp ma swoją wizję, swoje cele transferowe i swoje plany na drużynę. Dziwić może jedynie ociąganie się z kilkoma zawodnikami, którzy powinni opuścić klub. O ile Balotelli może być trudnym do sprzedania zawodnikiem, o tyle Benteke powinien już dawno trenować wraz z piłkarzami Crystal Palace. Jak widać, klub próbuje postąpić inaczej i nie do końca wiem o co w tym przypadku chodzi. Miejmy nadzieje, że nie zostaniemy z niechcianymi piłkarzami, bo to tylko straty finansowe, których nikt w klubie nie chce.

Dziwi mnie bardzo krytyka większości transferów, których Liverpool dokonał tego lata. Pomijając, że Mannigner oraz Matip przyszli za darmo, doświadczony Klavan kosztował grosze a Mane oraz Wijnaldum naprawdę nie kosztowali wiele, jak na dzisiejsze realia, to wydaje mi się, że nie ma na co narzekać. Przecież klub pozbył się kilku zawodników, którzy dodali cenne srebrniki do sakiewki ze złotem. Oczywiście nie zapominajmy o Kariusie. Jak na bramkarza, który był numerem jeden w swoim poprzednim klubie, to cena też była dobra. O co więc właściwie chodzi?

Oczywiście o to, że nie są to świetnie wyszkoleni, kapitalnie grający piłkarze, którzy w jedną akcje pokonają wszystkich na boisku. Nie są to wielkie nazwiska, a sprawdzeni w większości przypadków gracze. Mimo to, ja się cieszę z tych transferów. Wiecie dlaczego? Bo klub stracił na atrakcyjności. Wielkie gwiazdy nie chcą tutaj przychodzić i trzeba kupować takich, którzy chcą tą atrakcyjność przywrócić. Nie chodzi o funty, zarobki, czy miliony wydane na nieznanych zawodników. Chodzi o to, aby ci piłkarze sprawdzili się u boku nowego menadżera. Klopp sprowadził ich po to, aby poprawić ich umiejętności. Dokonać w niektórych przypadkach rozwoju, o którym innym się nie śniło. Bo on, jak mało kto potrafi to robić. I wiecie co? Nie musicie krytykować każdego transferu, który nie jest na poziomie stu milionów a nazwisko piłkarza nie widnieje na liście najlepszych graczy globu. Możecie okazać cierpliwość. To jest drużyna Kloppa. Jego kawałek podłogi. Nie mówcie mu co ma robić.

Na krytykę i tak przyjdzie czas.

Autor: Gall Dodano: 23.07.2016

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u