Zrozumiana radość

Oczywiście możemy mówić, że to jeszcze nie ten moment, że jeszcze za wcześnie i że dzisiaj lepiej siedzieć cicho, aniżeli drzeć ryja w każdym pubie, że mamy mistrzostwo. Oczywiście, że na to za wcześnie. Na to będzie zawsze za wcześnie, chyba, że matematyka podkreśli wymaganą liczbę punktów.

Jednak nie ma się co dziwić, że pojawia się optymizm. Liverpool wygrywa kolejny mecz, boże, w jakim stylu i to ze znacznie niżej notowanym rywalem! Dodatkowo gra z piłkarzami, których już dawno w drużynie miało nie być. Ba, transfery w znacznej przewadze okazują się być trafione, a trening jak widać - przynosi efekty. Udało się. Nastąpiła zmiana mentalności. Wciąż trzeba stabilności, ale powoli wszystko zmierza w dobrym kierunku. Widać, że piłkarze są żądni gry, zwycięstw, bramek. O to właśnie chodzi. Trzeba jednak pamiętać, że mamy dopiero wrzesień, więc jeszcze kilka potknięć będzie. Grunt to nie tracić pewności siebie. Robić swoje, brnąć do przodu i nie patrzeć na przeciwników.

Tradycyjnie huraoptymizm nadszedł po rozgromieniu ekipy, z którą nie powinno być problemów. I nic zatem dziwnego, że z automatu został wystrzelony wielkokalibrowy pocisk o nazwie „pompujemy balonik”. Naprawdę nie ma się co dziwić. W tym klubie, od zawsze przecież był nacisk na trofea, sukcesy czy triumfalne wyniki. Klopp sam na pierwszej konferencji powiedział, że w ciągu trzech lat powinno pojawić się pierwsze trofeum (nie mylić z mistrzostwem). W zeszłym sezonie udało się dwukrotnie zagrać w finale, co zostało uznane za sukces. W tej kampanii, the Reds rozprawili się już z dwoma kandydatami do mistrzostwa, pokonali mistrzów Anglii oraz swobodnie przechodzą przez kolejne fazy pucharu Ligi. Zdarzyły się wpadki, punktów z Burnley można żałować najbardziej a remis z Kogutami i tak będzie bolał, bo można było spokojnie to spotkanie zakończyć zwycięstwem. Jednak piłka nożna nie jest tak prosta jak może się to wydawać. Klopp też o tym wie.

Zasadniczą różnicą pomiędzy tym sezonem a poprzednim jest to, że menadżer doskonale wiedział, kogo chce mieć w zespole a z kim trzeba się pożegnać. Trzymanie na siłę kogokolwiek byłoby błędem dla obu stron i w ten oto sposób doszło do wymiany wielu zawodników. Klopp od początku twierdził, że nacisk na transfery jest szaleństwem w Anglii, ale sam powinien zrozumieć, że prowadząc taki klub jak Liverpool kibice zawsze będą oczekiwali przyjścia wielkich gwiazd. Zresztą, po poprzednikach nie można powiedzieć, że próbowali za wszelką cenę przyciągnąć znane nazwiska. Każdy skupiał się na swojej filozofii a koniec końców zatracał się we własnym planie, z którego nic nie wychodziło. Rodgers mógłby odnieść większy sukces, ale jego ego przysłoniło mu widok na popełniane błędy. Niemiec jest zupełnie inny w tych kwestiach.

Przede wszystkim łatwo zobaczyć zachowanie podczas meczu. Żywe zachowania, skoki, machanie rękoma. Dla kogoś z zewnątrz może się to wydawać co najmniej dziwne czy śmieszne, ale umówmy się – Jürgen żyje tym klubem i chce dla niego jak najwięcej. Klopp nie podda się w przerwie meczu. On będzie chciał aby piłkarze biegali, podawali, atakowali niezależnie od wyniku, czy też minuty. Jedynym problemem takiego podejścia może być przeforsowanie piłkarzy za kilka lat, ale trzeba jasno stwierdzić, że zdobyte trofea mogą całkowicie zrekompensować zmęczenie i wypalenie piłkarzy. Poza tym, wreszcie można zaobserwować, że gracze, którzy do niedawna wyglądali na kompletnie zagubionych na boisku, nareszcie zmężnieli i podejmuje własne decyzje. Lallana, Lovren, Henderson, Origi to tylko niektórzy z zawodników, na których spoczywa większa odpowiedzialność niż przed lata. I o to właśnie chodzi. Kloppo zaszczepił w klubie swoją wizję, swój plan i nauczył zawodników brania odpowiedzialności za wynik. Cała drużyna wygrywa jak i cała drużyna przegrywa. Na tym właśnie powinien polegać znany wszystkim „Liverpool way”. Zapomniany przez lata, przypominany raz na jakiś czas, po to aby potem znowu za nim zatęsknić.

Teraz fani Liverpoolu tęsknią za kolejnym meczem. Można to zaobserwować po reakcjach już kilka minut po ostatnim gwizdku. Od razu są rozmowy na temat następnego spotkania. Klopp zrealizował tym samym swój plan, który zakładał, że ludzie powinni czerpać przyjemność z oglądania piłki nożnej i zapominać o problemach. Głównie chodzi o to, aby w weekend zobaczyć mecz i rozmawiać o nim aż do następnego weekendu. To jest recepta na zdrowego kibica.
Słowem podsumowania. Klopp uczynił ludzi szczęśliwymi. Wyciągnął ich z czerwonej depresji. Tak, wiem, to samo zrobił Brendan Rodgers. Nie wyszło mu, ale tutaj widać, że szykuje się długofalowy projekt, który może wypalić. Nowy stary stadion, nowi piłkarze, dobry menedżer. Co może się zepsuć? Cóż. Wiele czynników może mieć wpływ na słabszą dyspozycję w lidze, ale miejmy nadzieje, że na pięć kolejek przed końcem sezonu, Klopp podejdzie do piłkarzy, w sytuacji, kiedy klub będzie miał dwanaście punktów przewagi nad drugim miejscem. I powie :
"Nawet tacy goście jak Wy, nie są w stanie tego spierd*lić".

Autor: Gall Dodano: 29.09.2016

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u