Wilki i ich gwóźdź do trumny

29 grudnia 2010 roku ogromnej rzeszy fanom Liverpoolu kojarzyć się będzie ze swoistym gwoździem do trumny dla Roya Hodgsona, którego podopieczni zostali ośmieszeni przez ekipę Wolverhampton, będącą wcześniej dość regularnie czerwoną latarnią Premier League.

Stephen Ward tamtego frustrującego wieczoru zadał śmiertelny cios gospodarzom, którzy psychicznie zniszczeni i rozbici chwiali się niczym przysłowiowy kolos na glinianych nogach, pozwalając punktować się gościom z Molineux Stadium. Czerwoni po raz pierwszy od 27 lat pozwolili Wolverhampton wywieźć pełną pulę z Anfield, co mogło jeszcze bardziej przygnębić wszystkich związanych z Liverpoolem na świecie.

Ówczesna katastrofalna wpadka przelała czarę goryczy i 2 tygodnie później z ciemnych chmur nad głową Hodgsona spadła potężna burza, decydująca o jego losie, by lada moment na horyzoncie dostrzec tęczę, z której wyłonił się Kenny Dalglish, którego kibice tak głośno domagali się na Anfield, mniej więcej od połowy żałosnych rządów Roya.

9 miesięcy potem od tamtej historycznej i smutnej wpadki z ostatnim zespołem ligowej tabeli, przystąpimy ponownie do rywalizacji z Wolverhampton na własnym terenie (pamiętając oczywiście o wyjazdowym zwycięstwie 3:0 już pod wodzą Króla po golach piłkarzy, którzy przywdziewają obecnie niebieskie trykoty Chelsea), jednakże w zgoła odmiennych nastrojach. Nasz klub cieszy się dziś pełną stabilizacją, kibice i piłkarze stroją murem za swoim trenerem, którego ambicje są jasne, a ten nigdy nie popełni błędów swego poprzednika, by kompromitować Liverpool swymi niektórymi wypowiedziami na konferencjach prasowych.

The Reds i Wilki są w podobnych sytuacjach jeśli spojrzymy na ostatnie rezultaty. Kluby świetnie rozpoczęły sezon, by ostatnie 2 mecze ligowe kończyć z zerowym dorobkiem punktowym. (Stoke 1-0 Liverpool, Tottenham 4-0 Liverpool, Wolverhampton 0-2 Tottenham, Wolverhampton 0-3 QPR). Drużyny z Anfield i Molineux Stadium odbiły się jednak od dna w Carling Cup, a chłopcy McCarthy'ego zrobili to nad wyraz efektownie gromiąc 5-0 Milwall.

W Liverpoolu każdy zdaje sobie sprawę, że zdobywanie regularnie punktów na własnym stadionie będzie decydującym czynnikiem w zwiększeniu nadziei na powrót do Big 4, gwarantujący powrót na europejskie salony. Come back Stevena Gerrarda podniesie jeszcze bardziej bojowego ducha w szatni, chociaż kapitan nie będzie jeszcze gotowy na granie od 1. minuty.

Ponadto mecz z Wolverhampton może być świetną okazją dla Luisa Suareza na przełamanie pod bramką rywali. Urugwajczyk od 427 minut nie może znaleźć sposobu na golkiperów przeciwników the Reds, a dobrych szans na umieszczenie piłki w siatce miał co najmniej kilka. Nasza siódemka musi więc wziąć się poważnie do roboty, bo Kun z Rooneyem nie próżnują od samego startu Premier League ...

Autor: AirCanada Dodano: 23.09.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON