Komfortowa wygrana musi cieszyć

Rachunki piłkarzy Liverpoolu i Kenny'ego Dalglisha z Royem Hodgsonem zostały wyrównane. The Reds w pełni zasłużenie zdobyli The Hawthorns, rewanżując się za frustrującą porażkę z wiosny.

Po wyjazdowym zwycięstwie ze Stoke, gdzie koncert dał Luis Suarez, Czerwoni po raz kolejny wygrali na obcym terenie. Okey, West Bromwich nie grało tego dnia najlepiej, co absolutnie nie umniejsza sukcesu Liverpoolu. Brak dwóch najbardziej zasłużonych wychowanków, nie miał żadnego wpływu na satysfakcjonującą postawę reszty drużyny, co dobitnie ilustruje już szerokość i jakość naszej kadry.

Charlie Adam i Lucas Leiva przejęli kontrolę w środku i zdominowali momentami bezradnych przeciwników. Największe słowa uznania trzeba skierować i tak w kierunku Martina Skrtela i Daniela Aggera. W głównej mierze dzięki słowacko-duńskiej skale, Pepe Reina nie miał zbyt wielu powodów do stresu. Agger po raz kolejny potwierdził, że jest najbardziej kompletnym defensorem w talii Dalglisha. Świetnie operuje piłką przy nodze, dokładnie rozprowadza piłkę, ponadto bardzo dobrze gra głową. Gdyby Carra nie był wychowankiem klubu, mógłby na stałe spodziewać się delegacji na ławkę rezerwowych. Jego status sprawia jednak, że nie jest to wcale takie oczywiste, gdy wróci do zdrowia.

Kibice z pewną dozą niepokoju obserwują grę Stewarta Downinga. Piłkarz ściągnięty za wielkie pieniądze z Villa Park miał nam zapewnić nową jakość na skrzydle, zapomnianą przy Merseyside od czasów nawet Steve'a McManamana. Reprezentant Anglii jest szybki, nie brakuje mu sprytu, dobrze wymienia piłkę z Enrique, jednakże przede wszystkim nie jest efektywny.

Downing oddał w tym sezonie aż 23 strzały na bramkę rywali, w naszym klubie wyprzedza go tylko Luis Suarez. Dla skrzydłowego, który zaczynał wszystkie mecze w Premier League w wyjściowej jedenastce w tym sezonie, bilans 0 bramek, 0 asyst przy 789 minutach na boisku jest bardzo frustrujący. Dla porównania Jose Enrique w swoich statystykach dysponuje już 3 asystami w tym sezonie, liderem jest Charlie Adam razem z Luisem Suarezem (4). Swoje zrobić powinien mecz, w którym reprezentant Anglii strzeli bramkę i na dobre się odblokuje, bo o tym, że dysponuje wielkim potencjałem wie szeroka rzesza Kopites na świecie.

Walka o miejsce w wielkiej czwórce nabrała zdecydowanie rumieńców. Po 2 dość niespodziewanych porażkach, Chelsea jest wyciągnięcie ręki. Arsenal wyszydzany przez wszystkich na początku sezonu wrócił z wielką werwą do walki o najwyższe lokaty i trzeba teraz przyznać, że zagraliśmy na Emirates Stadium w idealnym momencie. Sensacyjną formą Newcastle nie można się za bardzo przejmować, z całym szacunkiem do pracy Pardewa. Wiele było takich drużyn-niespodzianek w historii Premier League, które na przełomie grudnia i stycznia przechodziły nagłe załamanie formy. To samo prognozuję ekipie Srok z Tyneside.

Nam pozostaje wyczekiwać do przyszłej soboty i wizyty The Swans na Anfield. Praca domowa z ostatniej potyczki z beniaminkiem Premier League na własnym terenie musi zostać starannie odrobiona przez sztab trenerski Liverpoolu.

Autor: AirCanada Dodano: 30.10.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON