Ligowa forma, a raczej jej brak

Pod lupą dzisiaj nasza ligowa forma, a raczej jej brak. Minęły trzy miesiące, leniwie, powoli rozkręcającego się sezonu. Sezonu w którym za główny cel większość fanów The Reds, obrała sobie powrót do Ligi Mistrzów. Rozegraliśmy 11 spotkań po których plasujemy się na 6 pozycji w tabeli.

Wynik nie zadowala nikogo. Początek rozgrywek, układ spotkań, nie był zły. Rezultaty jednak na kolana nie powalają. Wręcz przeciwnie, dają dużo do myślenia i wywołują sporo dyskusji.

Start z Sunderlandem, na Anfield. Miały być pewne 3 punkty na dobry początek. Zainkasowaliśmy tylko jeden. Poniekąd nadrobiliśmy to w meczu z Arsenalem, jednak pamiętając jak bardzo osłabieni grali w owym czasie Kanonierzy, 3 punkty wydawać się mogły obowiązkowe w tym starciu.

Po komplety punktów sięgnęliśmy w potyczkach z: osłabionym Arsenalem (2:0), wyjątkowo słabym w tym sezonie Boltonem (3:1) i grającymi raczej ogony tabeli – Evertonem (2:0), Wolverhampton (2:1) oraz West Bromwich (2:0). Oprócz Sunderlandu (1:1), punktami dzieliliśmy się na Anfield z beniaminkami z Norwich i Swansea (odpowiednio 1:1 i 0:0) oraz z broniącym czempionatu – Manchesterem United (1:1). Dwukrotnie powracaliśmy z wyjazdów bez zdobyczy punktowej – Stoke (0:1) i Tottenham (0:4).

Sumując: na 33 możliwe punkty zdobyliśmy tylko 19. Na 11 spotkań - zwycięstwem Liverpoolu zakończyło się tylko 5. Do tego dochodzą 4 remisy i 2 porażki. Zdobyliśmy 14 bramek (z czego dwa to trafienia samobójcze) straciliśmy 10.

In plus… i tu właśnie pojawia się problem. Który wynik zaliczyć do wyników, które nas satysfakcjonują, ba.. więcej, w których osiągnęliśmy więcej niż się spodziewaliśmy? Chyba tylko (naciągając) pokonanie osłabionego Arsenalu i derbowe zwycięstwo z Evertonem. W obu przypadkach nasi rywale mecze kończyli w 10tkę, co na pewno dało nam handicap i pomogło przechylić szalę zwycięstwa na naszą korzyść. Pokonanie zaś Evertonu to w sumie nie wynik „in plus”, a raczej obowiązek dla każdego fana The Reds. Remis z United? Na plus… ? Również nie, 3 punkty tak, remis na Anfield, niezależnie z kim, to strata punktów, nie zysk.

In minus… trzy remisy na Anfield. To nie trzy zdobyte punkty, ale aż sześć straconych! Na Britannia Stadium wygrać można, co pokazaliśmy w Pucharze Ligi. W lidze jednak uwydatniła się nasza niemoc strzelecka i całkowite uzależnienie w ofensywie od Suareza, polegliśmy 0:1. Na White Hart Lane zaś zostaliśmy zdemolowani, aż 0:4 - kończąc mecz w 9tkę.

Niespełna 1/3 sezonu za nami. Jaką ocenę ekipie Dalglisha można wystawić? Patrząc na układ rozegranych spotkań można było, a nawet powinno, zgarnąć ok. 25 punktów. Wystarczyłoby zamienić 3 remisy na 3 zwycięstwa a wówczas zupełnie inaczej patrzelibyśmy na wynik, miejsce w tabeli i całokształt wyników. A tak…? A tak, to taka słaba, naciągana trója dla chłopaków Kenny`ego!

Czas wykorzystać potencjał, czas gromadzić z większą skutecznością i bezwzględnością punkty. Rywale nie śpią! Obie ekipy z Manchesteru walczą póki co o tytuł między sobą. Chelsea lekceważyć nie można. Arsenal po falstarcie pnie się w górę. Tottenham gra bardzo dobrze i gromadzi punkty tam gdzie powinien a zaskakuje niesamowite Newcastle. To szóstka rywali, dobrych zespołów, które nie podarują miejsca ekipie The Reds w Lidze Mistrzów. Je trzeba wywalczyć!

PS. 25 punktów, dałoby nam obecnie prawdopodobnie trzecie miejsce w tabeli z punktem starty do drugiego Manchesteru United…

Autor: Ciuras Dodano: 14.11.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON