Maxi nie składa broni

Każda rewolucja pochłania ofiary i wyjątku od tej reguły nie było w Liverpoolu, który latem za sprawą Kenny’ego Dalglisha i Damiena Comolliego mocno przemeblował skład. Wielu piłkarzy musiało zmienić klub, by ustąpić miejsca nowym graczom, inni zostali zmuszenia do siedzenia na ławce lub śledzenia nowych nabytków z wysokości trybun.

Podobny los na początku sezonu spotkał Maxiego Rodrigueza. Argentyńczyk od początku nie należał do ulubieńców szkoleniowca i na swoje miejsce w składzie musiał solidnie zapracować. Dalglish objął posadę trenerską the Reds w styczniu i w dwudziestu trzech spotkaniach sezonu 2010/2011 pod batutą Szkota Maxi czternaście razy meldował się na murawie - w tym trzynaście razy w pierwszej jedenastce. Gdy Dalglish nie posyłał go na boisko, wtedy w jego miejsce na lewej pomocy zajmował Raul Meireles i z rzadka Joe Cole’a.

Końcówkę sezonu Maxi miał imponującą. W trzydziestej czwartej kolejce strzelił trzy bramki Birmingham City, w następnej otworzył wynik spotkania z Newcastle, a osiem dni później trzy razy po jego strzałach piłkę z bramki musiał wyciągać bramkarz Fulham. Sezon zakończył z dziesięcioma trafieniami na koncie, będąc po Dirku Kuycie najskuteczniejszym strzelcem drużyny. Wydawało się, że mimo nadchodzących zmian w zespole, Maxi będzie pewniakiem na przyszły sezon.

Latem pierwszy zespół wzmocniło siedmiu piłkarzy, sporo zawodników klub opuściło, nie mieszcząc się w planach Dalglisha. Najgłośniejsze nazwiska, które opuściły Anfield to Meireles, Aquilani i Cole. Z tych, którzy przyszli z Maxim o miejsce po lewej stronie teoretycznie rywalizuje Stewart Downing i Craig Bellamy. Argentyńczyk od początku sezonu przegrywał z nimi walkę o pierwszy skład, często sztab szkoleniowy nie widział dla niego miejsca nawet na ławce rezerwowych. Swoje szanse dostawał jedynie w Carling Cup, pokazując się z dobrej strony w meczach z niżej notowanymi rywalami. Dwudziestego listopada po serii remisów na Anfield, ku zaskoczeniu wszystkich, nastąpił przełom. Maxi Rodriguez, który dotąd w tym sezonie na boiskach Premier League przebywał zaledwie piętnaście minut, pojawił się w pierwszej jedenastce w meczu z Chelsea, a miejsce na ławce zajął sprowadzony za grube miliony Stewart Downing, który w tych rozgrywkach nie strzelił jeszcze żadnego gola dla Liverpoolu, nie wspominając już o asystach. Urodzony w Rosario piłkarz nie przepuścił swojej szansy i m.in. po jego golu Liverpool wygrał na boisku rywala 2:1.

Wkład Argentyńczyka w zwycięstwo docenił asystent Dalglisha – Steve Clarke.

- Każdy z nas zna umiejętności Maxiego. Miał trochę pecha w tym roku, a jego pozycja w zespole została nieco podważona, ale mimo to zachowuje się jak na profesjonalnego gracza przystało. Gdy piłkarz wypada ze składu, niełatwo jest mu zmotywować się i przychodzić regularnie na treningi, pracować na najwyższych obrotach i być przygotowanym na swoją szansę. Maxi podołał temu zadaniu. Potrafił wejść na boisko i wykonać fantastyczną pracę dla klubu.

Mimo to siedem dni później nie wstał z ławki rezerwowych w meczu z Manchesterem City, by we wtorek znów dołożyć swoją cegiełkę do kolejnego już zwycięstwa na Stamford Bridge. Po awansie do półfinału Carling Cup komplementów nie szczędził swojemu koledze Jamie Carragher.

- Jest absolutnie topowym piłkarzem. Nie grał ostatnio zbyt dużo, ale gdy już dostał szansę, wykonał świetną robotę.

W grudniu Liverpool rozegra sześć spotkań ligowych, w których będzie faworytem. Kibice, piłkarze i trenerzy liczą, że drużyna wykorzysta teoretycznie łatwy terminarz w tym napiętym miesiącu i rozpocznie marsz w górę tabeli. Dziś przed Dalglishem stoi nie lada dylemat. Postawić na sprawdzonego Rodrigueza, który na Anfield przybył za darmo, czy forować nie zawsze spełniających oczekiwań Anglików, sprowadzonych za grube miliony?

Autor: Licznerek Dodano: 02.12.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON