Podwójna nienawiść

Sprawa Luisa Suareza sama w sobie jest częścią procesu, który postępuje już od dobrych paru lat – ofensywy mniejszości.

Nie, nie zamierzam bronić Urugwajczyka. Cała dyskusja wokół niego toczy się na podstawie domysłów i przypuszczeń – dowody, na podstawie których piłkarz został „skazany” zna ułamek promila biorących udział w sporach. Trzeba powiedzieć uczciwie – nie wiemy, czy jest winny. Jeśli jest, powinien ponieść karę. Jeśli nie, postępowanie powinno zostać umorzone. W końcu – jeśli Suarez do niczego się nie przyznał – sprawa powinna ewentualnie trafić do sądu niepiłkarskiego. Skazanie kogoś na podstawie słów jednej osoby, oskarżającego, byłoby tam kpiną z tak zwanej sprawiedliwości.

Załóżmy jednak, że Suarez jest winny. Że nawet nie powiedział do Evry „Negrito”. Że powiedział prosto z mostu „fucking nigger”. Przyznajmy uczciwie – godne najwyższego potępienia. Osiem meczów kary? Decyzja polityczno – wizerunkowa, ale za takie słowa chyba słuszna.

A teraz odrobina „co by było gdyby”: Evra jest homoseksualistą, a jego prababcia była Żydówką. W takim wypadku Suarez mógłby uczciwie powiedzieć: „you fucking yid-queer nigger”. Nie skłamałby, zachowałby się przy tym poniżej wszelkiej krytyki, zasługując tym samym na karę.

W tym momencie pora na rozważanie ideologiczne – czy gdyby Evra był typowym Jonem Jonssonem, nie wyróżniając się niczym konkretnym, czy w takim wypadku Suarez zasłużyłby na karę za nazwanie go na przykład „son of a bitch”? Albo „cocksucker”? Albo „pussy” , „wuss”, „cunt”? Albo za zaśpiewanie pod jego nosem „Yo momma so poor”?

Czym różnią się epitety sprzed dwóch akapitów od tych z poprzedniego? Otóż te pierwsze są mową nienawiści, te drugie z kolei to zwykłe obrażanie. I wiecie co? Zwykłe obrażanie jest OK! Nikt nie przejmuje się zwykłym obrażaniem, chyba, że akurat przez przypadek uchwyci to kamera (dotyczy tylko piłkarzy, kibice mogą obrażać ile wlezie pod warunkiem, że nie będą używali mowy nienawiści).

Skąd się to wzięło? Otóż z lewackich uniformistycznych prądów starających się wam wmówić: „Wszyscy ludzie są tacy sami!” Z całym szacunkiem, ale to jest kompletna bzdura. Każdy człowiek jest inny. Każdy różni się w jakimś elemencie od innych. Na tym mniej więcej polega piękno różnorodności świata, nie ma dwóch takich samych ludzi, WSZYSCY SĄ INNI!

Rzecz jasna epitety „nie-nienawistne” były obrazą nieodnoszącą się do faktycznego stanu ciała drugiej osoby, wynikały z czystej niegrzeczności. Pójdźmy więc dalej (wchodząc znów w tryb „co by było gdyby”) – Evra jest pół-albinosem z rudymi odrostami, widać u niego tłuszczyk i ma odstające uszy. „Hey, you fat-ass ginger albino elephant”. Mowa nienawiści? Szczerze wątpię…

Jest więc jakaś cienka czerwona linia, po przekroczeniu której obrażanie drugiej osoby nabiera jakby podwójnej mocy. Oczywiście wynika to z historii. Tylko że tak naprawdę, co Evra może wiedzieć o rasizmie? Przezywano go w szkole? Grubasków, okularników i rudzielców też! Na chwilę obecną jest to w cywilizowanym świecie dokładnie takie samo prześladowanie. Prawdziwy rasizm (historia/obecna sytuacja w Afryce czy Azji) nie ma z tym nic wspólnego.

Musimy odpowiedzieć sobie na jedno podstawowe pytanie – czy rezygnujemy z obrażania w ogóle, wszystkie wyzwiska związane z innością traktujemy tak samo, piętnujemy również obrazy słowne w ogóle? Powodzenia.

Może pora naprawdę przyjąć do wiadomości, że „inny” nie znaczy „nienormalny”? Bo wszelkie akcje typu „ukarzmy Suareza w imię tolerancji” tylko i wyłącznie podkreślają odmienność. Podobnie jak wiece homoseksualistów, feministek, jednookich cyklistów i garbatych.

Chcesz, żeby inni uważali cię za osobę normalną? Najpierw musisz zacząć sam siebie tak traktować.

Autor: Witz Dodano: 21.12.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON