Carroll zasługuje na wsparcie

Ostatni dzień stycznia zeszłego roku stał pod znakiem ogromnych pieniędzy wydanych najpierw przez Chelsea, a kilkadziesiąt minut później przez Liverpool. Transferom Torresa i Carrolla towarzyszyły ogromne emocje, szczególnie w Londynie i w Liverpoolu. Nie byliśmy jednak świadomi, że tamten wieczór to również początek niepochlebnej tradycji, która powtarza się praktycznie co tydzień.

Z perspektywy czasu, z wielkim prawdopodobieństwem można stwierdzić, że dziś ani Chelsea, ani Liverpool nie zdecydowałyby się wydać swoich milionów ponownie na obu tych zawodników. Fernando Torres, w opinii coraz większej liczby osób, stał się jednym z największych niewypałów transferowych w historii piłki nożnej. Losy Andy’ego Carrolla w Liverpoolu również nie potoczyły się tak, jak z pewnością życzyłby sobie tego sam zawodnik.

W mojej ocenie największym problemem Carrolla jest kwota, za jaką został sprowadzony na Merseyside. Myślę, że tak ogromne pieniądze go wręcz w jakimś sensie skrzywdziły, a presja z nimi związana bez wątpienia nie okazała się pomocna w procesie aklimatyzacji. Na szczęście, Andy cały czas może liczyć na wsparcie swojego managera, jak i kolegów z drużyny. Ubolewam jednak, że tego samego nie można powiedzieć o kibicach.

Andy Carroll nie jest mistrzem techniki. W żadnym wypadku nie przypomina też Usaina Bolta, jeśli chodzi o kwestie szybkościowe. Nie minie kilku rywali na raz niczym Luis Suarez w marcowym meczu z Manchesterem United, ani też nie będzie drugim Fernando Torresem z czasów największej świetności Hiszpana. Tylko czy szczerze mówiąc ktoś tego od niego oczekiwał?

Patrząc na to, co dzieje się wśród kibiców po każdym kolejnym meczu Liverpoolu z udziałem Carrolla (a żeby było lepiej, również wtedy kiedy Andy nie gra), dochodzę do wniosku, że chyba jednak większość miała takie właśnie oczekiwania. Narzekania i wytykanie najmniejszych błędów Carrolla, to już ta wspomniana przeze mnie we wstępie tradycja. Do tej pory podchodziłem do tego jednak cierpliwie. Czarę goryczy przelało pierwsze półfinałowe spotkanie Carling Cup z Manchesterem City, po którym pojawiła się masa nadzwyczaj nieuzasadnionych pretensji.

Andy miał w tym meczu dwie okazje na zdobycie bramki. Kibice szczególnie wytykają mu niewykorzystanie sytuacji z 5. minuty, kiedy mając na plecach Savicia, nie zdołał pokonać Joe Harta – jakby nie było jednego z najlepszych, o ile nie najlepszego bramkarza w piłkarskiej Anglii, który do tego zna Carrolla ze wspólnych treningów na szczeblach reprezentacyjnych. Mogę się założyć, że gdyby w tej sytuacji znalazł się Luis Suarez, który zdobył bezgraniczne wsparcie ze strony fanów, narzekań nie byłoby w ogóle, a jeśli już, to z pewnością byłyby o wiele mniejsze. A nie zapominajmy, że w tym i poprzednim sezonie, Suarez marnował już wiele prostszych sytuacji. Jednak w przeciwieństwie do Carrolla, Urugwajczyk za każdym razem może liczyć na co najmniej kilka ciepłych słów.

Moje zdumienie wywołała też wypowiedź Tony’ego Barretta, który skrytykował Andy’ego Carrolla szczególnie za postawę w drugiej połowie. Nie ukrywam zdziwienia, że taki autorytet (od razu mówię, że mimo tej wypowiedzi dla mnie dalej nim pozostanie) od spraw piłkarskich, precyzuje swoje zarzuty właśnie po takim meczu jak wczoraj, kiedy „ostatnie” 60 minut spotkania graliśmy jedynie do 50. metra od bramki Pepe Reiny. Przecież Andy Carroll powinien dostać piłkę na środku boiska, przejść rywali niczym narciarz slalomowe tyczki i zakończyć ten wspaniały rajd umieszczeniem piłki w okienku bramki Harta, najlepiej strzelając z przewrotki. Czy my, kibice, naprawdę nie przesadzamy?

Nigdy nie robiłem z Andy’ego Carrolla wielkiego zawodnika i nigdy robił nie będę. Denerwuje mnie natomiast fakt robienia z niego gracza totalnie beznadziejnego, nieperspektywicznego. Na chwilę obecną, Carroll jest zawodnikiem Liverpoolu. Być może będzie nim jeszcze przez kilka lat, a być może tylko do końca tego sezonu. Póki jednak nosi koszulkę z Liverbirdem na piersi zasługuje na to, by wspierać go tak jak każdego innego gracza The Reds.

Kiedy Andy przychodził do nas, mówił, że cieszy go perspektywa gry dla klubu, który ma tak wspaniałych kibiców i że nie może doczekać się ich wsparcia. Osobiście, jako kibic Liverpoolu, czuję się źle ze świadomością, że tak jak do tej pory Carroll nie spełnia być może bardziej lub mniej wygórowanych nadziei sporej części kibiców, tak postawa fanów dla samego zawodnika może być jeszcze większym rozczarowaniem.

Autor: Czarodziej Dodano: 12.01.2012

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON