Cierpliwość jest cnotą

Pośpiech jest złym doradcą – te słowa muszą być chyba codzienną inspiracją Kenny'ego Dalglisha. Popędzany z wielu stron, poganiany przez żądne krwi media, czujący na własnych plecach syki kibiców nie złamał się i wytrwał. Ktoś powie – nie potrafił podjąć trudnych decyzji.

Odpowiem – podjął najtrudniejszą, przyjmując na siebie wielką odpowiedzialność. Postanowił uwierzyć we własnych podopiecznych, niejednokrotnie już w tym sezonie srogo go zawodzących. Postanowił uwierzyć i bronić ich przed atakami.

Mógł przecież powiedzieć że przepłacony Carroll zawodzi. Mógł powiedzieć, że nie wykorzystuje swoich szans, nie rokuje, nie strzela i nie wygrywa pojedynków. Mógł robić wszystko, by się go pozbyć – czyż nie taki był los Keane'a? Mógł nadal trzymać Kuyta na ławce i wsłuchiwać się w chór szepczący o końcu kariery Holendra na Anfield. Nie zrobił tego. Uwierzył. Kto jak nie on, wie doskonale, że każdy zawodnik potrzebuje wsparcia? Że nie zawsze trafia się z formą, nie w każdym ustawieniu gra się łatwo, nie zawsze piłka chce odbić się od właściwej strony słupka. Że odcięty od podań napastnik bramek nie będzie zdobywał. Że nie łatwo jest załatać wyrwę po stracie kluczowego pomocnika. W końcu, że na wszystko potrzeba czasu, cierpliwości, wiary.

Taka jest właśnie kolej rzeczy – chcesz stworzyć wielką drużynę – zaufaj jej. Daj piłkarzom przyzwyczaić się do siebie, dotrzeć. Wystarczy prześledzić losy zwycięzców Ligi Mistrzów z ostatnich dwudziestu lat. Najpiękniejsze wcielenia Milanu, Realu, Barcelony – drużyn, które zdominowały w swoim czasie te rozgrywki – posiadały postać kolektywu, grupy ludzi którym zaufano i która ufała sobie nawzajem. Oni grali ze sobą latami – znali się doskonale, mieli świadomość swoich mocnych i słabych stron, mieli też pełne poparcie mądrych trenerów, którzy robili wszystko by ich chronić. Ich wielkość powstawała stopniowo, nieraz się przecież potykali. Nieraz musieli przełknąć gorycz porażki, nieraz zderzali się z krytyką. Nieraz musieli wstawiać się za sobą, nieraz musiał robić to za nich trener. Tak rodzi się zaufanie, pewność że nie jest się samotnym w grupie. Pewność, że nigdy nie idzie się w pojedynkę. Dopiero z takiej grupy ludzi, z takiego budulca można wykuć coś trwałego.

Liverpool za czasów Dalglisha był właśnie taką grupą. Cierpliwość jest cnotą – on doskonale o tym wie.

Autor: Openmind Dodano: 03.02.2012

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON