Jasna strona księżyca

Gdy dwudziestego grudnia FA wymierzyła Luisowi Suarezowi karę ośmiu meczów zawieszenia, kibice Liverpoolu interpretowali skutki tej decyzji jako cios dla drużyny. Większość z nas przypuszczała, że brak Urugwajczyka znacznie utrudni osiągnięcie finału Carling Cup i walkę w Premier League.

Czy faktycznie było tak źle?

Suarez w sumie opuścił dziewięć meczów z rzędu, bo pauzował także za obraźliwy gest wykonany w stronę kibiców Fulham. Wbrew naszym obawom Liverpool bez byłego piłkarza Ajaxu zdołał wyeliminować Manchester City z Carling Cup. The Reds okazali się lepsi także od Oldham (co nikogo nie dziwi) i Manchesteru United w FA Cup. Gorzej było w lidze, gdzie pod nieobecność Suareza na pięć spotkań wygraliśmy dwukrotnie, raz zremisowaliśmy i odnieśliśmy dwie porażki. W sumie w tych pięciu meczach Liverpool zyskał siedem punktów, co daje średnią 1,4 pkt/mecz. Z Urugwajczykiem na boisku szło dużo lepiej, bo w 18 ligowych grach LFC zdobył 31 punktów, co daje średnią 1,72 pkt/mecz.

Można się spierać czy z Suarezem wyniki w lidze byłyby inne. Porażki z Manchesterem City i Boltonem, które odnieśliśmy podczas nieobecności napastnika, były dość wyraźne. Jeden piłkarz raczej nie odmieniłby diametralnie gry zespołu, a żeby zdobyć jakieś punkty w tych meczach, gra musiałaby być odwrócona o 180 stopni.

Sytuacja, w której znalazł się piłkarz Liverpoolu, paradoksalnie może mieć też wiele korzyści. Łatka rasisty i powszechna niechęć na obcych stadionach to jedna sprawa, ale z drugiej strony Suarez mógł przez te sześć tygodni przerwy solidnie wypocząć. Dalglish dał Urugwajczykowi kilka dni wolnego, by ten mógł naładować akumulatory. Niektórzy zastanawiają się czy Suarez jest zdolny zagrać dzisiaj pełne 90 minut. Sześć tygodni bez gry mogło go wybić z rytmu meczowego, ale sztab szkoleniowy miał obowiązek zaordynować mu taką dawkę treningową, by ten był dzisiaj w pełnej gotowości.

Przerwa od gry da mu świeżość na te ostatnie miesiące zmagań w Premier League, a wyeliminowanie Manchesteru City i United z angielskich pucharów udowadnia, że drużyna nie jest uzależniona tylko od jednego zawodnika. Suarez wychodząc dzisiaj na boisko, znów może się czuć jak podczas swojego debiutu na Anfield, bo po raz kolejny ma coś do udowodnienia przed The Kop i wszystkimi, którzy go wspierali. A to znaczy, że będzie w stu procentach skoncentrowany na grze i nie będzie tracił tyle energii na dyskusje z sędziami, jak bywało już w tym sezonie.

Autor: Licznerek Dodano: 06.02.2012

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON