Ławka trenerska

Choć w dniu zwolnienia z klubu Damiena Comolliego prezes Liverpoolu, Tom Werner wyrażał pełne poparcie dla Kenny’ego Dalglisha, to tak naprawdę decyzja o rozwiązaniu kontraktu ze Szkotem była już podjęta. Ikonie the Reds, by uchronić posadę, nie pomogłoby nawet ewentualne zdobycie FA Cup.

Wspomniał o tym w niedawnym wywiadzie Ian Ayre, który jako powód pożegnania Dalglisha podał słabe wyniki w lidze. Z jego słów jasno wynika też, że właściciele klubu niespecjalnie poważają krajowe puchary, gdyż te nie generują pożądanych przychodów.

Dalglish dostał finansowe wsparcie od FSG, ale ci też sporo zarobili na zawodnikach odchodzących z klubu. W styczniu ubiegłego roku Szkot przejął klub pałętający się w drugiej połowie tabeli Premier League, z którego na dodatek dość szybko uciekł najskuteczniejszy napastnik, a drugi gracz, na którym opierała się gra ofensywna zespołu był ciągle kontuzjowany. King Kenny miał za zadanie zbudować drużynę, która awansuje do pierwszej czwórki, ponad to w Liverpoolu miał być wdrażany projekt długofalowy, o czym świadczy fakt, że do klubu byli sprowadzani młodzi zawodnicy, będący na dorobku. W pierwszym półroczu pracy Dalglish pokazał, że jest w stanie osiągać dobre wyniki z Liverpoolem. Później było gorzej, ale i tak zdołaliśmy sięgnąć po Carling Cup i byliśmy tego bliscy w FA Cup, co pokazało, że Szkot dalej potrafi przyciągać sukcesy.

Mimo to Dalglish nie dostał szansy do nauki na błędach i naprawy ich. Po sezonie mógł przeanalizować swoje słabości i przystąpić do następnego mądrzejszym. Właściciele zadecydowali inaczej…

Jednym z najpoważniejszych kandydatów do objęcia schedy szkoleniowca na Anfield Road jest Roberto Martinez. Ten sam, którego drużyna nie tak dawno zamykała tabelę Premier League. Nawet jeśli skład Wigan nie prezentuje się nadzwyczaj okazale, to co ma powiedzieć mający mniejsze szanse od Hiszpana Paul Lambert, który w skromnym Norwich z mało znanymi piłkarzami wyczynia cuda. Wywalczenie dwóch awansów z rzędu i bezpiecznie zapewnione utrzymanie w Premier League musi budzić podziw. Do sukcesów Szkota, który trenerskie papiery wyrobił w Niemczech (grał tam jako piłkarz w Borussii Dortmund), należy też awans do półfinału Carling Cup w 2007 roku z Wycombe Wanderers. Wycombe grało wtedy w League Two, czyli w czwartej klasie rozgrywkowej. W ½ finału okazali się słabsi od Chelsea, z którą najpierw zremisowali 1:1, by w rewanżu przegrać 0:4.

Lambert wydaje się być niesłusznie pominięty w poszukiwaniach nowego trenera, ale już obecność Andre Villasa Boasa na liście Amerykanów jest jak najbardziej właściwa. Portugalczyk to człowiek, jakiego szukają w Liverpoolu. Młody, zdolny, z wizją, nie bojący się podejmować odważnych decyzji. W Chelsea mu nie wyszło, bo chciał przebudować zespół, co nie spodobało się starym zawodnikom, mającym duże wpływy w szatni. AVB nie miał wsparcia od Romana Abramowicza i jego przygoda z the Blues zakończyła się fiaskiem. Jednak powiedzenie - co cie nie zabije, to cie wzmocni – idealnie pasuje do tej sytuacji i były manager Porto po przygodzie w Londynie może wyjść tylko bogatszy o nowe, bardzo potrzebne na początku swojej przygody z samodzielną trenerką doświadczenie. Problemu z ściągnięciem Villasa Boasa do Liverpoolu może przystworzyć restrukturyzacja w klubie, po której zdanie nowego szkoleniowca na temat kadry zespołu i transferów może być słabo słyszalne przez górę. Czy człowiek, który wciąż ma gorące nazwisko na giełdzie trenerskiej, zgodziłby się na ograniczenie swoich kompetencji?

Autor: Licznerek Dodano: 20.05.2012

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON