Obawy i nadzieje

Plan jest "bardzo" prosty – Brendan Rodgers objawia swoim podopiecznym tajniki „tiki – taki”, oni grają jak z nut, lądują w czołowej czwórce na koniec sezonu, kibice się cieszą, a John Henry jest dumny jak paw.

Jednakże nim znajdziemy się w piłkarskim niebie, jakim jest Liga Mistrzów musimy ciężko na to zapracować, a czasu na błędy już nie mamy. Kolejny sezon bez tych rozgrywek ugruntuje pozycję Liverpoolu jako ligowego średniaka – więc Rodgers i spółka muszą się śpieszyć, zanim sponsorzy i potencjalne cele transferowe nie spostrzegą, że poza historią klub z Merseyside ma im do zaoferowania niewiele więcej niż choćby Aston Villa, a bardziej opłaca się inwestować we wschodzące gwiazdy Premier League - Tottenham czy Newcastle.

Nie jestem przekonany, by Rodgersowi udało się wdrożyć w miarę skutecznie swój plan – „tiki – taka”, na której wspomnienie wielu kibicom aż serca drżą i ciśnienie skacze może okazać się w wykonaniu The Reds bezradną walką o utrzymanie piłki, a tysiące podań będą wymieniane w magicznym trójkącie Skrtel – Carragher – Lucas. Nie czarujmy się – w dwa miesiące drugiej Barcelony nie zbudujemy, a tym bardziej w angielskich warunkach, gdzie jedna kontra może okazać się skuteczniejsza niż tysiąc naszych podań. Na to, by wyćwiczyć z zawodnikami „tiki – takę” z prawdziwego zdarzenia Rodgers potrzebuje czasu, a tego czasu nie ma, gdyż czołówka coraz bardziej się od nas oddala.

Dlaczego „tiki – taka” może okazać się niewypałem? Po pierwsze nie mamy zbyt wielu zawodników, którzy mogą w miarę szybko przestawić się na ten system gry. Dobrze, jest choćby Suarez, Gerrard, może także Lucas, Borini i kilku młodych graczy… Nie wiadomo, co będzie z Aggerem, Aquilanim i Pacheco, którzy są bardzo mocno łączeni z innymi klubami – ci gracze również pasują do tej nowej układanki naszego managera. Ale nie da się ukryć, że tacy gracze jak Adam czy Spearing pasują do taktyki tysiąca podań jak nie przymierzając kwiatki do kożucha, a od kilku lat Liverpool nie grał eleganckiego, technicznego futbolu, hołdując zasadzie „hola na Carrolla” albo po prostu walcząc z chaosem. Ciężko wiec będzie w miarę szybko zmienić mentalność zawodników – w przypadku młodszych, jak choćby Hendersona, mógłbym jeszcze uwierzyć w sukces, ale żadna siła nie powstrzyma Carraghera czy Adama przed posłaniem długiej piłki gdy zobaczą z daleka kitkę Carrolla.

Po drugie – czy sam Rodgers będzie w stanie skutecznie przebudować zespół i poprowadzić go do awansu do Ligi Mistrzów? Poprzedni niezły sezon Swansea nie może być całkowitym wyznacznikiem oceny naszego managera – przed przyjściem do Liverpoolu dobre sezony mieli przecież Adam i Downing, ba, nawet Roy Hodgson prowadził Fulham w finale Ligi Europejskiej. Może jestem „niewiernym Tomaszem”, ale dopóki nie zobaczę faktycznej zmiany w grze Liverpoolu, nie uwierzę, że Rodgers może być drugim Kloppem. Nie przekona mnie również twierdzenie: „dajmy szansę młodemu, perspektywicznemu trenerowi” – brzmi bowiem ono dla mnie jak „musieliśmy go zatrudnić, bo był najlepszy z tych, którzy chcieli do nas przyjść, a że nie udało się zatrudnić nikogo lepszego, to daj Boże, żeby coś osiągnął”.

Mimo wszystko Rodgers zasługuje na wsparcie – to nie jego wina, że zastał w klubie to, co zastał, to wina zawirowań związanych z poprzednimi właścicielami, Hodgsonem a także Dalglishem, który od kompromitacji uratował się jedynie zwycięstwem w Carling Cup. Mam nadzieję, że uda nam się zatrzymać czołowych graczy, z Carrollem i Aggerem na czele, gdyż bez nich znacznie trudniej będzie osiągnąć sukces. Liczę także na kolejne transfery – a sprowadzenie Boriniego oceniam jako bardzo dobry ruch z naszej strony.

Agger jest klasą samą dla siebie, ze Skrtelem mogą stworzyć parę środkowych obrońców, która zapisze się w historii Liverpoolu. Kuszą go inne kluby i nic w tym dziwnego. Boję się, że odejście Duńczyka w połączeniu z kolejnym słabym sezonem rozpoczną prawdziwy exodus co lepszych zawodników z naszego klubu. Andy Carroll, choć według wielu nie pasuje do „tiki – taki”, moim zdaniem powinien zostać w klubie, jako opcja rezerwowa dla Rodgersa na wypadek, gdyby jego taktyka nie sprawdzała się tak, jak tego oczekuje. Wysoki Anglik wraca do formy, którą prezentował w Newcastle, pokazał się z dobrej strony na Euro 2012, więc moim zdaniem zasługuje na choćby pół sezonu szansy.

Z niecierpliwością i ciekawością czekam na start sezonu ligowego w wykonaniu The Reds – mam nadzieję, że Rodgersowi się uda i że pokonując mentalność niektórych zawodników oraz presję czasu i doprowadzi nasz klub do Ligi Mistrzów, gdyż to powinien być jego główny cel. Jeśli się uda – będę bardzo zadowolony, ale także (czego nie ukrywam) pozytywnie zaskoczony. Pozostaje czekać. I wierzyć.

Autor: Zuru Dodano: 03.08.2012

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON