Wzmacniać, czy nie?

Nowy sezon Premier League zbliża się każdego dnia, a Liverpoolowi ubywa zawodników. Nowy manager LFC, a były manager Swansea – Brendan Rodgers najwidoczniej stanął w obliczu lekkiego przeciągu w kadrze. Z Merseyside pożegnali się już Dirk Kuyt, Maxi Rodriguez i Alberto Aquilani.

Holender od nowego sezonu będzie wypluwał płuca dla Fenerbahce, Argentyńczyk zdecydował się powrócić do ojczyzny i od nowego sezonu czarować dryblingami kibiców Newell’s Old Boys, a Włoch chyba lepiej niż w Anglii czuje się we Włoszech i po rocznym okresie wypożyczenia do AC Milan, powrócił do Liverpoolu tylko po to, by ostatecznie sfinalizować transfer definitywny do Fiorentiny. Z zespołem pożegnał się również Stephen Darby. Liverpool nie zarobił na tych transferach jakichś zawrotnych sum, które pozwalałyby chociaż na dodatnie zbilansowanie wydatków, związanych ze sprowadzeniem na Anfield Fabio Boriniego. Młody Włoch zdążył już zadebiutować w barwach the Reds w meczu z FK Homel. Kibicom na Białorusi nie zaprezentował się za to Daniel Agger, którym interesuje się Man City. Brendan Rodgers najprawdopodobniej nie byłby zachwycony potencjalnym odejściem Duńczyka, którego Liverpool wycenił na 22 miliony funtów. Biorąc pod uwagę rozrzutność szejków, sponsorujących mistrzów Anglii, może warto by było zażądać z 50 milionów, tym bardziej, że Agger ma za sobą dobre występy na Euro 2012 i wydaje się być najlepszym skandynawskim obrońcą w Liverpoolu od czasu Samiego Hyypii, który od kilku miesięcy pełni funkcję managera Bayeru Leverkusen.

W sparingu z Toronto FC dobrze zaprezentowali się młodzi zawodnicy Liverpoolu, którzy, być może z konieczności, coraz śmielej pukają do bram pierwszego zespołu. Po akcji Raheema Sterlinga bramkę strzelił Adam Morgan. Sterling pojawił się na boisku również w meczu z FK Homel, zmieniając kontuzjowanego Joe Cole’a. Trudno wymagać, aby tacy zawodnicy jak Morgan, Sterling, czy nieco bardziej „rutynowani” Eccleston, Robinson, Flanagan, Coates, Wilson, Henderson, Shelvey i Kelly z miejsca poprowadzili zespół do walki o czołowe lokaty w Premier League, ale ilość piłkarzy poniżej 23 roku życia w szerokiej kadrze Liverpoolu pozwala patrzeć w przyszłość z ostrożnym optymizmem, zwłaszcza jeśli doda się do tego fakt, że nowy, długoterminowy kontrakt z klubem podpisał Luis Suarez. Rodgers raczej nie ma powodów do nadmiernej desperacji na rynku transferowym, chociaż jeden lub dwóch nowych, klasowych zawodników z pewnością by nie zaszkodziło utytułowanemu zespołowi z Merseyside.

W połowie lat 90. na tamten czas szokującą zmianę pokoleniową w Man Utd przeprowadził Alex Ferguson, co zaowocowało rozkwitem karier takich piłkarzy jak David Beckham, Paul Scholes, Nicky Butt, czy bracia Gary i Phil Neville. Nie wiem, czy to najlepsza z możliwych analogii, ale brak wzmocnień (nie licząc Boriniego), wcale nie musi oznaczać jakiegoś wielkiego kłopotu dla Liverpoolu. Stevenowi Gerrardowi i Jamiemu Carragherowi zapewne czasem przelatują już przez głowy myśli o zawieszeniu butów na kołku. Przydali by się zmiennicy rodem z Akademii, a nie ma lepszego sposobu na uczynienie z nich dobrych piłkarzy, niż oswajanie ich z grą o punkty, chociaż nie wiadomo, czy poszło by to w parze z marzeniami kibiców o pierwszym od ... już ponad 20 lat mistrzostwie ligi. Żart „What ship has never docked in Liverpool? The Premiership” wciąż może bawić kibiców, nie będących fanami the Reds.

Liga coraz bliżej, tymczasem jutro LFC musi dopilnować awansu do kolejnej rundy eliminacji Ligi Europy, broniąc na własnym stadionie jednobramkowej zaliczki z Białorusi. Brendan Rodgers niezwykle elokwentnie wypowiada się w wywiadach i na konferencjach prasowych, oby jego piłkarze byli równie błyskotliwi na boisku.

Stewart Downing w pierwszym oficjalnym meczu tego sezonu zrobił to, czego nie udało mu się dokonać przez cały poprzedni sezon w meczach Premier League, czyli strzelił bramkę. Reprezentant Anglii ma wszelkie atuty, by nieco zluzować Stevena Gerrarda i brać na siebie odpowiedzialność za napędzanie ofensywnej gry Liverpoolu. Jeśli tak się stanie i za jego przykładem pójdą Glen Johnson i Luis Suarez, czy Andy Carroll, wówczas Gerrard i Carragher byli by nieco spokojniejsi wobec perspektywy piłkarskiej emerytury, a tacy piłkarze jak Morgan, Sterling, Kelly, czy Shelvey nie musieli by się martwić o brak wzorów do naśladowania.

Ryzykowałbym stwierdzenie, że wzmocnienia składu nie są koniecznością, chociaż ewentualne odejście Daniela Aggera doprowadziło by do powstania, trudnej do zapełnienia, luki w defensywie, a mowa o piłkarzu, który ma za sobą niezłe Mistrzostwa Europy, a przed sobą teoretycznie najlepsze lata piłkarskiej kariery i z powodzeniem może grać zarówno na środku, jak i na lewej stronie obrony. Oby został na Anfield.

Autor: Mendel Dodano: 08.08.2012

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON