Gramy jak w sezonie 1987/88

Oglądając sobotnie zwycięstwo 6:1 z Watfordem przypomniała mi się wspaniała drużyna Liverpoolu z sezonu 1987/1988, w której miałem przyjemność grac. Można dostrzec wiele podobieństw w stylu podań, poruszania się na boisku i współpracy czwórki ofensywnych zawodników.

Peter Beardsley, John Barnes, Ray Houghton i ja również mieliśmy swobodę w zmienianiu pozycji. Za naszych czasów ja byłem bramkostrzelnym zawodnikiem, ale teraz jest ich mnóstwo - Roberto Firmino, Philippe Coutinho, Sadio Mané; każdy z nich dokłada cos od siebie.

Świetnie się to ogląda. Gdy gramy dobrze, rywale nie są w stanie nas powstrzymać. Maja bardzo ciężki wybór - czy próbować grać otwartą piłkę, ryzykując pogrom w stylu Watford? A może zaparkować autobus i grać antyfutbol jak Manchester United na Anfield? Zdobyli punkt tylko dlatego, że ich bramkarz miał kilka fenomenalnych interwencji, a my nie byliśmy w najlepszej dyspozycji.



Drużyna Watfordu podjęła ryzyko grając na dwóch napastników, dali nam dużo miejsca na boisku i w pełni to wykorzystaliśmy. Strzeliliśmy sześć goli, ale mogło być ich nawet i dziesięć.

Zgadzam się ze słowami Jürgena Kloppa - nie możemy popaść w samozachwyt z racji pierwszego miejsca w tabeli. Do końca sezonu jeszcze bardzo długa droga i już potknęliśmy się na niej w przeszłości. Jesteśmy jednak w gronie ścisłych faworytów do tytułu, w pełni na to zasługujemy. Byliśmy najlepsza drużyną przez jedną czwartą sezonu. Musimy utrzymać dobra formę, trzymać nerwy na wodzy i być odważni.

W sezonie 2013/2014 również walczyliśmy o tytuł, z jedną różnica - wtedy mieliśmy przerażająco dobrego Luisa Suáreza. On sam wygrał nam wiele spotkań. Daniel Sturridge, Steven Gerrard i Raheem Sterling żywili się jego energia. Teraz mamy jednak czterech piłkarzy robiących dokładnie to samo co Urugwajczyk i świetnie się to ogląda.



Mamy prawdziwą drużynę, nie opieramy się na jednym piłkarzu. Oni sobie ufają i dzięki temu wielu z nich zdobywa bramki. Wygraliśmy 6:1 grając bez nominalnego napastnika, a Daniel Sturridge po wejściu na boisko mógł zdobyć hat-tricka. Dwa razy trafił w poprzeczkę, a raz świetną interwencją zatrzymał go bramkarz rywali.

Rezerwowy pokroju Sturridge'a to marzenie każdego klubu. Divock Origi nie miał nawet szansy na wejście na boisko. Mamy równowagę w drużynie, a rezerwowi rwą się do gry. Taka sytuacja jest pożądana przez każdego menedżera.

Jednym z minusów niedzielnego spotkania był brak czystego konta. Wiem, prowadziliśmy 5:0, ale szkoda było oglądać bramkę dla Watfordu. Loris Karius miał dość spokojny początek kariery w Liverpoolu, ale przez pewien okres tego spotkania miał pełne ręce roboty. Parę razy bardzo dobrze interweniował, włączając w to obronę tyłkiem! Nie można go winić za stracona bramkę, zagrał dobry mecz. To powinno dodać mu pewności siebie.

Grając tak otwarty futbol musimy pogodzić się z faktem, że czasem można stracić dziwne bramki. Podejście Kloppa jest jednak bardzo orzeźwiające. Każdy mecz traktujemy tak samo. Nie czekam na rywali, staramy się kontrolować mecz i fani to uwielbiają.

Zdobycie tytułu w tym sezonie będzie trudniejsze niż w zeszłym. Wszystkie najlepsze drużyny się wzmocniły, ale jesteśmy w ścisłej czołówce. Nie ma co zapeszać na tym etapie, ale musimy wierzyć, że są w stanie zdobyć tytuł.

Musimy dążyć do bycia najlepszymi.

Klopp zawstydził prześmiewców



Pamiętacie jak ludzie nabijali się z Jürgena Kloppa gdy wraz z piłkarzami świętował wyrównującego gola w meczu z West Brom w grudniu trzymając się za ręce? Z pewnością teraz nie jest już im do śmiechu. Liverpool nie przegrał na własnym boisku od dziewiętnastu spotkań. Ten gest był jednym z kroków na drodze do uczynienia Anfield fortecą.

Klopp chciał pokazać, że kibice i piłkarze nie powinni się pomagać. Fani mogą odegrać ważną rolę jeśli będą ze swoją drużyną. Dzięki temu rywale Liverpoolu znów boją się grać na Anfield. Na trybunach może zasiąść więcej kibiców, a atmosfera na meczach dodaje wszystkim energii. Z całym szacunkiem, ale na starej Main Stand bywało bardzo cicho - teraz robią o wiele więcej szumu!

Przed nami bardzo ekscytujące mecze u siebie - na Anfield zawitają jeszcze drużyny takie jak Arsenal, Man City, Everton i Chelsea.

Skoro Klopp akceptuje Michaela Edwardsa...



Nie wiem wiele o Michaelu Edwardsie. Nowy dyrektor sportowy Liverpoolu nie jest rozpoznawalną osobą. Jednak sam fakt, że Jürgen Klopp dał zielone światło dla jego zatrudnienia jest dla mnie wystarczający.

Edwards musi znać się na swoim fachu skoro dostał kolejny awans, a Klopp najwidoczniej lubi z nim pracować. Negocjowanie transferów jest bardzo ważne, a jeśli Klopp ufa Edwardsowi, zaufam mu i ja.

Przed nami emocjonująca noc na Wembley



Przed nami kolejna przerwa na mecze międzynarodowe i tym razem w kalendarzy jest kilka interesujących spotkań.

W sobotę Irlandia spróbuje kontynuować dobrą formę ze spotkań z Gruzją i Macedonią w wyjazdowym meczu z Austrią. To trudny teren, ale Walia zdołała tam zremisować i wierzę, że Irlandczycy osiągną pozytywny rezultat.

W piątek na Wembley Anglia z mierzy się ze Szkocją. To bardzo zażarta, odwieczna rywalizacja i zapowiada się bardzo żywe spotkanie.

Autor: John Aldridge Dodano: 09.11.2016

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u