Aldridge: Mané na chwilę oszalał

Zapraszamy do lektury najnowszej kolumny Johna Aldridge'a, w której legenda Liverpoolu wypowiada się na temat pozycji the Reds w wyścigu o mistrzostwo, gafach sędziów, transferach i przyszłości Lucasa.

Po wzlocie w wygranym meczu z Manchesterem City przyszedł upadek na Stadium of Light. Poniedziałkowy remis z Sunderlandem smakował jak porażka.

Po raz pierwszy do dłuższego czasu graliśmy wcześniej niż Chelsea i była to okazja by wywrzeć na nich dodatkową presję. Ta sztuka nam się niestety nie udała i zabolało to wszystkich - fanów, piłkarzy i menedżera. To był mecz, który powinniśmy wygrać z łatwością.

Graliśmy tak dobrze z City! To było zwycięstwo inne od wszystkich poprzednich w tym sezonie. Potrzebowaliśmy tej wygranej. Zagraliśmy bezbłędnie w obronie, neutralizując wszelkie zagrożenie ze strony City. W Sunderlandzie wyglądało to jednak o wiele gorzej, brakowało zgrania w defensywie.

Rozumiem gdy problemy sprawiają nam zawodnicy pokroju Sergio Agüero, Kevina De Bruyne czy Davida Silvy, ale Adnan Januzaj i Fabio Borini? Ciężko było to zaakceptować. Popełniliśmy kilka głupich błędów i zapłaciliśmy za to najwyższą cenę.



Nie lubię w takich sytuacjach winić zmęczenia. Być może nasze problemy zrodziły się w głowach zawodników, a nie z racji ich wyczerpania. W meczu z City musieliśmy być w pełni skoncentrowani od pierwszej do ostatniej minuty, a z Sunderlandem dokładnie tego nam zabrakło.

Z pewnością stworzyliśmy sobie wystarczającą ilość okazji. Oddaliśmy 15 celnych strzałów, ich bramkarz zagrał bardzo dobrze. Większość takich spotkań byśmy wygrali, ale tego dnia nie wyszło.

Jürgen Klopp był wściekły na sędziego Anthony'ego Taylora i miał rację. Przy pierwszym karnym Didier Ndong dodał sporo od siebie przy tym upadku, myślę że było to na pograniczu faulu.

W przypadku drugiej jedenastki oczywiście nie ma dyskusji. Nie wiem co myślał w tej sytuacji Mané. Chyba na chwilę oszalał. Natomiast podyktowanie rzutu wolnego, który doprowadził do tego karnego, było żartem. Boli to tym bardziej, że parę minut wcześniej Daniel Sturridge był ewidentnie faulowany na skraju szesnastki i wtedy faul nie został odgwizdany. Chwilę później Sunderland dostaje stały fragment gry w podobnej pozycji przy niemal bezkontaktowym starciu z udziałem Jermaina Defoe.



To był kiepski weekend dla sędziów. Mike Dean całkowicie zepsuł mecz West Ham z Manchesterem United wyrzucając z boiska Sofiane Feghouliego za faul na Philu Jonesie na początku spotkania. Jones turlał się po trawie jak gdyby złamał nogę, a oglądając powtórki widać, że było to co najwyżej niezdarne wejście, ale z pewnością nie groźne. To nigdy nie jest czerwona kartka.

Sędziowanie w Premier League nie jest na odpowiednim poziomie, trzeba to powiedzieć wprost. To ciężka praca i musimy pomóc arbitrom odpowiednią ją wykonywać. Musimy zdjąć z nich nieco presji i użyć technologii, by mogli podjąć właściwą decyzję w najważniejszych momentach.

W innych sportach używa się powtórek i piłka nożna musi przyjąć ten standard. Przeciwnicy takiego rozwiązania argumentują, że przedłuży to spotkania, ale obejrzenie powtórki zajmie mniej czasu niż dokonanie zmiany po niezasłużonej czerwonej kartce.

Powinni po prostu posadzić piątego sędziego przed monitorem, na którym obejrzy powtórkę i pomoże głównemu. Zajmie to parę sekund, a potem gramy dalej. Tak podpowiada zdrowy rozsądek. Jestem również zdania, że sędziowie powinni stanąć przed kamerami po meczu i być odpowiedzialni za swoje decyzje.

Federacje wprowadzają głupie zasady jak możliwość wycofania piłki przy wznowieniu gry. W żaden sposób nie wpływa to pozytywnie na mecze, a gdy pojawiają się realne problemy, chowają głowy w piasek.

Mimo rozczarowującego wyniku w Sunderlandzie, Liverpool zdobył przyzwoitą ilość punktów w okresie świątecznym. Wygląda to źle jedynie z powodu Chelsea, która bardzo wysoko zawiesiła poprzeczkę.

Przed nami ogromnie ważne spotkania. Dwa mecze w pucharach i Manchester United na wyjeździe - mecz, którego nie możemy przegrać jeśli chcemy walczyć o mistrzostwo. Potem Chelsea przyjeżdża na Anfield. Z tych dwóch spotkań musimy zdobyć przynajmniej cztery punkty.

Chelsea to bardzo dobra drużyna i mają świetnego menedżera, ale w środę czeka ich trudne spotkanie z Tottenhamem. Walka o miejsca premiowana grą w Lidze Mistrzów będzie niezwykle pasjonująca w tym sezonie. O cztery miejsca walczy sześć drużyn, a my znajdujemy się w dobrej pozycji. Przed nami kilka ekscytujących miesięcy.

Terminarz był bezlitosny dla Liverpoolu, ale nie doszukujmy się konspiracji

Nie mam nic przeciwko rozrywce w okresie świątecznym. Wszyscy są zachwyceni, że można obejrzeć tyle spotkań w telewizji. Kluby muszą jednak porozumieć się z telewizjami by za rok terminarz był nieco bardziej sprawiedliwy. Nie może dojść do sytuacji, w której Liverpool gra trzy mecze w siedem dni, a Chelsea ma je rozłożone na dziesięć dni.

Święta nie oznaczają, że trzeba wyemitować dwie kolejki spotkań. W innych krajach zawodnicy mają wtedy kilka tygodni odpoczynku, a u nas to najbardziej wyczerpujący fragment sezonu. Nie można grać co dwa dni, trzy to powinno być minimum. Piłkarze muszą mieć czas na regenerację, a obie drużyny powinny odpoczywać tyle samo.

Łaskawszy terminarz Chelsea to pewnie tylko przypadek, ale z pewnością nie jest to sprawiedliwe. Wygląda na to, że nie zostało to odpowiednio przemyślane.

Przykład Suáreza pokazuje, że w styczniu można rozbić bank

Okienko transferowe otwiera się w momencie, w którym mamy kilku kontuzjowanych zawodników. Z Man City straciliśmy Jordana Hendersona, w meczu z Sunderlandem utykali James Milner i Daniel Sturridge, a na miesiąc tracimy Sadio Mané, który wyjechał na Puchar Narodów Afryki.

Czy Liverpool kogoś kupi w tym miesiącu? Wszystko zależy od tego, czy piłkarze interesujący Jürgena Kloppa będą na sprzedaż. Nie jest to idealny czas na transfery i można się na nich przejechać, ale sprowadzenie Luisa Suáreza w 2011 roku pokazuje, że nawet w styczniu można trafić na niesamowitą okazję.

Nawet jeden zawodnik może nam bardzo pomóc w drugiej połowie sezonu. Klopp nie jest jednak menedżerem, który wydaje pieniądze bez powodu. Interesują go jedynie konkretni piłkarze na lata, nie rozwiązania na pół roku.

Lucas dobrze nam służył i wciąż go potrzebujemy

Dużo mówiło się o przyszłości Lucasa Leivy w Liverpoolu, ale mam nadzieję, że zostanie w klubie do końca sezonu. Przez ostatnie dziesięć lat dał z siebie niesamowicie dużo dla klubu.



Interesuje się nim Inter Mediolan i jest to ciężka decyzja dla menedżera i samego zawodnika. Lucas dobrze się tu czuje, jego rodzina się zadomowiła w Liverpoolu, robi dużo dla społeczności i chce grać w piłkę.

Biorąc pod uwagę nasze kłopoty kadrowe uważam, że będziemy go potrzebowali w najbliższych tygodniach. Jego doświadczenie i umiejętność gry na dwóch pozycjach są bardzo ważne.

Oby był zadowolony z ilości okazji do gry i został na Anfield do maja.

W meczu z Plymouth możemy zobaczyć kilka nowych twarzy z dużym zapasem sił

Niedzielny mecz w Pucharze Anglii z Plymouth na Anfield będzie okazją na skorzystanie z zawodników szerokiej kadry Liverpoolu. W tym meczu muszą zagrać zawodnicy tacy jak Alberto Moreno i Lucas Leiva, na kolejną szansę zasługują też młodzi Czerwoni - Ben Woodburn, Trent Alexander-Arnold i Ovie Ejaria. Inni powinni odpocząć przed pierwszym meczem półfinału Pucharu Ligi z Southampton.

Klopp dobrze wie kogo musi wystawić by zapewnić nam awans. Zrobił to samo w zeszłym roku gdy graliśmy z Exeter, aczkolwiek z tego co widziałem Plymouth jest nieco lepszą drużyną. Oglądałem ich drugi mecz z Newport County w poprzedniej rundzie. Mają w składzie kilku dużych, silnych piłkarzy.

Musimy zachować odpowiedni balans między młodością, a doświadczeniem.

Autor: John Aldridge Dodano: 04.01.2017

Copyright © by LFC.pl 2004-17, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: OFF

stat4u