Postacie » Kevin Keegan

Część I

Pięć tysięcy funtów - tyle wynosiła różnica, przez którą dołączyłem do Liverpoolu Billa Shankly'ego zamiast do Preston North End Alana Balla. Z całym szacunkiem dla zmarłego ojca mojego byłego kolegi z reprezentacji Anglii i dla wielkiego klubu z wspaniałą historią, muszę powiedzieć, że miałem szczęście, że Preston nie było w stanie wyłożyć sumy 32,500 funtów, która wystarczyłaby, abym przeniósł się ze Scunthorpe do Deepdale.

Asystentem pana Balla był wówczas nikt inny jak Arthur Cox, człowiek, który sprowadził mnie do Newcastle United i ten sam, którego ja sprowadziłem na St James's Park, kiedy zostałem menedżerem. Jednak przeznaczenie nie było w tamtym czasie jeszcze gotowe, byśmy się spotkali.

Dopiero po latach dowiedziałem się o ofercie z Preston. Grałem wtedy dla Southampton i spotkałem się z Alanem Ballem i jego ojcem na pomeczowym drinku w salonie dla piłkarzy Dell. Wyjawił, że oferowali 27,500 funtów i dostali informacje, że będę kosztował kolejne pięć baniek. Nie mogli sprostać temu wymaganiu. Pamiętam, że powiedziałem mu: "Dzięki Bogu nie mieliście tej dodatkowej sumy, Panie Ball, ponieważ Liverpool był dla mnie wymarzonym transferem". Jeśli poszedłbym do Preston musiałbym znów się wybić i przenieść gdzieś, aby osiągnąć to, co w Liverpoolu i kto wie, czy to by się w ogóle wydarzyło?

Kolejnym klubem, który mógł pozyskać młodego Keegana był Arsenal, któremu plany zabrania mnie za granicę pokrzyżowały reguły związkowe. Również Milwall zgłosiło się po mnie po tym, jak wyeliminowaliśmy ich z FA Cup w 1969-70, jednak do niczego nie doszło. Zainteresowanie było naturalne. Każdy szanujący się klub sprawdza 17, czy 18-latków, którzy nagle wybijają się w niższych ligach. Robiliśmy to samo w Newcastle. Czasem wyłowisz jakiś klejnot, ale najczęściej tylko przekonujesz się, że dany klub wystawił młodzika tylko z powodu kontuzji zawodników pierwszego zespołu albo zawieszeń. Im więcej grałem, tym więcej pojawiało się plotek o tym, że ktoś mnie obserwuje, jednak nikt nie przyjeżdżał po mój podpis. Stawałem się coraz bardziej sfrustrowany, byłem w Scunthorpe przez prawie trzy sezony i utrzymywałem dobrą formę, aż nadszedł dzień, kiedy przejąłem opaskę po naszym regularnym kapitanie, który nie grał przez pewien czas. Powiedziałem trenerowi, Jackowi Brownswordowi, że czuję potrzebę rozwoju i chociaż bardzo cieszyłem się z awansu w zespole, nie chciałem grać w Scunthorpe przez całe życie. Na koniec powiedziałem, że po sezonie się spakuję. Czułem, że stoję w miejscu.

Nie jestem pewien, czy bym odszedł, jednak myślę, że jakaś część mnie buntowała się przeciwko mojemu brakowi rozwoju, pomimo informacji podawanych w lokalnych gazetach, które łączyły mnie z praktycznie każdym klubem w lidze. Jack powiedział mi, abym to przeczekał i obiecał, że w ciągu dwóch miesięcy znajdę się w klubie z First Division. Słyszałem o tym już wcześniej, ale Jack jeszcze upewnił mnie, że Don Revie, ówczesny menedżer Leeds United, wydzwaniał każdego tygodnia pytając o mnie. To nie była prawda. Po latach, kiedy grałem w golfa z Donem w Hiszpanii, powiedział mi, że to raczej Jack dzwonił do niego. Co jednak dziwne, słowa Jacka się spełniły: w ciągu dwóch miesięcy stałem się zawodnikiem Liverpoolu.

Wiedziałem o tym, że Bob Paisley i Joe Fagan przyjeżdżali oglądać mnie, a ja modliłem się o to, żeby coś z tego wyniknęło. Jednakże dopiero kiedy graliśmy z Tranmere w FA CUP w 1970-71 dowiedziałem się, że również Shanks pojawił się na trybunach. Zremisowaliśmy wtedy z trzecim zespołem Merseyside na Prenton Park, a potem ponownie u siebie na Old Show Ground - w tamtych czasach nie rozgrywano rzutów karnych.

Zamiast tego drużyny grały ze sobą tak długo, dopóki któraś z nich nie zwyciężyła (rekord w tej dziedzinie należy do zespołu Arsenalu, który po czterech powtórzonych meczach w sezonie 1978-79 ostatecznie pokonał Leicester na Filbert Street). Przy wyborze miejsca, w którym rozgrywać mieliśmy trzeci mecz z Tranmere rzucano monetą. Scunthorpe nie potrafiło wtedy nic wygrać - nawet rzutu monetą. Drużyna Tranmere wybrała Goodison Park jako neutralny stadion. Brał w tym prawdopodobnie udział mój anioł stróż, przynosząc mi kolejną porcję szczęścia. Goodison znajdował się oczywiście rzut beretem od Shanksa i powiedziano mi, że pojawił się na tym meczu, a ja grałem całkiem dobrze. Dowiedziałem się jednak później, że najbardziej chwalił mnie Bob Paisley, który przekonał Shanksa, że powinien mnie kupić, zanim ktoś inny to zrobi.

Liverpool był dla mnie marzeniem. Nic nie mogło się równać z pojechaniem tam. Odwiedzaliśmy już miasto jako dzieci na szkolnych wycieczkach, oglądaliśmy miejsce, skąd pochodzili Beatlesi i gdzie cumowały statki z całego świata. Jako młody chłopak zawsze czułem, że gra w Liverpoolu to moje przeznaczenie. Wtedy, starając się iść za radą mojego ojca, mogłem przekreślić cały transfer przez przeciągnięcie go o dodatkowy tydzień. Tata przekonywał mnie, że nie powinienem sprzedać się tanio. Futbol nie był jego życiem, ale dla mnie zawsze był wielkim źródłem wsparcia i szanowałem jego opinię. Pojechałem na Merseyside z menedżerem Scunthorpe Ronem Ashmanem, któremu zależało na dograniu tej umowy tak bardzo, jak mnie - suma transferu, 33 tysiące funtów, była w tamtym czasie górą pieniędzy. Nie był to transferowy rekord klubu, bo wcześniej sprzedano Barry'ego Thomasa do Newcastle za 45 tysięcy funtów, jednak była to różnica pomiędzy bankructwem a przetrwaniem. Kiedy jechaliśmy przez Woodhead (M62 nie była jeszcze wtedy zbudowana), Ron zachwycał się tym, jaki to może być dla mnie wielki ruch. Tego nie musiał mi mówić. Założyłem najlepszy garnitur i kupiłem sobie nowiutki czerwony krawat, specjalnie na tę okazję.

To był wspaniały moment, kiedy zatrzymaliśmy się na parkingu przed Anfield w ten słoneczny, wiosenny dzień w 1971 roku. Widocznie wiadomości o transferze trzymano w tajemnicy, bo na miejscu nikogo nie było. Rozbudowywano trybunę i biura były tymczasowo przeniesione do budynku na końcu ulicy. Zapukaliśmy do drzwi i powiedziano nam, że w niedługim czasie zobaczymy się z panem Shanklym i panem Robinsonem. Po trzydziestu minutach siedziałem na śmietniku, czekając by przekonać się, czy spodobałem im się na tyle, aby mnie zatrudnili. Jakiś fotograf przechodził obok i zrobił mi kilka zdjęć. Zażartowałem, że Liverpool sprowadza do siebie prawdziwe śmieci.

W końcu zostaliśmy zaproszeni do środka i spotkałem wielkiego Billa Shankly'ego. To było wyjątkowe. Głupio zabrzmi powiedzenie, że była to miłość od pierwszego wejrzenia, ponieważ mowa jest o dwóch mężczyznach, ale to było coś podobnego. Podziwiałem go od pierwszego momentu. Kiedy on mówił, ja słuchałem, a wszystkie jego słowa miały sens. Opowiadał mi o klubie, o stadionie, trybunach, kibicach - szczególnie o kibicach. Kochał ich tak bardzo, jak oni uwielbiali jego. Zarówno Ron, jak i ja, wsłuchiwaliśmy się w każde jego słowo.

Pierwszym krokiem były testy medyczne, pamiętam kiedy rozebrałem się, a Shanks, wielki kibic boksu, powiedział do starego lekarza, że z moją posturą byłbym dobrym bokserem. Zacząłem się zastanawiać, czy będę grał na Anfield, czy boksował na Liverpool Empire. Byłem w całkiem dobrej formie, dzięki bieganiu w górę i w dół z ciężarkami na trybunach Old Show Grounds. W rzeczywistości byłem super-sprawny, do tego stopnia, że byłem w stanie z miejsca zacząć treningi w Liverpoolu i dominować. Tommy Smith zwykł krzyczeć do mnie: "Eh, młody, zwolnij!". Byłem tak zawzięty i miałem tyle energii, że chciałem być najlepszy we wszystkim, nawet podczas biegania dookoła boiska na treningu. Kiedy wracaliśmy do szatni Shanks powtarzał, że nie byłem zbyt przystojny, ale rozebrany wyglądałem jak czołg.

Po testach medycznych przyszedł czas na negocjacje warunków z sekretarzem Peterem Robinsonem i Billem Shanklym. W tamtym czasie moje zarobki w Scunthorpe wynosiły 25 funtów tygodniowo, dodatkowo 2 funty premii za zwycięstwo i jeden za remis. Shanks oferował 45 funtów. Miałem już łapać za długopis i złożyć podpis, ale wtedy przypomniałem sobie to, co mówił mi mój ojciec. Zawahałem się. Shanks natychmiast to zauważył. "Wyglądasz na rozczarowanego, synu. Coś jest nie tak?", zapytał. Powiedziałem mu, że oczekiwałem trochę więcej, bo w Scunthorpe dostawałem 35 funtów co tydzień. Zerknąłem szybko na Rona Ashmana.

Wyglądał tak, jakby miał zaraz zejść na zawał serca. Może był ktoś w Scunthorpe z taką pensją, ale to na pewno nie byłem ja. Ron widział już, jak jego umowa na 33 tysiące znika za horyzontem. Nie zatrzymałem się na tym. Powiedziałem, że mieliśmy dobre premie za zwycięstwa. Wtedy Ron prawie zemdlał. W samochodzie w drodze powrotnej powiedział, że nie pamięta, kiedy ostatnio wypłacał bonusy za zwycięstwa, bo Scunthorpe przegrywało tak często. Shankly zwrócił się do mnie i powiedział, "co powiesz na pięćdziesiąt funtów, synu?". Tym razem już się nie wahałem.

Wtedy Shanks powiedział mi, że jeśli będę dla niego pracował, nigdy więcej nie będę musiał prosić o podwyżkę. Ngdy nie musiałem. Dodatek, który dał mi znienacka, wynosił 100 funtów za każdym razem, kiedy grałem dla pierwszej drużyny. Wyjaśnił, że jeśli uda mi się to, ta premia uczyni mnie prawie najlepiej zarabiającym zawodnikiem w klubie. Dodał, że jeśli dostanę się do pierwszego składu, to na to zasłużę, bo konkurencja jest silna. Najwyższa pensja w tamtym czasie w Liverpoolu wynosiła zaledwie 170 funtów tygodniowo - nie była to ogromna suma dla jednego z najlepszych klubów w Europie, ale fortuna zważywszy na to, skąd przyszedłem.

Shanks nie sprowadzał nikogo niepotrzebnego na Anfield. Mogłem dołączyć do klubu, przychodząc z prowincji, młodzik z czymś więcej, niż sam potencjał, jednak on wierzył, że jeśli jesteś na tyle dobry, by trafić do Liverpoolu, zasługujesz godziwe pieniądze. Przeniosłem to do czasów, kiedy sam byłem menedżerem. Nie chciałem taniej siły roboczej i jeśli piłkarz był wart więcej, niż mu płaciłem, byłem gotów podrzeć jego kontrakt i zapłacić mu więcej.

Nie mogłem być szczęśliwszy. Shanks dał mi dzień wolnego i kazał stawić się na treningu w środę. Ron Ashman nie dawał mi spokoju w samochodzie w drodze powrotnej przez to, że prawie zepsułem transfer, ale nie dbałem o to. Podpisałem kontrakt z Liverpoolem i tylko to się dla mnie liczyło.

Autor: Miler

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON