21.12.2013 Liverpool 3:1 Cardiff

Prezentujemy Państwu oceny redakcji LFC.pl za sobotni mecz Liverpoolu z Cardiff. W pierwszej połowie, w której bramkami popisali się Luis Suarez i Raheem Sterling zespół Brendana Rodgersa zdominował gości, jednakże druga część spotkania była o wiele bardziej wyrównana. The Reds nieco spuścili z tonu oszczędzając siły na kluczowe dla przebiegu sezonu starcia z Manchesterem City oraz Chelsea, dzięki czemu Walijczykom udało się zdobyć honorowe trafienie.

WYJŚCIOWA XI:

Simon Mignolet – 6 – Liverpool po raz kolejny nie zdołał utrzymać czystego konta z teoretycznie słabszym rywalem, co musi być dla Belga bardzo frustrujące. Mignolet zaliczył dość leniwe spotkanie, lecz musimy pamiętać, o niepewności w podaniach pod naciskiem rywala, kiedy to zagranie w kierunku Sakho wymusiło błąd Francuza – przy odrobinie pecha mogło się to skończyć tragicznie. Gra nogami to aspekt, w którym Simon ma jeszcze wiele do poprawy. Za to Belg zrehabilitował się kilka minut później, broniąc groźny strzał Noona.


Jon Flanagan – 6,5 – Wychowanek the Reds po raz kolejny zaprezentował się z lepszej strony niż jego doświadczony kolega z zespołu reprezentujący Anglię. Grał bez kompleksów, sporo pomagając swojej drużynie w ofensywie. Pięknie wrzucił piłkę na znajdującego się w polu karnym rywala Skrtela, jednak Słowak nie wykorzystał tej okazji. Przy prowadzeniu trzema bramkami Rodgers zdecydował się na danie szansy Martinowi Kelly'emu, który zmienił Flanagana w 55 minucie.


Mamadou Sakho – 6,5 – Na początku spotkania Mignolet wprawił go w zakłopotanie niefortunnym podaniem, które zmusiło go do błędu, ale Francuz nie przejął się tym i dobrze wszedł w mecz. Wygrał wiele pojedynków powietrznych z przeciwnikami i pewnie rozdawał piłki. Może nie jest w tym aspekcie lepszy od Aggera, lecz trzeba przyznać, że całościowo daje Liverpoolowi o wiele więcej od Duńczyka. W 16 minucie podarował Noonowi nieco za dużo miejsca na oddanie strzału, nie umiał się też porozumieć ze Skrtelem, co do krycia rywali w polu karnym, przez co straciliśmy bramkę. Za to zachował przytomność pod bramką rywala, gdzie od zdobycia gola dzieliły go dosłownie centymetry.


Martin Skrtel – 6 – Generalnie sprawował się nieźle, a jego współpraca z Sakho wyglądała dobrze, oczywiście za wyjątkiem feralnego momentu w polu karnym. Być może da to do myślenia Rodgersowi – obrona przy stałych fragmentach gry to coś, z czym jego zespół kompletnie sobie nie radzi. Sedzia ukarał go żółtą kartką za wpadnięcie na pędzącego po kontrze zawodnika gości, Słowak miał w tej sytuacji sporo szczęścia.


Glen Johnson – 5,5 – Zaliczył dość statyczną pierwszą połowę, zabrakło mu zwłaszcza tego, z czego był w Liverpoolu najlepiej znany: wkładu w akcje ofensywne. Koncertowo zepsuł znakomitą piłkę za linię obrony rywala wypuszczając ją zbyt daleko przed siebie. Po wprowadzeniu Kelly'ego przeszedł na lewą stronę, gdzie spisywał się nieco lepiej, jednak nie jest to w stanie przykryć negatywnego wrażenia po tym występie.


Lucas Leiva – 7 - Pozostał w cieniu swoich kolegów z pomocy, jednak wykonywał bardzo potrzebną pracę na boisku. Przerywał akcje rywali, dobrze się ustawiał i dyktował tempo gry. Goście nie postawili poprzeczki zbyt wysoko, częściowo odpuszczając walkę o środek pola, dlatego miał nieco ułatwione zadanie. Teraz ważne jest, by podtrzymał swoją dobrą dyspozycję w najbliższych potyczkach z ligową czołówką.


Joe Allen – 7- Walijczyk grał z duża dozą pewności siebie, ciężko pracował w defensywie oraz organizował akcje the Reds. Na początku spotkania świetnie odnalazł się w polu karnym Cardiff i wyłożył piłkę Hendersonowi, jednak niedługo potem zabrakło mu zimnej krwi pod bramką rywala – źle przyjął futbolówkę i stracił nad nią kontrolę. Nie wykorzystał genialnego dośrodkowania Coutinho z rzutu rożnego, kiedy mógł podwyższyć rezultat na 4-1, choć należy go pochwalić za samo dojście do tej sytuacji. Jak zwykle imponował spokojem przy piłce: byłego zawodnika Swansea nie było w stanie wytrącić z równowagi nawet buczenie kibiców walijskich rywali.


Jordan Henderson – 8,5 - Pod nieobecność Stevena Gerrarda w środku pola wyrósł nam nowy lider drużyny. Anglik zaliczył kolejny bardzo dojrzały występ. Wziął na siebie ciężar gry (to zwłaszcza w tym aspekcie brak kapitana bardzo dobrze mu służy), przewodził pressingowi i walczył o każdą piłkę. Miał swój udział przy każdej z bramek swojego zespołu. Przy pierwszej zauważył Suareza i posłał mu znakomite górne podanie, przy drugiej obsłużył Urugwajczyka przepiękną, prostopadła piłką, natomiast przy trzeciej idealnie wystawił mu futbolówkę piętką. Obawy o brak przywództwa w środku pola okazały się bezpodstawne, ale czy Jordan poradzi sobie w arcytrudnych sprawdzianach z Manchesterem City i Chelsea? Jeśli tak, to Gerrard może nareszcie przestać drżeć o swego następcę.


Philippe Coutinho – 6,5 - Na początku spotkania Brazylijczyk popełniał sporo błędów, wiele razy wdawał się w ryzykowne manewry i tracił piłkę, jednak nie kazał nam długo czekać na odrobinę magii. W niesamowity sposób zmylił rywala po lewej stronie pola karnego, zszedł do środka, po czym oddał fantastyczny strzał z bardzo ostrego kąta, który sprawił spore problemy bramkarzowi gości. Niedługo potem wzbudził zachwyt widowni pięknym technicznym trickiem. Sprawiał wrażenie kogoś, kto za wszelką cenę próbuje zaimponować innym, być może liczył na to, że zauważy go selekcjoner jego kadry narodowej? Na początku drugiej połowy odnalazł wiele miejsca przed polem karym Cardiff i zdecydował się na strzał, lecz nie trafił nawet w światło bramki. Spróbował tego również w końcówce, ale najwyraźniej nie był to jego dzień. Mimo że nie był to najlepszy występ Coutinho, to jednak musimy zauważyć, iż pełnił wyjątkowo ważną rolę – zawsze cofał się w głąb pola i tworzył kolegom kolejną opcję podania, czym dezorganizował pracę rywala. Osiem minut przed końcem spotkania Rodgers zastąpił go Aggerem.


Luis Suarez – 8,5 – GRACZ MECZU - Luis po raz kolejny założył opaskę kapitana i po raz kolejny dowiódł, że w pełni na nią zasłużył, tak jak na nowy, gwiazdorski kontrakt. Był motorem naszych ataków i prawdziwym liderem the Reds. W pierwszych minutach spotkania czuł się nieco zagubiony, lecz nie zawiódł w momencie próby przekształcając podanie Hendersona w soczystego woleja, który nie pozostawił bramkarzowi gości żadnych złudzeń . Cały czas walczył o piłkę, kreował też mnóstwo sytuacji kolegom, tak jak wtedy, gdy posłał genialną prostopadła piłkę do Sterlinga, czym wyprowadził go na sam na sam z bramkarzem. W 42 minucie przechwycił idealne długie podanie od Hendersona i wystawił ją Sterlingowi, jak na tacy, czym zanotował asystę. Chwilę przed końcem pierwszej połowy ponownie pokonał golkipera Cardiff niesamowitym, podkręconym uderzeniem. Przez cały występ nękał rywala, stanowiąc ciągłe zagrożenie pod jego bramką. Wielka szkoda, że nie udało mu się skompletować hattricka, jednak nawet i bez tego sprawiał, że kibicom the Reds dosłownie opadały szczęki. Mamy niewiarygodne szczęście, że dane jest nam oglądać Luisa z liverbirdem na piersi.


Raheem Sterling – 8 - Młody skrzydłowy po raz kolejny zbiera plony swojej znakomitej formy. Przez całe 90 minut zachwycał fanów Liverpoolu swoją dynamicznością i przebojowością. Użył całej swojej szybkości do wyprzedzenia obrońcy Cardiff i wyłożenia piłki Hendersonowi, lecz ten nieco się zagubił. Bardzo cieszy, że Raheem po raz kolejny odnalazł drogę do siatki rywala, tym razem po prostu będąc w odpowiednim miejscu i czasie, ale przecież i to trzeba umieć. Sterling najbardziej zaimponował mi bezczelnym rajdem przez pół boiska, zawodnicy Cardiff dosłownie się przed nim rozstępowali, niestety nie udało mu się oddać strzału, gdyż w ostatniej chwili został powstrzymany przez obrońcę. W drugiej połowie spotkania wyszedł na sam na sam z bramkarzem, jednak nie zdołał uciec defensorom. Jego ambitna gra może się podobać, jest pełna walki, ale też inteligencji. Trzeba przyznać, że to ten ostatni element robi największą różnicę, miejmy nadzieję, że po kilku miesiącach zastoju rozwój Jamajczyka nie zostanie już niczym zakłócony. Zagrał drugi znakomity mecz z rzędu i okazuje się bardzo wartościowym ogniwem naszego składu.


REZERWOWI:

Martin Kelly – 6 - Zmienił Flanagana w 55 minucie. Przeszedł na prawą stronę, natomiast Johnson zajął miejsce na lewej. Nieco zepsuło to defensywny balans zespołu, który przez następne minuty zmagał się z bezustanną falą ataków gości. Nie popełnił żadnych rażących błędów, ale też nie zabłysnął niczym niezwykłym.


Daniel Agger – bez oceny - W 83 minucie zastąpił Coutinho, miał za zadanie uspokoić nieco chaotyczną grę w końcówce spotkania. Co ciekawe, Luis Suarez bezzwłocznie przekazał mu opaskę kapitana.

Autor: PiotrekB Dodano: 23.12.2013

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON