10.02.2014 Liverpool 5:1 Arsenal

Prezentujemy Państwu oceny redakcji LFC.pl za sobotni mecz z Arsenalem. The Reds odnieśli historyczne zwycięstwo, rozbijając Kanonierów aż 5-1. Wynik spotkania otworzył w pierwszej minucie Martin Skrtel, który powtórzył swój wyczyn dziesięć minut później, a na następne trafienia dokładali Raheem Sterling (2) i Daniel Sturridge. Honorową bramkę dla Arsenalu strzelił z karnego Mikel Arteta.

WYJŚCIOWA XI:

Simon Mignolet - 7 – Belg zaliczył dość nerwowy początek. Jego bardzo ryzykowna interwencja sprawiła, że piłka odbiła się od stóp Flanagana i stworzyła spore zagrożenie. Potem było już tylko lepiej. Mignolet pewnie bronił kolejne strzały Arsenalu, choć trzeba przyznać, że Kanonierzy nie wypracowali żadnej klarownej sytuacji bramkowej. Niestety zabrakło mu szczęścia przy rzucie karnym, podczas którego nie wyczuł intencji Mikela Artety. Najjaśniejszym
punktem występu Simona była z pewnością brawurowa obrona potężnego uderzenia Hiszpana z rzutu wolnego.


Aly Cissokho – 6,5 – Choć nie można powiedzieć, że zachwycił kibiców, zagrał zadziwiająco dobrze. Ważne, że podszedł do tego spotkania na szczycie bez żadnych kompleksów. Miał stosunkowo mało pracy, ale nie odstawał od innych w rozgrywaniu akcji. Nie pozwalał na rozwinięcie skrzydeł przez ofensywę Arsenalu. Przyzwoity występ Aly mógł okrasić bramką w ostatniej minucie, lecz nieznacznie chybił. Powrót Johnsona po kontuzji może sprawić, że nie będziemy oglądać Francuza tak często, jak dotychczas. Czy starczy mu motywacji na walkę o pierwszy skład?


Martin Skrtel – 8,5 - To właśnie Słowak został bohaterem sobotniego spotkania na Anfield. Jego dwa strzały na starcie rywalizacji nie pozostawiły Wojciechowi Szczęsnemu żadnych szans i od samego początku nadały tor przebiegowi pojedynku z Arsenalem. Był bezbłędny w defensywie, fizyczne starcia z Giroud nie sprawiały mu żadnych problemów. Zanotował wiele udanych główek i odbiorów. Po zdobyciu dwóch bramek pewność siebie buzowała mu w żyłach tak bardzo, że przypomniał sobie styl gry Daniela Aggera i postanowił wykonać rajd środkiem pola. Miejmy nadzieję, że tak dobry występ przeciwko Kanonierom da mu impuls do ostatecznego przełamania okresu słabszej formy. Takiego Skrtela możemy oglądać bez końca, pytanie, czy uda mu się podtrzymać obecną dyspozycję.


Kolo Toure – 7 – Nie zabłysnął tak, jak jego kolega ze środka obrony, ale rzetelnie wykonywał swoją pracę. Popisał się kilkoma dobrymi wejściami i przytomnością w niebezpiecznych sytuacjach, takich jak rajd Wilshere'a, który zakończył ofiarnym wybiciem. Podszedł do spotkania z klubem, któremu zawdzięcza najwięcej w swojej karierze ze znakomitą motywacją.


Jon Flanagan – 7 – Wychowanek Liverpoolu bardzo dobrze się ustawiał. Próbuje też swoich sił w ofensywie, robił to z odwagą, ale nie zawsze wystarczało mu do tego umiejętności. Był bardzo waleczny, często nadrabiał swoje błędy determinacją godną prawdziwego Scousera. Pod koniec spotkania sfaulował zawodnika Arsenalu w groźnej strefie przed polem karnym. Zaczął też nieznacznie ustępować świeżo wprowadzonemu Gibbsowi, jednak nie przyniosło to żadnych negatywnych skutków.


Steven Gerrard – 7,5 – Steven po raz kolejny zagrał w roli najbardziej cofniętego pomocnika, w pierwszej połowie jego przeciętna pozycja na boisku znajdowała się aż na linii środkowych obrońców. Radził sobie zadziwiająco dobrze, nie brakowało mu zwrotności czy prędkości, a jego interwencje były przytomne. Kapitan najbardziej zaimponował stałymi fragmentami, a te prezentowały się wprost bajecznie. To jego dośrodkowanie z rzutu wolnego w pierwszej minucie, do którego dosięgnął Skrtel wyprowadziło Liverpool na prowadzenie. Dziesięć minut później Gerrard powtórzył tą sztukę, tym razem z rzutu rożnego. Niestety pod koniec spotkania wyraźnie widać było, że opadł z sił i często bywał spóźniony, tak jak w sytuacji, po której sędzia podyktował rzut karny. Faul na Oxlade-Chamberlainie był zupełnie niepotrzebny, zwłaszcza przy tak wysokim prowadzeniu. Czy kapitan na stale zagości w układance Rodgersa jako defensywny pomocnik? Dotychczasowy trend jest taki, że o ile w starciach z ligowymi gigantami Gerrard znakomicie się spełnia w tej roli, to mecze ze średniakami wyraźnie mu nie służą. W 76 minucie zastąpił go Jordon Ibe.


Jordan Henderson – 7 – Anglik nie błyszczał w tym meczu, ale rzetelnie wykonywał swoją pracę. Grał z odwagą, najlepiej pokazał ją szarżując przez środek pola w pole karne rywala (czyżby chciałby powtórzyć drybling z zeszłego sezonu, po którym strzelił Kanonierom gola?), lecz jego rajd zatrzymali obrońcy gości. Dobrze rozdawał podania, a jego dynamika napędzała wiele brawurowych akcji Liverpoolu. Na uwagę zasługuje zwłaszcza sytuacja, w której pewnie zaatakował obronę gości, przedostając się pod bramkę Szczęsnego, po czym wystawił Coutinho piłkę jak na tacy. Nieco zabrakło mu szczęścia, gdy Brazylijczyk odwdzięczył się za tamtą akcję serwując mu genialne długie podanie – Jordan okropnie zmarnował tę szansę. Jedyne, co możemy zapisać Hendersonowi na minus to bezmyślny faul na Wilsherze wprost przed polem karnym Liverpoolu.


Philippe Coutinho – 8 – Philippe rozegrał bardzo dobre spotkanie, co cieszy szczególnie po słabszej serii meczów w jego wykonaniu. Rozgrywanie piłki przez młodego pomocnika było przepełnione magią. W 20 minucie posłał wyśmienite podanie do Daniela Sturridge'a, dzięki któremu Anglik zdobył swoją bramkę. Młody pomocnik grał bardzo odważnie, nie bał się wchodzić w dryblingi, znakomicie pokazał to, kiedy błyskotliwie ograł kilku zawodników Arsenalu, po czym zagrał długie prostopadłe podanie do Hendersona. Pod koniec spotkania uderzył na bramkę po wystawieniu piłki przez Jordana, jednak jego strzał ani trochę nie zagroził Szczęsnemu. Największym atutem Coutinho są genialne podania, a nie strzały, nad tym drugim aspektem Brazylijczyk musi jeszcze sporo popracować.


Luis Suarez – 8 – Urugwajczyk nie zdobył gola w kolejnym spotkaniu. Jak mógł tego dokonać, mając na koncie tak wspaniałe uderzenia na bramkę? Tylko on raczy to wiedzieć... Gdyby jego bajeczny strzał z dystansu nie zatrzymał się na słupku, moglibyśmy już teraz zamknąć wszystkie plebiscyty na gola sezonu. Mimo braku trafień, Suarez nie pozwalał nam zapomnieć, że jest w ścisłej czołówce najlepszych piłkarzy świata. Napędzał niemal każdą akcję Liverpoolu, często wydawał się być w kilku miejscach na boisku jednocześnie. Wymienność pozycji ze Sturridgem bardzo mu służy, Urugwajczyk znakomicie odnajduje się w tym partnerstwie (na uwagę zasługuje zwłaszcza świetne otwierające podanie, które wyprowadziło Daniela na sam na sam z bramkarzem). To właśnie Luis wykreował trzecie trafienie dla the Reds, kiedy zauważył wbiegającego Raheema i posłał mu futbolówkę prosto do nogi. Dwukrotnie stworzył olbrzymie zagrożenie z rzutów wolnych: najpierw przetestował Szczęsnego potężnym strzałem w okienko, a potem wrzucił kąśliwe dośrodkowanie, do którego niemal dosięgnął Sturridge. Im bliżej końca spotkania, tym bardziej chciał dopisać bramkę na swoje konto, jednak najwyraźniej nie było mu to dane. W 85 minucie zmienił go Iago Aspas.


Daniel Sturridge - 8 – Anglik podtrzymał swoją strzelecką formę i zdobył 18 bramkę w sezonie. Szybko zaczął testować Szczęsnego uderzeniami z dystansu, jednak nie tędy wiodła droga do jego siatki. Genialna piłka od Coutinho wyprowadziła go na dogodną pozycję i pozwoliła mu pokonać polskiego golkipera ze znacznie mniejszej odległości. Wielka szkoda, że w drugiej połowie nie udało mu się celnie przelobować bramkarza Arsenalu, mielibyśmy kolejną kandydaturę zawodnika the Reds do miana bramki sezonu. Sturridge znakomicie się czuł grając w dynamicznym stylu Liverpoolu, umiejętnie wykorzystywał do tego swoją siłę i szybkość. W 66 minucie został zmieniony przez Joe Allena.


Raheem Sterling –8,5 – GRACZ MECZU - Jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy występ Raheeema w czerwonej koszulce. Jamajczyk wskoczył na poziom, który wcześniej wydawał się dla niego nieosiągalny. Czy ktoś pamięta jeszcze dawnego Sterlinga, klasycznego jeźdźca bez głowy, bezustannie psującego ostatnie podanie i regularnie przewracanego przez rywali? Ten zawodnik już nie istnieje, zastąpił go dojrzały gracz, mogący zawstydzić swoją grą wielu kolegów z reprezentacji Anglii. W meczu z Kanonierami był arogancki, silny i szybki, co wcale nie przeszkadzało mu w używaniu głowy. Przy swojej pierwszej bramce znalazł się w odpowiednim miejscu i czasie, gdy dotarło do niego podanie Suareza, przy drugiej nieco się zawahał po czym strzelił w Szczęsnego, lecz chwilę potem naprawił swój błąd. Wielka szkoda, że kilka minut później minimalnie nie trafił w piłkę po genialnej wrzutce Stevena. Zazwyczaj znakomicie wybierał adresatów swoich podań, wyjątkiem była sytuacja, w której nie zdecydował się na zagranie do niekrytego Hendersona, a na strzał, jednak możemy mu to wybaczyć, ponieważ Jamajczyk przed oczami miał już trzeciego gola na swoim koncie. Hat-trick z Arsenalem byłby dla 19-latka właściwą nagrodą za tak wspaniały występ.



REZERWOWI:

Joe Allen – 6,5 - Zastąpił Daniela Sturridge'a w 66 minucie. W okresie wzmożonego nacisku Arsenalu wniósł do gry the Reds nieco spokoju, ale nie zdołał zapisać się w pamięci czymś wyjątkowym


Jordon Ibe – BEZ OCENY - Zmienił Stevena Gerrarda na ostatni kwadrans spotkania, jednak nie przeszkodziło mu się to pokazać się z dobrej strony. Nasz młody skrzydłowy ma ogromny potencjał, kto wie czy nie powtórzy kiedyś ścieżki, jaką przebył Sterlinga?


Iago Aspas – BEZ OCENY - W 85 minucie wszedł za Luisa Suareza. Starał się jak mógł, walczył, lecz najzwyczajniej w świecie zabrakło mu czasu, by cokolwiek zaprezentować. Przez pół roku gry w czerwonej koszulce nie udało mu się zbudować zaufania u menedżera, przez co jego szanse na występy są bardzo ograniczone.

Autor: PiotrekB Dodano: 10.02.2014

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON