24.08.2015 Arsenal 0:0 Liverpool

Mimo iż w starciu z Arsenalem nie obejrzeliśmy bramek, kibice byli świadkami bardzo interesującego widowiska. No i w końcu Liverpool pokazał namiastkę tego, na co go stać. I z tej całkiem przyzwoitej okazji, redakcja LFC.PL zaprasza na pomeczowe oceny.

WYJŚCIOWA XI:

Simon Mignolet 8 GRACZ MECZU

To właśnie z Arsenalem Belg pokazał kibicom the Reds w jak wysokiej jest formie. Co prawda w pierwszej połowie mógł sobie co najwyżej przemyśleć kwestię, czy mógłby podać do sądu przeciwnika o marnowanie swojego potencjału przez zbyt długą bezczynność, czy przywilej ten przysługuje jedynie francuskim kolejarzom. Druga połowa to już jednak inna bajka, której akcja rozgrywała się głównie w polu karnym Czerwonych. Obronę strzału Giroud i refleks przy uderzeniu Ramseya po rykoszecie można określić mianem epickich lub zacnych – w zależności czy przynależysz do grupy współczesnej młodzieży czy starszych pań wychowanych na blokowiskach. Warto jedynie napomknąć, że Simon dalej ma problem ze zdecydowanymi wyrzutami – a przy takiej taktyce Liverpoolu, jaką widzieliśmy na Emirates, szybkie wznawianie akcji powinno być podstawą. Jego wyjścia natomiast uległy znacznej poprawie. Szczerze mówiąc, gdyby nie utarte zwyczaje, nie przyznawałbym tytułu bohatera meczu żadnemu graczowi, bowiem różnice pomiędzy jakością występów poszczególnych zawodników były minimalne.


Nathaniel Clyne 7,5

Co tu dużo gadać, tego gościa nie da się nie lubić. Agresywny i nieustępliwy w obronie, żywiołowy w ataku. Przy widocznym zaangażowaniu Anglika na całej długości boiska i jego dynamice, wydaje się dzisiaj, że Glen Johnson co mecz wcielał się w rolę Maxa Payne’a, którego głównym celem w życiu jest odskakiwanie od przeciwników w trybie bullet-time. Bardzo w tym wszystkim pomaga jego niewiarygodna zwrotność, dzięki czemu straty szybko zamieniają się w przechwyty. Początek miał anonimowy, ale ciężar gatunkowy ataków po jego stronie sprawia, że wybaczam mu pojedyncze wpadki. Świetnie poradził sobie z Sanchezem, którego do momentu zrywu Kanonierów praktycznie wyłączył ze spotkania. Jego przypadek pokazuje, jak rozważnie trzeba korzystać ze statystyk, ponieważ mała liczba interwencji wynika z rewelacyjnego ustawiania się na boisku. Bezbłędny i obłędny.



Martin Škrtel 7,5

Na początku i na końcu meczu już widziałem oczami wyobraźni piłkę w siatce z jego udziałem. Trzeba jednak zaznaczyć, że w akcji z 7. minuty Milner swoją obecnością lekko zburzył prawidłowy przekaz między neuronami w mózgu Słowaka, a przy strzale Chamberlaina Škrtel popisał się dość odważną interwencją. Zresztą można powiedzieć, że widzieliśmy w tym meczu Martina w pigułce – nerwowy początek, ambitna postawa i wyspecjalizowanie raczej w gaszeniu pożarów niż ich zapobieganiu. Ale w tym konkretnym spotkaniu były to umiejętności na wagę czystego konta. Zresztą w życiu kieruję się zasadą, żeby nie mówić łysym, przypakowanym gościom, jak mają żyć.


Dejan Lovren 7

Bardzo dobry występ, który pokazał Chorwata jako człowieka, który kozły co najwyżej sam składa w ofierze. Kolejny raz zagrały u niego odbiory i przechwyty w dalszych sektorach boiska. Sprytnie też odepchnął Giroud przy jego strzale w 70. minucie, który wyciągnął następnie Mignolet. Solidna i pewna – szczególnie biorąc pod uwagę ciężar gatunkowy drugiej połowy – postawa naszego stopera. Mniej wpływowy od Słowaka, ale dobrze go uzupełniał.


Joe Gomez 7,5

Na początku przyznam się szczerze, że zaskoczyło mnie, że w ogóle w takim meczu wystąpił. Ale do rzeczy – w dwóch aspektach Liverpool zagrał naprawdę nieźle: w szybkim konstruowaniu ataków i w defensywie. Elementem jednak niezmiennym, bo oddziałującym także na wynik w drugiej części spotkania była obrona, a w tej najlepszy był właśnie 18-latek. Nikt w naszej ekipie nie zaliczył więcej odbiorów i przechwytów, zaś w obu drużynach dorównał mu jedynie Coquelin. Ponadto cały czas starał się uczestniczyć we wszystkich wydarzeniach boiskowych. Nie jest tak wyrachowany i ukształtowany, jak jego kolega po drugiej stronie flanki, jednak potrafi nadrabiać wszelkie braki niezwykłym charakterem. Do znacznej poprawy oczywiście gra w ofensywie, ale trudno wymagać cudów przy tak małym doświadczeniu gry po lewej stronie. Obok Clyne’a, rewelacja letniego okna transferowego.


Lucas Leiva 7,5
Kluczowy element defensywnej machiny the Reds. Niesamowicie uzupełniał mniej przywiązanych do swoich pozycji kolegów. Zaliczył kilka odbiorów w istotnych momentach meczu. Ostro dał popalić Cazorli i Ramseyowi. Jego zmiana z Rossiterem – o czym nie omieszkałem wspomnieć w „trzech kropkach” – była kompletnym nonsensem. Od tego momentu straciliśmy szansę na dalsze wyczekiwanie na błędy w ofensywie Arsenalu.



Emre Can 7,5

Najciekawszy przypadek do oceny. Ani nie grał fajerwerków w defensywie, ani w ofensywie, ale cała sztuka polegała na odpowiednim wyważeniu proporcji i gry w różnych sektorach boiska. Mniej w nim szaleńca, którym jest Milner, nie jest też przywiązany do swojego miejsca, jak Lucas. Krótko mówiąc: typowy box-to-box. Podobać się mogło zwłaszcza jego konkretne podejście – raz kreuje podaniem głową okazję bramkową, innym razem świetnie odbiera, a w jeszcze innym bierze odpowiedzialność za błąd kolegi i fauluje taktycznie. Dojrzały występ, który pokazuje, że po wypracowaniu odpowiedniej formy – Can będzie stanowił różnicę w naszej sile w środku pola.


James Milner 7,5

Niby też gra w różnorodny sposób, ale jego brak przywiązania do pozycji ma nieco inny wymiar niż gra Cana. Odnoszę wrażenie, że Anglika nie da się zdefiniować ani jako box-to-boksa, ani prawego skrzydłowego. Ma swój styl, który widać tylko odrobinę modyfikują założenia taktyczne. Poprzeczka po strzale Coutinho z początku spotkania była efektem jego podania do Benteke, miał też kilka ciekawych wejść w pole karne. Poza wspomnianym zamieszaniem, kiedy wszedł w paradę Škrtelowi, nie popełnił jakiś wyraźnych błędów. Z perspektywy tego meczu, decyzja o przekazaniu mu opaski była całkiem rozsądna.


Roberto Firmino 6,5

Generalnie widać u niego wybitne umiejętności techniczne. Imponuje to, że nawet gdy jest osaczony przez dwóch graczy, potrafi wyjść z tego w miarę bez szwanku. Jednocześnie widać, że nie jest to jeszcze jego czas, który jednak z całą pewnością wkrótce nadejdzie. Szkoda obronionego strzału Benteke przez Čecha, miałby świetną asystę.


Philippe Coutinho 8
Obok Benteke nasz najmocniejszy gracz ofensywny w widowisku na Emirates. Poprzeczka, słupek po interwencji Čecha i świetna gra z Benteke stanowiły najmocniejsze punkty gry Brazylijczyka. Trafił niestety na Coquelina, który w defensywie robił, co chciał. Przygasł w drugiej połowie, ale oprócz zmęczenia, dość poważnie ograniczyły się też zapędy ofensywne the Reds.


Christian Benteke 7,5

Belg z meczu na mecz staje się coraz lepszy. Nieźle układała mu się współpraca z Coutinho, czego efektem był wspomniany strzał Brazylijczyka w obramowanie bramki z początku spotkania, czy jego słupek z końca pierwszej połowy. Szkoda niedokładnego podania do Philippe po minięciu kilku graczy Arsenalu, szkoda niestrzelonej bramki, szkoda za mocnego wypuszczenia sobie piłki, którą przechwycił czeski golkiper. Ale był to pierwszy prawdziwy pokaz jego możliwości.


REZERWOWI:

Jordon Ibe 4

Jego wejście było jak uśmiech Brendana Rodgersa – człowiek widząc to, ma nieodparte wrażenie, że za chwilę wydarzy się coś niepokojącego.


Jordan Rossiter 5

Lubię, gdy menedżer stawia na graczy akademii, ale tym razem Rodgers lekko przegiął.


Alberto Moreno 5,5
Jego wejście było równie efektowne, co irytujące przez zignorowanie idealnego ustawienia Cana i zaprzepaszczenia ostatniej okazji na bramkę. Efekciarstwo mnie nie przekonuje, jak jego następstwem jest brak myślenia.

Autor: Raf Dodano: 26.08.2015

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON