(Nie)szokujący start

Kiedy Liverpool najpierw przejął rolę lidera by ostatecznie nie spaść z podium po dziewięciu kolejka nie brakuje głosów zdziwienia. Jak to możliwe, że klub, który nie tylko wypadł z czołówki, od dawna nie gra w Lidze Mistrzów a nawet nie potrafił załapać się na grę w mniej prestiżowej Lidze Europy, dziś jest dwa punkty od prowadzenia w rzekomo najtrudniejszych rozgrywkach świata? Jednak tu nie ma mowy o zaskoczeniu. Obserwujemy po prostu kontynuację dobrze wykonywanej pracy w 2013. roku. Z pewnym małym wyjątkiem, który pozwala nam pozostawać większymi optymistami.

Liverpool po przyjściu Coutinho i Sturridge’a zimą zmienił się w dynamiczny i bardzo ofensywny zespół. Tak jak pisałem w podsumowaniu poprzedniego sezonu, Liverpool osiągnął satysfakcjonujący poziom 1,89 pkt/mecz i prognozowałem, że oczekiwany postęp powinien dać nam 2 pkt/mecz, dzięki zamianie frustrujących remisów w zwycięstwa. To właśnie zaobserwowaliśmy na początku obecnych rozgrywek. Nawet jeśli za kilka dni the Reds przegrają z Arsenalem będą właśnie na poziomie 2 pkt/mecz po dziesięciu kolejkach, czyli na etapie wyciągania pierwszych wniosków. Bez względu więc na wynik ciężkiej potyczki na Emirates Liverpool zanotuje oczekiwany przed sezonem postęp. Ewentualna wygrana wyniesie naszą średnią do 2,3 co już jest formą niemal mistrzowską. Oczywiście to spore nadużycie, ponieważ czeka nas jeszcze wiele ciężkich spotkań. W każdym razie do tej pory cel minimum jest realizowany. Może nie brawurowo, ale na chłodno i konsekwentnie.

Co nowego wiemy o zespole Rodgersa po rozegraniu dziewięciu ligowych spotkań? Niewiele. Dalej wygrywamy głównie z tymi, z którymi powinniśmy(5 z 6 zwycięstw odnieśliśmy przeciwko drużynom obecnie z drugiej części tabeli), ciągle potrafimy frajersko gubić punkty(Newcastle) oraz co jakiś czas przydarza nam się duża wpadka(Southampton). To już widzieliśmy w poprzednim sezonie. Jednak różnica polega na tym, że w drugiej części poprzedniego sezonu osiągaliśmy podobne rezultaty będąc rozpędzeni a tym razem przynajmniej do meczu z WBA nie wrzucaliśmy drugiego biegu. To fascynujące osiągnięcie, ponieważ z łatwością wcześniej w takich okresach traciliśmy mnóstwo punktów.

Tu właśnie pojawia się ten drobny wyjątek, wspomniany wyżej. Potrafimy przekuwać remisy w zwycięstwa. Rzecz jasna nie notorycznie, bo przecież nie wygramy wszystkiego, ale już kilkukrotnie tego dokonaliśmy. Pokonanie Aston Villi czy United bramką w pierwszej połowie było dużym osiągnięciem, kiedy weźmie się pod uwagę przewagę rywali w drugiej połowie. Bramki Sturridge’a były równie ważne jak parady Mignoleta. Nie wiemy czy taki był plan, ale Liverpool zaczynał sezon w ten sposób, że energii starczało na pierwszą połowę, w której należało wypracować przewagę by później z wykorzystaniem organizacji gry oraz wzmocnionej defensywy uniemożliwić przeciwnikowi odrobienie strat. Był to okres przejściowy, po którym zawodnicy weszliby w rytm meczowy, łapiąc wyższy poziom fizyczny i piłkarski. Chociaż równie dobrze mógł to być efekt złego planowania przygotowania motorycznego przed sezonem. Nie dowiemy się i na szczęście nie musimy być zbyt dociekliwi w tej kwestii.

Ciągle jednak mamy za sobą jedynie pojedynek z United z zespołów, które były nad nami w poprzednim sezonie. Prawdziwy progres musi nastąpić w tych trudnych meczach i na to czekamy. Jednak dziś, także za sprawą owocnego startu, jesteśmy dobrze do nich przygotowani. Ostatnie kilkadziesiąt spotkań ligowych, włącznie z tymi z wiosny, uczymy się i doskonalimy. Dziś mamy przygotowanych znacznie więcej możliwych sposobów gry niż przed rokiem. Co wtedy zastał Rodgers? Zespół grający raz 4-4-2, raz 4-5-1 i w obu wersjach nieudolnie, bez organizacji i wyraźnego planu. Obecnie jesteśmy gotowi grać kilkoma systemami w zależności od dostępnej kadry. Ta jest może nie szeroka, ale na tyle zróżnicowana, że możemy łatwo zmieniać formację, aby wydobyć maksimum z dostępnego zestawu zawodników. Największym osiągnięciem ostatnich tygodni jest wypracowanie formacji, który pozwala w pełni wykorzystać talenty Sturridge’a i Suareza. Chociaż ustawienie z trzema środkowymi obrońcami nie jest pozbawione wad to nie przeważają one nad zyskiem jakim jest danie swobody napastnikom w ich życiowych formach. W innym okresie możliwe Rodgers ustawi zespół tak, żeby skrzydła mógł rozwinąć przykładowo Coutinho. Stajemy się elastyczni w doborze taktyki, ale ciągle nadrzędnym celem jest otrzymanie zespołu, który ma największe szanse na zwycięstwo. Brak uporu to najmocniejszy atut Brendana.

Ostatecznie nic wielkiego jeszcze Liverpool nie osiągnął. Wykonuje swoje zadanie na porządnym poziomie. Dużo więcej osiągnąć nie można było. Biorąc pod uwagę dyspozycję to maksymalnie mogliśmy zdobyć trzy oczka więcej: powinniśmy zremisować z Southampton i wygrać z Newcastle, ale jak wspomniałem wcześniej the Reds byli ciągle na zaciągniętym hamulcu. Optymizm nie jest zakazany, ale w rozsądnych granicach. Przykładowo jakie znaczenie ma sześć punktów przewagi nad United, skoro mają oni za sobą pojedynki z City i Chelsea, które jeśli (odpukać) przegramy to mogą nas doścignąć? Albo jak wygląda nasz sukces skoro wyszarpujący punkty z rzutów karnych Tottenham jest tylko jeden punkt za nami, nie wspominając o tych „mniejszych” jak Everton czy Southampton, które za tydzień mogą już być nad nami. Można powiedzieć, że taki start przynosi nam mniej powodów do zmartwień. Mamy dobrą pozycję, aby walczyć o nasz główny cel jakim jest powrót do Ligi Mistrzów. Powiedziałbym nawet, że jest nim bezpośrednia kwalifikacja, czyli miejsce na podium ligi. Nawet bałbym się wyobrazić sobie żałobę jaka nastąpiłaby po przegraniu barażu, jeśli zajęlibyśmy czwarte miejsce.

Na chwilę obecną zasadniczym pytaniem jest jakie znaczenie dla następnych spotkań ma mecz z WBA. To już był Liverpool z końca poprzedniego sezonu. Wyższy poziom motoryczny, piłkarski i tempo, jakiego do tej pory nasze akcje nie widziały. Jeżeli to był moment, w którym wrzucamy drugi bieg to nie mógł przyjść w lepszym momencie. Podobny występ na Emirates wcale nie gwarantuje sukcesu, ponieważ rywal jest naprawdę mocny, ale byłby bardzo dobrym znakiem na przyszłość. Jeżeli potwierdzimy, że nie był to jednorazowy wyskok to nie tylko zwiększymy swoje szanse na osiągnięcie własnych celów, ale zaczniemy rozdawać karty w lidze. Tak jak obecnie robią to Roma czy Atletico w swoich rozgrywkach. Może to nadmierne oczekiwania, ale można wyczuć taki właśnie potencjał w tej drużynie. Tylko, że jak to zwykle bywa przekucie tego w rzeczywistość jest drogą przez mękę.

Istnieje bowiem ciemna strona mocy, która cicho podszeptuje, że obecny zespół ma limit, którego nie przeskoczy. Przynajmniej bez kilku roszad. Obecnie nie zamieniłbym duetu Sturridge & Suarez na nikogo, ale wydobycie z nich maksimum zmusza nas do ograniczeń w innych strefach boiska. W meczu z WBA znaleźliśmy w końcu balans i kontrolę. Osiągnęliśmy to dzięki Hendersonowi, który na pozycji ofensywnej harował głównie ... w defensywie. Aby napastnicy mogli mieć swobodę poświęciliśmy pozycję, na której królować powinien Coutinho. Istnieje uzasadniona obawa, że ustawienie Brazylijczyka w miejscu Anglika zaburzy równowagę w zespole a jeżeli dalej będziemy upierać się przy obecnej formacji zostajemy z dwoma środkowymi pomocnikami z trójki Gerrard, Henderson, Lucas. Niestety żadna konfiguracja nie gwarantuje wystarczającej przewagi w środku, aby zapewnić odpowiednią swobodę trójce z przodu.

Limitem tej drużyny jest niestety środek pomocy. Formacja ważna, jeżeli nie najważniejsza, jeśli mierzy się tak wysoko jak Liverpool. Jeżeli wspomnimy wesołą przyśpiewkę kibiców o „najlepszej pomocy na świecie” to odejmując rymujące się nazwisko Sissoko otrzymamy najpierw mistrza podań Alonso, który nie tylko decydował, w którym kierunku rozpoczniemy atak, ale wybitnie regulował tempo gry. Dalej Gerrard w życiowej formie, dynamit, serce i płuca tamtego Liverpoolu. Na koniec mistrza destrukcji Mascherano. Piłkarza, który łączył inteligencję Lucasa i pracowitość Hendersona. Jeżeli chcemy sięgać jak najwyżej to musimy dążyć do doskonałości a pierwszym krokiem powinno być doścignięcie właśnie tamtej formacji. Czy Lucasa stać na to, żeby wrócić na stałe do formy sprzed kontuzji a może nawet wejść na wyższy poziom? Czy Gerrard będzie potrafił na stałe wejść w buty Alonso i porzucić stare nawyki oraz nauczyć się czegoś nowego w innej roli? Czy Henderson będzie w stanie regularnie, bezpośrednio wpływać na wyniki spotkań bramkami czy asystami? Każdego z nich dzieli jeszcze sporo od najwyższego poziomu i zapewne nie każdy go osiągnie. Jest oczywiście jeszcze Allen, są młodzi, którzy możliwe w następnych latach sami poprzez swój rozwój rozwiążą nasze problemy. W trakcie tego sezonu możliwe poznamy odpowiedź na temat tej formacji. Niewykluczone, że czekać nas będą drastyczne roszady i twarde rozstania tak jak z Reiną, które jednak będą służyły klubowi. Niewyobrażalne wydaje się dziś zrezygnowanie z usług Gerrard i Lucasa, ale co jeśli nie będą oni potrafili wznieść naszej gry na wyższy poziom. Ofensywa już to zrobiła. Defensywa wyraźnie się poprawia, dzięki Sakho i Toure a Mignolet w bramce szybko zdobył uznanie. Została ostatnia formacja, której Rodgers nie potrafił jeszcze zmienić.

Ćwierć ligi za nami. Liverpool musi jedynie utrzymać obecną tendencję a zdobędzie 80pkt, które z wysokim prawdopodobieństwem wystarczyłyby do powrotu do europejskiej elity. O ile łatwiej to napisać niż zrealizować. Jednak jeśli chcemy to urzeczywistnić to jedyną słuszną drogą jest futbol z meczu z West Bromwich. To w DNA tego klubu zapisana jest dynamiczna gra oparta na szybkich podaniach i ruchliwości zawodników. Rozwinięcie tego o zorganizowany pressing i taktyczną intuicję Rodgersa pozwala ze spokojem czekać na kolejne spotkania. Tu już nie ma miejsca na strach przed przeciwnikiem. Nie trzeba się wstydzić, zaglądając w tabelę. Nie trzeba sobie powtarzać „może za rok”. The Reds mają w ręku wszystkie niezbędne narzędzia, żeby na dobre skończyć z mrocznym etapem w swojej historii. Liverpool ma szansę na stałe znów być konkurencyjny, ponownie być na ustach wszystkich nie tylko ze względu na drobne afery. To jest miejsce tego klubu i pierwszy raz od pięciu lat są ku temu rozsądne przesłanki. Może się nie udać, może zabraknąć niewiele w ciasnym, wyrównanym wyścigu, ale tym razem ciągle w nim jesteśmy. Nie brakuje nam paliwa, nie umiera nam silnik i nikt nie wkłada nam kija w szprychy. Przyjemnie jest wiedzieć, że mamy w końcu nad czymś kontrolę.

Autor: Hulus Dodano: 29.10.2013

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON