Rozliczenie z Brendanem.

Sezon i 8 kolejek wstecz nikt nie potrzebował Niemca u sterów. Było wicemistrzostwo, piłkarz warty każdych pieniędzy, kilku innych ekscytujących i młody trener, którego szybki sukces przyszedł z wariackim, arcyofensywnym a jednocześnie imponującym stylem. Narzekano na defensywę, ale kogo interesowała stracona bramka czy dwie jak bez problemu Suarez ze Sturridgem potrafili dołożyć kilka więcej? Żeby uszczelnić defensywę trzeba byłoby zrezygnować nieco z ataku. Balans nie był wtedy konieczny. Gdyby nie rozbicie się o Chelsea Jose Mourinho całkiem możliwe, że licznik oczekiwania na tytuł zostałby wyzerowany, nawet jeśli odbyłoby się to z rekordową liczbą straconych bramek. Kto wtedy spodziewał się, że rok później trenera odpowiedzialnego za taki sezon nikt już na Anfield nie będzie wspierał? Jak można było to aż tak popsuć?

Liverpool Football Club to nie jest normalny klub. Jamie Carragher może mówić, że staliśmy się Tottenhamem a inni eksperci mogą wytykać dalekie miejsca w lidze, brak tytułu i zbyt rzadkie zdobycze pucharowe. To psuje reputację, zmienia sposób mówienia o klubie, dodaje krytycznych opinii, ale nie zmienia jednego: o tym klubie się mówi. W Anglii, Europie, na całym świecie. Ćwierć wieku od ostatniego tytułu nie sprawiło, że stał się on obojętny dla kibiców. Dlatego sezon 2013/14, w którym Liverpool w porywający sposób walczył o tytuł z Manchesterem City sprawił, że o klubie było naprawdę głośno. To był wspaniały moment dla wygłodniałych kibiców. Tym bardziej osiągnając to szalonym atakiem a nie wyrachowaniem. Za tamten okres i tamte emocje dziękuję Brendan!

Rok w futbolu to wieczność. Niestety Rodgers wpadł w pułapkę i jego własny sukces odbił mu się czkawką. Stracił Luisa Suareza, bez wątpienia najlepszego piłkarza Liverpoolu przynajmniej w ostatnich latach. Wypadł także Sturridge, łącznie ponad pięćdziesiąt bramek na sezon niedostępnych. Wydał sporo pieniędzy i skład wzmocniono dużą grupą zawodników. Żal było żegnać Urugwajczyka, ale optymizm nie gasł. Widzieliśmy młody skład, który szybko się rozwijał pod skrzydłami Brendana. Wszystko miało się dalej kręcić. Tylko nic już nie było przyjemnego w grze. Drużyna zanim wystartowała rozbiła się, pogubiła i nigdy już nie potrafiła pokazać błysku z wcześniejszej kampanii na dłużej niż moment.

Gdzie był wtedy Rodgers? Wyszło na wierzch, że brakuje mu doświadczenia w chwili kryzysu. Nie znał wcześniej gry o taką stawkę. Może jedynie u boku Mourinho w Chelsea, ale bezpośrednio nie pracował pod taką presją. Pierwszy jego sezon na Anfield z założenia był przejściowy, więc nic mu nie groziło. Następny był świetny, więc tylko zyskał. Potem pierwsze starcie z poważnym problemem i od razu bezradność. Nie pomogła duża przebudowa składu, nie pomogły kontuzje, ale głównie nie pomógł trener. Zakulisowe walki o transfery ze sławnym komitetem(jakby w innych klubach decydowano o wydaniu kilkudziesięciu milionów funtów jednoosobowo) a w ich następstwie podzielenie składu ze względu na to, kto z czyjej inicjatywy został sprowadzony do klubu. Piłkarze nie mogli czuć się z tym dobrze. Przykładowo bez względu na argumenty Rodgersa, Lovren w większości swoich występów grał przeciętnie a często był wręcz sabotażystą, natomiast Sakho raczej zachwycał. Tymczasem na starcie obecnego sezonu ponownie Chorwat dostał miejsce w składzie kosztem Francuza. Nie może być dobrej atmosfery w zespole, w którym zawodnicy są nierówno traktowani przez trenera.

Zabrakło Rodgersowi pokory. Popełniał błędy, jego zespół grał źle, beznamiętnie i chaotycznie. Jednak wypowiedzi Irlandczyka mu nie pomagały. To nie jest klub, w którym można kibicom wyprać mózgi i wykrzywiać rzeczywistość. Wystarczy wyjść do fanów, powiedzieć: „jesteśmy beznadziejni w tym momencie, ale będziemy pracować dwa razy intensywniej i zrobimy wszystko by wyjść z dołka”. Tego zabrakło. Słyszeliśmy pochwały tam, gdzie należała się krytyka i widzieliśmy gotujące się ego Rodgersa po malutkich sukcesach. Zmiana taktyki na trzech środkowych obrońców przyniosła spokój na kilka tygodni w poprzednim sezonie. To był ten moment, w którym Rodgers wydawało się podnosi się z kolan. Traciliśmy mniej bramek, nie przegrywaliśmy spotkań i punktowo zbliżaliśmy się do czołówki. Wtedy Brendan publicznie wyśmiał krytykę wobec niego twierdząc, że nie potrzebuje dodatkowego trenera od defensywy. Chwilę później każdy znowu dziurawił siatkę Mignoleta bez oporu. Podobnie w obecnym sezonie, kiedy wygrana nad słabiutką Aston Villą była pretekstem do prężenia muskułów przez Rodgersa. Nic nie osiągnął. Nie zmył wstydu po łatwych porażkach z WHU czy MU. Po prostu wygrał mecz ligowy u siebie z rywalem ze strefy spadkowej, dodatkowo tracąc przy tym dwie bramki! Brak pokory to główny powód jego zwolnienia.

Oczywiście nie jedyny. Straciliśmy równowagę a raczej nie udało się jej zbudować. Nie istniał już bardzo skuteczny atak, ale ciągle była wrażliwa obrona. To nie mogło się dobrze skończyć bez zmian taktycznych. Jednak pomysł na zespół jaki urodził się w głowie Rodgersa nie sprawdził się i mimo uporu długo nie funkcjonował. Często to widzimy. Latem trenerzy wymyślają składy, ustawienie a później życie wszystko weryfikuje i trzeba szukać innych rozwiązań. Im szybciej trener zauważy, że jego pomysły były chybione tym lepiej. Brendan niestety trwał w błędzie miesiącami. Kilku nowych zawodników zawodziło i nie przestali rozczarowywać mimo wielu szans. Niektórzy „zamrożeni” okazali się później bardziej przydatni, ale już nie było czego ratować. Taktycznie, organizacyjnie, zwyczajnie piłkarsko Liverpool w poprzednim sezonie był przeciętny, nijaki. Zmiana w porównaniu do wcześniejszej kampanii o 180 stopni. Niedopuszczalne.

Występy w Lidze Mistrzów mocno rozczarowały kibiców i zapewne również właścicieli. Długo czekano na kwalifikację do tych rozgrywek a tymczasem potraktowano fazę grupową drugorzędnie i z uczuciem wstydu opuszczaliśmy rozgrywki na trzecim miejscu. Natomiast wystawienie rezerwowego składu na Santiago Bernabeu to był moment, w którym Rodgers stracił sporo wsparcia. Gra na takim obiekcie, kiedy patrzy cały świat to powinien być powód do dumy a dążenie do zwycięstwa takiego pojedynku ogromne. Wywieszenie białej flagi było aktem przeciwko polityce FSG. Demonstracja braku ambicji godziła w reputację klubu i spotkała się z dużą, zasłużoną krytyką. Z takim nastawieniem nie wolno reprezentować Liverpoolu. Czy nikt nie opowiedział Brendanowi o Stambule!?

Osobiście wahałem się co do osoby Brendana długo. Wiedziałem, że łatwo jest pójść za instynktem i zwolnić trenera, licząc na cudowną odmianę pod wodzą następcy. Jednak kto miałby nim być? Po zatrważającej porażce 6:1 ze Stoke powinno się stracić pracę. Tym bardziej, że to był koniec sezonu i dobry moment na to. Właściciele wykazali się spokojem, na który nie stać by było pewnie żadnego kibica na ich miejscu. Nie dość, że zostawili Rodgersa to pozwolili wydać mu kolejną górę złota i jeszcze wymienić sztab. Jak to możliwe, że trener po fatalnym sezonie wyrzuca swoich asystentów? Przecież to był obrzydliwy gest w stylu: „spójrzcie, ci dwaj wszystko psuli, to ich wina, ja chciałem dobrze”. W tamtym momencie ciężko już było zaakceptować Brendana jako sternika Liverpoolu. Nie takich ludzi powinien zatrudniać ten klub.

Podsumowując ponad 3-letni okres Rodgersa w klubie, trzeba przyznać, że nie zostawia po sobie spalonej ziemi. Zanim zmarnował ostatnie kilkanaście miesięcy udało mu się mocno rozwinąć kilku zawodników. Szczególnie Jordana Hendersona, który przy nim dojrzał i stał się kluczową postacią. Równie ciekawie prezentuje się Philipe Coutinho. Od początku był kreatywny i zadziwiał otwierającymi podaniami. Poprawił wiele aspektów w swojej grze i teraz jest bardziej zrównoważona. Daniel Sturridge wpasował się świetnie w zespół i z roli rezerwowego z Chelsea stał się liderem zespołu, który chętnie bierze odpowiedzialność na siebie. Wpłynął też na rozwój Suareza i Sterlinga, na sprzedaży których klub zarobił rekordowe sumy. Za jego kadencji wydano bardzo wiele, ale mimo kilku chybionych transferów za duże pieniądze, sporo talentu po nim zostało. Can, Sakho, Migniolet, Clyne, Moreno, Allen, Firmino, Benteke, Ings, Origi czy Markovic to więcej niż porządna ekipa na start dla następcy. Oczywiście nie wszystko jest jego zasługą, ale nie musimy się martwić o konieczność kolejnej gruntownej przebudowy. Z tych piłkarzy przy kilku wzmocnieniach zimą czy latem powinno się udać skleić ciekawy zespół.

Autor: Hulus Dodano: 13.10.2015

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON