Dziwny przypadek Aquilani

Nie było w ostatnich latach tak dziwnego transferu Beniteza. Zdarzały się nieporozumienia jak Voronin czy wpadki jak Keane, ale Włoch przebija wszystkich, chyba nawet w Premier League. Przychodził w miejsce Alonso, chociaż wiadome było, że kilka miesięcy najpierw będzie leczył długotrwały uraz kostki, więc kazano kibicom czekać długo na nowego maestro środka pola. Jednak wszystko z czasem zaczęło się komplikować.

Plan był jasny: do czasu wyzdrowienia Mascherano, Lucas i Gerrard mieli zająć się środkiem pola, a cała drużyna miała do tego momentu prowadzić klub w czołówce. Tymczasem szybko się okazało, że brak jakościowych piłkarzy w wąskiej kadrze i kontuzje, które polubiły zwłaszcza naszych kluczowych graczy, doprowadziły nas do kryzysu na każdym froncie. Nic więc dziwnego, że Aquilani, który nigdy wcześniej nie powąchał murawy na Anfield był upatrywany jako zbawiciel Liverpoolu. Balon został napompowany. Nie takiego startu oczekiwał Włoch, na którego spadła wielka presja, więc Benitez z racji jego słabej kondycji powoli zaczął go wdrażać do drużyny. Dobrze pamiętam jego kilkanaście minut z Arsenalem i jedno podanie do Degena, jakiego The Kop nie widziało od odejścia Alonso.

Tylko co stało się potem? Czemu Benitez, który uparł się na ściągnięcie zawodnika z tak wątpliwą formą, zaczął usilnie odmawiać mu gry? Alberto kilka razy mu w tym pomógł, bo na wyspiarska pogodę często odpowiadał przeziębieniem i wypadał z niektórych meczy. Jednak kibice są ciągle spragnieni jego gry i nikt nie rozumie co się z nim dzieje. Przecież to nie jest młody, niedoświadczony zawodnik, który najpierw musi sporo potrenować, żeby zacząć grać w takim klubie jak Liverpool. Tak było wcześniej z Aggerem, który pół roku poćwiczył i wyparł Hyypię ze składu. Aquilani to przecież wychowanek Romy, drużyny, która może nie jest na szczycie, ale zawsze liczy się w Serie A i gra w europejskich rozgrywkach. Grał tam w Lidze Mistrzów, w meczach z Interem czy Milanem, grał w reprezentacji Włoch!

W tych kilku meczach, w których zagrał, potrafił być nieregularny. Na początku jasno było widać, że tempo i fizyczność angielskiej ligi są dla niego nowością, ale jednocześnie były dłuższe momenty, kiedy brał grę na siebie, był wszędzie i uczestniczył w każdej akcji. Właśnie takiego czegoś nam potrzeba i przed każdym meczem czekam na to. Jednak szybko brakowało mu sił. Nic dziwnego skoro się nie gra ponad pół roku, ale wszyscy oczekiwali, że z każdym tygodniem będzie grał więcej i lepiej. Wtedy Rafa serwował nam kolejne dawki frustracji usilnie promując Lucasa w jego miejsce. Absolutnie nie zarzucam nic Brazylijczykowi, ale Liverpool jest po prostu lepszy jak zamiast niego gra w środku Gerrard lub Aquilani. To tak, jakby Guardiola mogąc stawiać na Iniestę i Xaviego, stawiał tylko na jednego z nich.

Analizując występy Alberto w 2010 roku można czuć duże rozczarowanie, ale głównie do Beniteza. W 21 spotkaniach, w których był dostępny zagrał jedynie w 6 meczach od pierwszej minuty [Stan przed meczem z Burnley]. Co więcej, były to tylko mecze na Anfield! Dalej idąc były to zespoły raczej dużo niżej notowane: Reading, Bolton, Unirea, Portsmouth, wyjątkami są mecze z Tottenhamem [niedostępny był Gerrard] i Fulham [ściągnięty pierwszy z boiska, chociaż grał najlepiej]. Jasno to pokazuje, że Rafa mu nie ufa obecnie. Nie dość, że każdy ligowy wyjazd to dla Alberto tylko zwiedzanie Anglii, to jeszcze w Lidze Europy nie jest mu dane pograć. Znając nasze problemy na wyjazdach może to osoba Aquilaniego okazać się lekarstwem. Tylko, że Benitezowi znowu brakuje odwagi, bo musiałby przyznać się do błędu i uznać, że nie jest nieomylny. Tymczasem on woli uparcie stawiać na rozwiązania, których każdy kibic ma już serdecznie dość. Najlepszy nasz mecz w sezonie z Portsmouth zaczęliśmy składem, którego domagali się fani i to ustawienie zadziałało świetnie. Czemu więc później wróciliśmy do tego, które generuje problemy?

Niestety ten sezon jest dla Aquilaniego stracony. Należy liczyć, że przynajmniej w Melwood trenuje na tyle dobrze, że w nowy sezon wejdzie jako integralna część zespołu. Na pewno on sam jest mocno rozczarowany, bo raczej liczył o walkę o tytuły i wyjazd na Mundial, nie na ciepłe siedzenie i rozgrzewanie się do ostatnich minut przy linii boiska.

Autor: Hulus Dodano: 25.04.2010

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON