3 … 2 … 1 … START!

Nareszcie wracają najbardziej emocjonujące klubowe rozgrywki na świecie! Nowy sezon, nowy start, wiele niewiadomych. Dla Liverpoolu to sezon inny niż poprzedni, to początek ery Roya Hodgsona. Misja przed nim trudna, ale w pełni realizowalna. Mamy wrócić do Ligi Mistrzów, tam gdzie nasze miejsce. Czy uda się osiągnąć cele i jak wystartuje ”nowy” Liverpool?

W kilka tygodni przechodziliśmy od stanu niemal katastroficznego do nierozsądnego optymizmu. Jak w każde wakacje nasz klub nas raduje i rozczarowuje transferami. Teraz zdecydowanie udało mu się odmienić nastroje kilkoma sprytnymi rozwiązaniami. Przede wszystkim przyszedł nowy trener. Nieważne czy lepszy czy gorszy od poprzedniego, bo w danej chwili najważniejsza jest zmiana. Śmiem jednak twierdzić, że Benitez nie zatrzymałby kluczowych piłkarzy, nie namówiłby Cole’a do gry na Anfield, Mascherano i tak chciałby odejść, a do tego bylibyśmy świadkami publicznych kłótni, więc wprowadzona zmiana wyszła nam póki co na plus.

Zawodnikami wzmacniamy się dobrymi, ale nie dajmy się zwieźć fali optymizmu. Wciąż nie zrobiono wystarczająco dużo, aby walczyć o najwyższe cele. Póki co wydaliśmy grosze, które zarobiliśmy. Wystarczy przytoczyć fakt, że najdroższym naszym nabytkiem jest … Poulsen. Nieudolnie szukaliśmy lewego obrońcy i wśród pięciu pozyskanych graczy dwóch jest bardzo młodych i nie odegrają zapewne w obecnym sezonie znaczącej roli. Skład wciąż nie jest wystarczająco konkurencyjny a dodatkowo nowe zasady wymuszają na nas ściąganie piłkarzy ze statusem homegrown. Wciąż nie widzę problemu w zastąpieniu graczy takich jak Cavalieri i Kyrgiakos, bo zwolniliby miejsce dla lepszych kopaczy z zagranicy.

Abstrahując od kwestii transferowych znowu na papierze wszystko wygląda dobrze, niestety tak jak rok temu. Mamy najlepszego bramkarza ligi, teoretycznie silną defensywę, silny środek pomocy i mocny atak, ale wszędzie znajdzie się miejsce na poprawę. Czasami chodzi o formę piłkarza, czasami o jego zdrowie, a innym razem o poziom. W tym momencie ta drużyna nie jest kompletna. Jednak nie była taka od wielu lat i wciąż nie przestawaliśmy wierzyć. Teraz, mimo okropnego poprzedniego roku, mamy mnóstwo powodów do zadowolenia.

Gerrard, Cole i Torres to trio, które zaprowadzić nas może bardzo daleko, jeśli kontuzje im nie przeszkodzą. Dwóch z nich o mało co nie wygrała nam ligi 2 lata temu. Teraz Anglik wydaje się bardzo zadowolony i od początku jest w formie a Hiszpan jest głodny sukcesów po tym jak wygrał Mundial. Dodajmy do nich Reinę, Kuyta, Aggera, Skrtela, Johnsona, Aquilaniego, Carraghera czy Maxiego i otrzymuje całkiem imponujący skład. Jednak konkurencja nie śpi. Chelsea i Manchester United wciąż są najsilniejsze, Arsenal jak zwykle będzie w czołówce, Manchester City ponownie wydał ogromne pieniądze a Tottenham i Everton mimo niewielkich zmian mogą namieszać. Liga zapowiada się niesamowicie.

Narasta podekscytowanie, którego nie opuszcza niepewność, ponieważ zaczynamy z Arsenalem. Tym razem niewielu na nas stawia w walce o tytuł i bardzo dobrze! Potrafimy znieść presję wyniku w pojedynczym meczu, ale pękamy będąc blisko czegoś wielkiego. Obecnie Roy dostał duży kredyt zaufania, nie oczekuje się od niego wiele, a już zdołał wprowadzić spokój i przywrócić radość zespołowi. Teraz pora na dobrą grę i wyniki. To pierwsze przyjdzie, niewątpliwie. Niewiele mieliśmy szans na oglądanie Liverpoolu latem w pełnej sile. Wciąż bez meczu są Hiszpanie i Holendrzy, a najlepszy skład zagrał tylko mecz ze słabiutkimi Macedończykami. Mimo tego widać lekką poprawę. Nasi piłkarze więcej starają się grać piłką, gramy wyżej bez niepotrzebnego przetrzymania piłki w obronie i szukamy więcej gry kombinacyjnej. Chciałbym, abyśmy szli tą drogą, bo najwyższa pora wypracować sobie styl bardziej ofensywnej.

Autor: Hulus Dodano: 14.08.2010

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON