Dajmy Royowi czas

Nowy sezon, świeży start, całkiem odmieniony Liverpool. Tak miało być. Jednak już widać, że stare problemy pozostały i wcale nie chcą się same rozwiązać. Po 4 kolejkach uzbieraliśmy 5 punktów, co chwały nam nie przynosi, ale również nie jest koszmarnym wynikiem tak jak start rok temu. Roy prosi kibiców o cierpliwość do przynajmniej 10 kolejki, bo wtedy będzie można konkretniej rozmawiać o zajmowanej pozycji. Czy to wystarczający okres? Jak rozwinie się gra zespołu na przestrzeni następnych tygodni? Czy czekają nas duże zmiany?

Jeśli spojrzeć chłodnym okiem porównując to lato od poprzednich to niewiele się ono różniło od tych poprzednich poza zmianą trenera. Zmiana, która na szczęście zaszła, gdyż była nieunikniona wprowadziła świeży powiew na zgliszcza, które pozostały po totalnie nieudanej kampanii. Jednak reszta działań do złudzenia przypominała te z wcześniejszych okresów. Znowu dokonaliśmy wielu transferów, znowu się trochę wzmocniliśmy, trochę osłabiliśmy, znowu zakupieni piłkarze są różnej jakości, znowu zasiliło nas kilku obiecujących młodzików, znowu w sparingach grali gracze z rezerw, aby potem potulnie wrócić do akademii, znowu przeciętnie graliśmy w tych meczach, znowu nie udało się zmienić właścicieli i znowu nasz budżet transferowy prezentował się komicznie.

Nic więc dziwnego, że łatwo się nie pozbyliśmy starych problemów. W końcu ciągle gramy dużo poniżej naszych możliwości, zaliczyliśmy bardzo słaby występ z City i Birmingham, co dodatkowo pokazuje, że Roy na wyjazdach wciąż ma problemy. Jednak nie od razu Rzym zbudowano. Hodgson potrzebuje czasu, aby wszystko poukładać tak jak sobie tego życzy. Z pewnością nie ma kadry, którą sam wybrał, bo ograniczenia finansowe mamy spore. Jednak z pewnością złych zawodników nie ma. Jeszcze przecież wprowadzi do gry Joe Cole’a i Raula Meirelesa. Torres wróci do pełnej formy, Kuyt wyzdrowieje, Jovanovic zgra się z kolegami, Babel się przełamie a Pacheco szturmem wejdzie do składu. Tylko, że to takie proste nie jest i potrzeba masę szczęścia, aby wszystko razem wypaliło.

Już widać wpływ Roya na naszą grę, chociaż jest on zarówno pozytywny jak i negatywny. Piłkarze mają większą swobodę w rozgrywaniu i grają prostszą piłkę, co tymczasowo jest dobrym posunięciem. Widać powoli lepszą współpracę i to powinno zwyżkować z czasem. Jednak niepokojące są okresy, kiedy tracimy sławną już kontrolę nas meczem. Działo się tak zwłaszcza, gdy w środku występował bardzo mało kreatywny duet Lucas-Poulsen. Nie oczekuję po żadnym cudów, ale nie powinien występować tylko jeden. Wcześniej Mascherano wykonywał samodzielnie lepszą pracę niż oni razem i to jest duży problem. Oczekuje się, że przy powrocie Cole’a do składu Gerrard wróci do środka boiska, gdzie jest najlepszy. Nie oszukujmy się, nasz kapitan wiele lat grał fantastycznie, wkładając olbrzymią energię w swoją grę. Teraz już mu jej nieco brakuje, żeby cały sezon grać niemal jako napastnik. Razem z nowoprzybyłym Meirelesem mógłby spokojnie zająć miejsce w środku pola.

Szkoda, że nie udało się sprzedać klubu przed przyjściem Roya. Hipotetycznie miałby wtedy duży budżet na przemeblowania kadry według własnych potrzeb. Taką komfortową sytuację miał w Chelsea i Interze Mourinho, który wybierał sobie zawodników a prezes mu kupował. Liverpool takiej sytuacji nie zaznał ani za Houlliera, ani za Beniteza, ani teraz za Hodgsona. Tego lata wydaliśmy mniej niż zarobiliśmy! To niedorzeczne, że taki wielki klub ma olbrzymie problemy z kupieniem napastnika. To trwa od półtora roku, kiedy odszedł Keane. Tym razem znowu do ostatniej chwili próbowaliśmy i nic. Cały czas pozostajemy z tylko dwoma nominalnymi napastnikami Torresem i Ngogiem. Hiszpan jest niesamowity, ale przecież Francuz to młody chłopak i nie można znowu zrzucać na niego całej odpowiedzialności za zdobywanie lub nie bramki. Tymczasem City i Tottenham, czyli teoretycznie nasi główni rywale, są naszpikowani napastnikami i to nie byle jakimi.

Zmieniło się jeszcze nasze myślenie i to chyba najważniejsze. Nikt już nie wykrzykuje, że stać nas na tytuł i to jest nasz cel, bo to nieprawda. Z przywiezionego ostatnio punktu z Birmingham jesteśmy bardziej zadowoleni niż rozczarowani. To znaczące, bo pokazuje pokorę, której musiał nauczyć nas poprzedni sezon. Musi mieć świadomość, że obecnie jesteśmy w okresie przejściowym i ciężko byłoby nam teraz wygrać konsekwentnie 10 meczy z rzędu. Nowa filozofia gry, dużo zmian personalnych w sztabie i kadrze, brak Ligi Mistrzów. Potrzeba nam teraz dużo cierpliwości i czasu. Póki co źle nie jest, bo nikt z naszych rywali nam nie uciekł w tabeli. Chelsea do takich w tym roku się niestety nie zalicza, są poza naszym zasięgiem.

Nie możemy się załamywać. Niedługo czekają nas wyjazdy na mecze z Manchesterem United i Evertonem, które mogą się różnie skończyć, więc powinniśmy wysłuchać próśb Roya o spokój i zaufanie. Nic innego nam nie pozostaje. Widząc dobry styl, jaki wprowadził w Fulham, można oczekiwać czegoś jeszcze lepszego w Liverpoolu. W końcu mamy kilku nieprzeciętnych piłkarzy.

Autor: Hulus Dodano: 14.09.2010

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON