Głód zwycięstwa

Szósta kolejka Premier League za nami a my zdołaliśmy wygrać zaledwie jedno spotkanie, do tego po bezbarwnym meczu z WBA. O ile pechowym można nazwać remis z Arsenalem to porażki z obiema drużynami z Manchesteru były zasłużone. Jednak bardziej irytujące musi być dla kibiców to, że wciąż nie radzimy sobie z zespołami niżej notowanymi. Do tego porażka z Northampton Town sprawiła, że poza samymi wygranymi w Lidze Europy mamy bardzo rozczarowujące wyniki.

Kolejny rok nie inwestujemy w ulepszenie składu i teraz po wielu zmianach mamy wciąż taki sam, wąski skład i coraz więcej złych emocji względem amerykańskich właścicieli. Benitez miał wiele racji zrzucając na nich odpowiedzialność za brak postępu, bo trudno wzmocnić skład, jeśli musi się to wiązać ze sprzedażą kluczowych graczy. Z taką samą sytuacją spotkał się teraz Roy, kiedy nie potrafiono mu sprowadzić dodatkowego napastnika. Jednak czy potrzeba wielkiego budżetu, żeby pokonywać Birmingham, Sunderland czy niemal amatorów Northampton Town!?

Liverpool Football Club na przestrzeni roku zmuszał kibiców do oglądania wielu kompromitujących historię występów. Teraz po wielu zmianach już na początku sezonu musieliśmy znowu znosić wielki wstyd odpadając z Curling Cup. I to na Anfield! Chciałem zobaczyć w tym meczu niemal samych młodzików, bo to był rywal w ich zasięgu. Roy nie wystawił nikogo z jego podstawowej jedenastki, ale Jones, Agger, Kyrgiakos, Jovanovic, Lucas czy Babel to przecież reprezentanci z niezłą reputacją i renomą w porównaniu z przeciwnikami. Nie potrafili oni jednak zdominować zespołu z League Two i to nawet mając prowadzenie po szybkiej bramce Jovanovica.

Trudno. Puchar wielkiego prestiżu nie ma, chociaż obecnie jakikolwiek tytuł jest mocno pożądany. Tak jak wcześniej z dużo niżej notowanym przeciwnikiem męczymy się, ale teraz rywal był jeszcze słabszy a my graliśmy u siebie! Rezerwowi i młodzi gracze dostali szansę, którą totalnie zmarnowali i muszą mieć świadomość, że przez to ich szanse na przedostanie się do pierwszej drużyny maleją. Zostają im jeszcze mecze w LE, ale Napoli i Utrecht to dobre zespoły, których nie wolno nam lekceważyć, szczególnie, że teraz nie gramy nic nadzwyczajnego. Najbardziej żałować może chyba Babel, który pod nieobecność Kuyta nie potrafił się wyróżnić.

Jednak mało medialny mecz CC grany bez podstawowych graczy nie może być tak rozczarowujący jak występ z Sunderlandem. Zagraliśmy w Roya obecnym najlepszym ustawieniu i wyszło nam to mizernie. Zdobywając sprytem bramkę wręcz nie powinniśmy oddać już zwycięstwa. Jak chcemy grać w Lidze Mistrzów to musimy wyrobić sobie styl na jej miarę. Musimy nauczyć się kontrolować grę i przetrzymywać piłkę, bo obecnie wyglądamy totalnie źle!

Nie rozumiem dlaczego mamy tak ogromne problemy z dokładnością podań. Czołówka ligi ma zawodników, którzy zagrywają z niewyobrażalną dokładnością. My lubimy sobie utrudniać życie cały czas podając nie w tempo, do tyłu, do przeciwnika, poza boisko, za mocno, niepotrzebnie podnosząc piłkę, itp. Nie wiem jak profesjonalni piłkarze mogą tak słabo wykonywać najbardziej elementarny element gry? W dodatku, jako Liverpool nie powinniśmy mieć problemów z rozgrywaniem nawet pod pressingiem. Tymczasem obrońcy notorycznie zamykają oczy, wykopując piłkę bez żadnego zastanowienia. Czasami to konieczne, ale przede wszystkim należy znaleźć podaniem kolegę, a nie tylko zrzucić z siebie odpowiedzialność. Nowo przybyły Meireles, który potrzebuje chwili jeszcze, aby przywyknąć do ligi i poznać ruchy nowych partnerów, stara się być cały czas aktywny i szuka gry. Tymczasem Carragher, który zęby zjadł grając od wielu lat w Premier League, jest pierwszym, który pozbywa się futbolówki, nie myśląc o sensownym rozwiązaniu.

Może jeszcze potrzeba Royowi czasu, może piłkarze muszą się dotrzeć w nowym składzie i lepiej poznać pomysły nowego szkoleniowca. Jednak w meczu z Sunderlandem było widać wiele braków w naszym ‘stylu’. Przede wszystkim jesteśmy mało ruchliwi tak jak w poprzednim sezonie. Johnson biega kiedy mu się chce, Poulsen podobnie [Mascherano raczej się nie zatrzymywał]. Ustawiamy się głęboko i czekamy na przyjęcie ataków. Wolno reagujemy na zagrania rywali i zostawiamy im mnóstwo swobody, ponieważ pressing to słowo równie nam nieznane jak dokładność. Jeszcze gorsze jest to, że nie pomagamy sobie wzajemnie, nie pokazujemy się kolegom, którzy nie mają żadnych opcji rozegrania. Po prostu boimy się odpowiedzialności za grę. Przez to nasz duet Gerrard Torres jest jeszcze bardziej odizolowany. Nie wiem czy jesteśmy gorzej przygotowani fizycznie czy po prostu leniwi, ale zdecydowanie za mało energii nasi zawodnicy wkładają w mecz. Każde 90 minut w 32 pozostałych kolejkach to musi być bitwa, na której się nie oszczędzamy! Kibice Liverpoolu zaakceptują nawet słabego piłkarza, który daje z siebie absolutnie wszystko, bo to musi być standard!

Wiele pracy zostało Royowi jeszcze, który mimo lepszej sytuacji póki co wypada gorzej od Beniteza. Ten w poprzednim sezonie nie miał szczęścia grania pełnym składem oraz Gerrarda w tak wysokiej formie strzeleckiej. Roy musi szybko zmienić nastroje po słabych wynikach i nie ma łatwiejszej do tego drogi niż kolejne zwycięstwa. Jeśli uda mu się na stałe ustawić swoją najsilniejszą 11 i systematycznie jej grę ulepszać to sukces musi się zrodzić. Tylko, że w meczu z Sunderlandem nie wiadomo było, gdzie jest miejsce Joe Cole’a oraz jak mają się dzielić obowiązkami trzej środkowi pomocnicy. Poulsen wręcz musi asekurować boczne sektory boiska, pozwalając Konchesky’emu i Johnsonowi na podłączanie się w ofensywie. Jednak tego nie potrafi robić. Pewnemu Argentyńczykowi póki co może buty czyścić.

Jeżeli mentalność sprzed kilku lat powróci do szatni to będzie to niewątpliwie sukces. Przez ostatnie miesiące doznaliśmy tak wielu porażek, że niemal się do nich przyzwyczailiśmy. To nienormalne! Jeżeli nie mamy jeszcze prowadzenia a zostaje kilkadziesiąt minut to naszym obowiązkiem jest podkręcenie tempa i zrobienie wszystkiego co w naszych możliwościach, aby zgarnąć pełną pule punktów. Tego mi brakuje obecnie. Najlepszy sezon ostatnich lat był pełny zwycięstw w ostatnich minutach. One pokazują charakter zespołu i tego nam znowu potrzeba. Nie mam wątpliwości, że Gerrard jest centralną postacią Liverpoolu i jego dobra forma może nas daleko zaprowadzić. Tylko, że sześć lat temu mieliśmy taką samą sytuację, co demonstruje brak regres, z którym nie wiem czy sobie radzimy.

Autor: Hulus Dodano: 26.09.2010

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON