Najczarniejszy dzień

Współczesna historia Liverpoolu osiąga właśnie największe dno w ostatnich latach. Permanentny kryzys trwa już wiele miesięcy i wciąż nie widać chociażby minimalnego zalążka nadziei. Niestety zmiana trenera, którego obwiniano za większość błędów z zeszłego roku okazała się niewystarczająca, ponieważ znowu ulegamy zespołom, które powinny być szczęśliwe z remisu z nami a stadion przy Anfield Road jest notorycznie miejscem kompromitacji, nie chwały.

Liverpool przegrał niesamowicie wiele meczy w poprzednim sezonie. Wydawało się, że to okropny, długi koszmar, z którego musimy się kiedyś obudzić i wrócić do normalności. Jednak ten straszny sen stał się naszą rzeczywistością. Nie pomogło zwolnienie Beniteza, nie pomogło odświeżenie składu i zmiana sztabu. Jesteśmy w jeszcze gorszym położeniu niż przed rokiem. Wielkim problemem jest to, że wtedy Rafa miał problemy z dostępnością ważnych piłkarzy a dziś Roy nie potrafi wygrać meczu najsilniejszym składem.

Hodgson prosił o cierpliwość kibiców przynajmniej do dziesiątej kolejki. Jednak po siódmej jesteśmy w strefie spadkowej a Birmingham, Blackpool, Sunderland już nam się postawiło a City i United pokazały nam, że w czołówce nas nie ma. To zatrważające, że w ciągu tych kilku pierwszych meczy nie pokazaliśmy charakteru, który nas tak charakteryzował w ciągu pierwszych lat Beniteza. Walka z Arsenalem i ostatecznie zmarnowana pogoń z United nie mogą być jedynymi oznakami chęci i zaangażowania naszych piłkarzy. Rok temu mówiono, że Rafa stracił poparcie i zaufanie swoich zawodników i nie grali już dla niego. Teraz Royowi nie udało się wskrzesić w nich woli walki i zwycięstwa. To przykre, ale dotychczas Hodgson niczym nie udowodnił, że stać go na coś więcej niż praca w Fulham.

Oczywiście jest październik i nie ma szans na transfery, więc musimy grać tą kadrą, którą sobie uzbieraliśmy latem. To jest zespół Roya, bo kto inny chciałby ściągać Konchesky’ego z jego ostatniego klubu lub starego znajomego Poulsena. Z pewnością żaden kibic Liverpoolu takiej listy transferowej by nie przygotował. W obecnym zespole są zawodnicy, którzy ostatnimi meczami nie zasługują na dalszą grę. Pytanie tylko czy pozycja Roya jest na tyle silna, żeby wstrząsnąć szatnią. Jeśli mamy dalej przegrywać ze słabym Kuytem, leniwym i rozproszonym Johnsonem, mylącym się Carragherem czy niezdarnym Poulsenem to lepiej dajmy szansę młodym czy rezerwowym. Coś zrobić trzeba, bo wychodząc na boisku nie widać choćby chęci do gry w piłkę! Jeżeli zarabia się kilkadziesiąt tysięcy funtów tygodniowo to wręcz wypada 90minut w tygodniu biegać aż zabraknie tchu.

Są jednak obawy, że problem jest głębszy i praktycznie nierozwiązywalny w obecnym składzie i w krótkim okresie. Obecnie nie ma drużyny. Liverpool powinien mieć wyrobiony własny styl, który jest jednolity bez względu na zestaw zawodników na boisku. Tego nie ma. Indywidualności, które wciąż mają wielkie umiejętności, czasami nas ratują. Tylko, że to nie skoki narciarskie czy tenis. Potrzeba nam zjednoczonej grupy kilkudziesięciu facetów, którzy chcą i lubią ze sobą grać. Nie może być tak, że większość kadry trenuje razem kilka lat i ciągle nie potrafią współpracować na boisku. Benitez z pewnością nie należał do najbardziej otwartych i psychologicznie przygotowanych trenerów, ale wielokrotnie potrafił natchnąć zespół do walki i poświęcenia. Nam teraz potrzeba człowieka, który połączy zgraję znanych piłkarzy w zjednoczony twór. Czy to Roy, trudno póki co ocenić.

Nie wolno nam zapominać, że nie jesteśmy już młodym zespołem. Gerrard i Carragher mają świadomość, że wygranie mistrzostwa staje się dla nich coraz bardziej nieosiągalnym marzeniem. Jovanovic, Kuyt, Cole, Aurelio, Konchesky, Poulsen, Kyrgiakos czy Maxi kręcą się wokół trzydziestki. Brakuje nam energii i młodości. Pacheco, Wilson, Shelvey to melodia przyszłości. Lucas nie wnosi nic pozytywnego ostatnio, Babel nie potrafi przekonać kolejnego trenera i tylko Ngog z młodych graczy coś wnosi do naszej gry. Z naszych letnich nabytków tylko Meireles może napędzać akcje. Cole świetną techniką daje nam oczywiście dużo, ale jest kolejnym zawodnikiem nieprzemęczającym się podczas meczy.

Kilka zwycięstw odmieniłoby naszą sytuację. Tak było właśnie przed Northampton Town, Sunderlandem, Utrechtem czy Blackpool. Kibice powinni czuć niezadowolenie nawet jak wygrywalibyśmy te mecze minimalnie w słabym stylu. Narażanie ich na oglądanie tak nędznych spotkań jest rodzajem okrucieństwa. Teraz już nic nie może bronić piłkarzy. Jakikolwiek inny właściciel, zdrowy Aurelio czy lepsza pogoda nie wpłynęłyby na boiskowe poczynania Liverpoolu i to musimy sobie uświadomić. Tania wymówka ze zmianą władz nie może omamić fanów. Winni są piłkarze i sztab. Nikt więcej! Normalne więc powinno być rozliczanie ich po złych wynikach. Tylko nie możemy czekać w nieskończoność, mając pamięci losy Leeds United czy Newcastle.

Autor: Hulus Dodano: 04.10.2010

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON