Nareszcie!

Liverpool długo kazał czekać swoim kibicom na dobry występ i pewne zwycięstwo nad choćby dużo niżej notowanym zespołem. Niedzielne trzy punkty po szalonych sześciu minutach z Blackburn są nam niezwykle teraz potrzebne. Przede wszystkim musimy jak najszybciej przedostać się w jak najwyższy punkt tabeli ligi, żeby uratować dobrą atmosferę, którą stworzyło sprzedanie klubu i na tej fali kontynuować sezon.

Drużyna Sama Allardyce'a zaskoczyła bardzo słabym występem. Drużyny Big Sama nigdy nie grzeszyły wirtuozerią, ale nadrabiały braki fizycznym aspektem gry i walecznością, żeby nie powiedzieć agresją. Tym razem Liverpool pożarł Blackburn od samego początku. Nareszcie dostaliśmy występ efektowny, ofensywny i co najważniejsze zwycięski. Można czuć duże zadowolenie, nawet mimo wyniku, który powinien być znacznie wyższy. Roy Hodgson użył najmocniejszego zestawienia, które tym razem go już nie zawiodło. Dużo lepiej wyglądaliśmy jako zespół, co szczególnie dobrze było widoczne przy radości po pierwszej bramce. To oczywiste, że sukces można osiągnąć tylko jako kolektyw.

Ten mecz miał kilku bohaterów, którzy przeważnie pozostają raczej niezauważeni. Kontuzje Aggera i Johnsona wymusiły obecność Kyrgiakosa w środku obrony, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Grek całkowicie dominował na boisku i częściej nawet widoczny był pod bramką Robinsona niż Reiny. Siał popłoch przy wielu rzutach rożnych, czego często w naszej grze nie widujemy. Odszedł Hyypia i brakuje nam nieco skuteczności przy dośrodkowaniach. Soto zdecydowanie jest najlepiej grającym głową naszym zawodnikiem i przy takich meczach Roy powinien się mocno zastanowić czy nie lepiej byłoby postawić na starszego i wolniejszego Greka, który w zamian dałby nam przewagę przy stałych fragmentach gry. Widząc go tak dobrze grającego w wieku 31 lat można być zdumionym, że w swojej karierze tak późno trafił do czołowego klubu.

Słabe występy Poulsena były irytujące, szczególnie, że istnieje silna obawa, że Duńczyk jako ulubieniec Roya może dostawać niesłusznie więcej szans. Benitez przyzwyczaił nas, że często niezrozumiale wystawiał zawodników, którzy byli w słabej formie. Nareszcie Meireles dostał możliwość gry w środku pola, gdzie jego miejsce. Razem z Lucasem wywiązali się świetnie ze swoich obowiązków, dobrze utrzymując zespół przy piłce. To dobry zestaw pomocników, gdyż obaj nie mają problemu z podaniami. Dodatkowo strzeleckie popisy Raula dają nam coś ekstra. Taktycznie wyglądaliśmy naprawdę solidnie. Udało nam się w końcu ustawić silną linię pomocy, która dobrze operowała piłką i zapewniła nam wysokie posiadanie piłki. Nie mieliśmy problemu z kreowaniem akcji, bo nie ograniczaliśmy liczby zawodników przy naszych atakach. Tym razem nie szukaliśmy długich piłek do ofensywnego trio, które pozostawało bez wsparcia. Chcieliśmy grać dobry futbol i szukaliśmy gry po ziemi, co nam dobrze wychodziło.

Obecność Wernera, reprezentanta nowych właścicieli, była dla nas szczęśliwa. Na pewno teraz dyskutowana jest przyszłość Roya i taki występ pod okiem nowych szefów musi dać przewagę w rozmowach. To kluczowa decyzja, którą NESV musi podjąć w najbliższym czasie. Nie należy oczekiwać, że będą czekać do jakiegoś złego wyniku, żeby zwolnić Roya, bo jeśli mają wprowadzać spokojne rządy to takie posunięcie by temu zaprzeczało. Można oczekiwać, że w najbliższym czasie albo zatrudnią nowego managera albo wyrażą poparcie dla Hodgsona. Po serii rozczarowujących wyników dobre zwycięstwo nad Blackburn może być przełomowym momentem dla Anglika. Seria dobrych wyników z pewnością jest teraz przez wszystkich oczekiwana. Całkiem długo czekamy już na dłuższą serię zwycięstw i przynajmniej z zespołami niżej notowanymi powinniśmy wreszcie osiągać nudne, pozytywne rezultaty.

Autor: Hulus Dodano: 24.10.2010

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON