Bez sentymentu

Mecz z Aston Villą powinien być meczem nie wartym zapamiętania, prostym i zasłużonym zwycięstwem Liverpoolu. Jednak pojedynek ten to przede wszystkim powrót Gerarda Houlliera na stare śmieci. To jego kibice bardziej cenią niż obecnego szkoleniowca Roya Hodgsona, bo kiedy Francuz dostarczył do naszej gabloty kilka cennych pucharów, Anglik dopiero rozpoczyna swoją przygodę i jednak z marnymi nadziejami na jakikolwiek sukces w obecnym sezonie.

Houllier zostawił sporo serca w naszym klubie, dosłownie i w przenośni. Nie wygrał upragnionego tytułu, ale rok 2001 był jego. Jednak to, co zbudował już praktycznie nie istnieje poza dwoma wychowankami. Riise, Hyypia, Finnan, Heskey, Owen odchodzili w różnych etapach po zwolnieniu Gerarda. Chociaż skład, który heroicznie zwyciężył w Stambule był w większości zasługą Francuza to już jego w tym udział ograniczył się wyłącznie do doprowadzenia sezon wcześniej Liverpoolu do Ligi Mistrzów.

Poniedziałkowy mecz to świetna okazja, żeby pokazać jak wspaniałym klubem jesteśmy i jak godnie potrafimy się zachowywać. Należy uhonorować powrót byłego managera ciepłym przyjęciem, bo po burzliwym okresie rządów H&G należy okazywać wartości, które stanowią o sile Liverpoolu. Koniec z kłótniami, konfliktami na zewnątrz klubu. Tu chodzi również o nasz wizerunek, który przekłada się na zainteresowanie klubem, co dalej można przeliczać na ilość sprzedanych koszulek, które generują przychody wzmacniające nas. Z pewnością Roy z wszelkimi uprzejmościami przywita swojego najbliższego przeciwnika.

Jednak jak tylko usłyszymy pierwszy gwizdek sentymenty należy odłożyć na bok. Na pewno na boisku nie będzie żadnego znajomego Houlliera z tamtych lat, bo Gerrard i Carragher są niedostępni. Reina, Skrtel, Kuyt, Johnson, Torres czy Lucas to piłkarze już innej epoki, benitezowskiej, więc nie można mieć obaw o ich nastawienie. Potrzeba nam całkowitej bezwzględności. Nasz bilans bramek jest tragiczny, więc poza oczywistym celem- trzema punktami, musimy zadbać o kilka goli przewagi. Obecnie Villa jest w ciężkiej sytuacji i braki uzupełniają młodzi, niedoświadczeni piłkarze, chociaż dość utalentowani. Jednak dobra gra na Anfield i odpoczynek od gry kluczowych piłkarzy musi przełożyć się na tak dobrą grę jak chociażby z WHU.

Na pewno trzeba pomyśleć nad zastąpieniem Carraghera i najpewniej będzie to Kyrgiakos, ale łatwość z jaką Grek czy Skrtel potrafią wpakować się w tarapaty sprawia, że możliwości gry Wilsona czy Kelly’ego wzrastają, przynajmniej do oczekiwanego powrotu Aggera. Nie powinno więc nikogo zdziwić jak pierwszym ruchem Comolliego będzie zatrudnienie nowego obrońcy zanim poszukamy napastnika. Margines błędów mamy już wyczerpany, więc nie mamy obecnie czasu na wprowadzenie młodych do bardzo trudnej roli środkowego obrońcy. Kelly może grać z powodzeniem na prawej obronie, co już potwierdzał, ale Wilson jest dużą niewiadomą. Ciągle się uczy, ale na tej pozycji błąd oznacza przeważnie bramkę, więc dobrze byłoby widzieć najpierw, że jest gotowy zanim wrzuci się go na głęboką wodę.

Autor: Hulus Dodano: 05.12.2010

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON