Drogi Mikołaju…

Rok 2010 można wpisać do najgorszych w historii Liverpoolu. Był to okres, który obfitował w wiele pozaboiskowych nieciekawych wydarzeń, publicznego niszczenia wizerunku klubu, fatalnych wyników sportowych i całej masy zmian personalnych. Dopiero koniec roku można uznać za początek naprawiania tego całego bałaganu. Czego więc mogą sobie życzyć kibice na następny rok?

Już jedno życzenie zostało spełnione. Klub przejęli nowi Amerykanie, ale z zupełnie innym podejściem do klubu. Widocznie chcą wprowadzić w końcu rozsądne rządy, więc pierwszą obietnicą był … brak obietnic. Nie zapowiadają budowy stadionu w nierealnym terminie, nie zapowiadają kupowania gwiazd za duże pieniądze, nie oczekują tytułu już w tym sezonie. Wiele o ich planach będzie można powiedzieć po styczniowym okienku transferowym, kiedy poznamy odpowiedzi na wiele interesujących pytań.

Jednak mądrzy właściciele to tylko podstawa, na której można budować siłę klubu. Zawsze najwięcej zależy od piłkarzy, a dokładniej drużyny, za którą odpowiada jeden człowiek- obecnie Roy Hodgson. Jego pozycja nie jest mocno ugruntowana, co nie może dziwić. Przygnębiająca statystyka meczy wyjazdowych, przenudne występy w Europie i kompromitacja w Curling Cup to start niegodny najbardziej utytułowanego klubu w Anglii. Jeśli od teraz Liverpool nie wróci na drogę zwycięstw to już nowych piłkarzy wybierze kto inny. Sytuacja komplikuje się mocno, gdyż w Liverpoolu przebywać teraz będzie dwóch świetnych managerów pragnących tej pracy: Kenny Dalglish i Rafa Benitez.

Na pewno lada moment otwierające się okienko budzi wielkie oczekiwania. Pozycji do poprawy jest zatrważająco dużo. W obronie Konchesky zawodzi, Johnson nie gra konsekwentnie na swoim poziomie a w środku pod nieobecność Carraghera i Aggera mieliśmy za mało opcji. W ataku przy słabszej dyspozycji Torresa nie ma godnego następcy, który wziąłby odpowiedzialność za zdobywanie bramek na siebie. Na skrzydłach brakuje nam czasami energii i finezji. Sporo potrzeb, ale styczeń to zły okres na kluczowe wzmocnienia. Piłkarze klubów, które zakwalifikowały się do fazy pucharowej europejskich pucharów niechętnie zmieniają otoczenie zimą. Klubu nie chcą tracić kluczowych zawodników w połowie sezonu. Trzeba więc szukać okazji, czyli kończących się kontraktów, ale trzeba pamiętać, że nie tylko Liverpool ma potrzeby i bez gwarancji gry w Lidze Mistrzów tracimy cenny argument. Trzeba więc być mocno powściągliwym w naszych życzeniach transferowych, ale jednocześnie trzeba zaufać nowym władzom.

Ostatecznie jednak wszystko zależy od składu jaki mamy obecnie. Przydałoby się więc w roku 2011 jak najmniej kontuzji, jak najlepszej atmosfery w szatni i więcej błysku w oku u naszych graczy. Trzeba zakopać złe wspomnienia głęboko i odnaleźć charakter zwycięzcy, który pozwalał nam odrobić trzybramkową stratę do Milanu, zwyciężać na Santiago Bernabeu czy Camp Nou lub wyszarpywać wygrane w ostatnich sekundach. Pora przywrócić pełny profesjonalizm w Liverpool Football Club i oby nadchodzący nowy rok był dla odmiany jaśniejszym w historii. Tego wam wszystkim, kibicom tego starego i zasłużonego klubu, cierpiącym katusze przez ostatnie kilkanaście miesięcy, w tym świątecznym okresie życzę!

Autor: Hulus Dodano: 24.12.2010

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON