Po prostu Król

Stało się! Kibice otrzymali najlepszy możliwy prezent na nowy rok od właścicieli Liverpoolu. Kenny Dalglish- największa żywa legenda klubu przyszedł na ratunek. To niesamowite jak jedna decyzja, mimo fatalnego sezonu, wpłynęła optymistycznie na wielką rzeszę fanów na całym świecie. W końcu wysłuchano ich głosu pierwszy raz od dawna. Tym ruchem John Henry i spółka zapewnili sobie sympatię i zostawili sobie pół roku na poszukiwanie długoterminowego managera, z którym na dobre rozpoczęliby odradzanie zespołu. Na co jednak można będzie liczyć, kiedy już pierwszy entuzjazm opadnie i wrócimy do szarej, ligowej rzeczywistości?

Pierwszy mecz pechowo zakończył się odpadnięciem z Pucharu Anglii, zostawiając nam tym samym tylko Ligę Europy w zasięgu. Kenny, który po prostu wszedł do szatni w Manchesterze nic więcej niż zmotywować swoich nowych podopiecznych nie mógł. Fatalna decyzja Webba popsuła jednak wszystko i tego meczu wygrać nie można było, tym bardziej godzinę grając bez kapitana. Jednak dużo pozytywów można wyciągnąć z tej pierwszej potyczki Króla. Nastawienie piłkarzy było wzorowe, chociaż trudno oczekiwać czegoś innego wobec największego rywala. Do tego szybkie i odważne zmiany pokazały, że nie przejął nas podobny do Roya staruszek, ale prawdziwy twardziel. Jednak największe odmiana nastąpiła po meczu. Bez zawahania Kenny bronił swoich piłkarzy, stanął za nimi murem i nie bał się oskarżyć o błąd sędziego. To jest mentalność godna managera Liverpoolu!

W pierwszych swoich wypowiedziach jako ponownie trener Liverpoolu jasno przekazał, że porażki nie są akceptowalne i liczą się tylko zwycięstwa. Nie boi się wychwalać Torresa i wyznacza sobie jasny cel: przywrócić pewność siebie piłkarzom. Jego legenda i charyzma mogą przywrócić ducha tej drużynie. Bez wątpienia kilku zawodnikom jest to niezbędne. Chociaż ma za sobą dekadę przerwy od tej pracy to jak sam mówi futbol tak mocno się nie zmienił. Z pewnością obecna gra Liverpoolu dużo lepsza nie jest. Sławne kick and rush ma szansę na powrót zaistnieć, chociaż ulepszone o taktyczne nowinki. Co najważniejsze Król dobrze wie, że w pół roku nie odmieni całkowicie wszystkiego i skupia się na psychice zawodników. To w ich głowach leży odpowiedź na nasze problemy i chyba nikt inny obecnie nie nadaje się lepiej do tej roli niż Dalglish. On to Liverpool i nie musi już zabiegać o szacunek.

Oczywiście ciężko sobie wyobrazić, że nagle zaczniemy wygrywać i wszystko się ułoży wspaniale. Może i Kenny’emu przydarzą się wpadki, może nie zdążyć szybko obudzić zawodników do dobrej gry, ale nie ma szans, że się podda czy to zaakceptuje. Ma dodatkowo kilka możliwości przed zamknięciem styczniowego okienka transferowego, żeby wzmocnić skład i zapewne dobrze porozumie się z Damienem Comollim czy właścicielami. Już teraz błyskawicznie znalazł cennego asystenta w postaci Steve’a Clarke’a. Może skreśli kilku zawodników, którzy niewiele wnoszą do zespołu. Może da prawdziwą szansę kilku młodzikom. W końcu to on powiedział na temat Jacka Wilshere’a w kontekście gry w seniorskiej reprezentacji, że jeśli jest wystarczająco dobry to jest wystarczająco dojrzały. Pół godziny Shelveya na Old Trafford było pierwszym potwierdzeniem tej idei.

Kibice dostali tego, kogo chcieli i już teraz nie będą mogli nikogo obwiniać, jeśli nawet Królowi się nie powiedzie. Jednak czarny scenariusz jest nie do przyjęcia dla Kenny’ego Dalglisha. Jesteśmy świadkami najbardziej emocjonalnego powrotu, przebijającego nawet ten Robbiego Fowlera. Pora się zjednoczyć i iść w jasno określonym kierunku. Kierunku odpowiednim dla tego klubu, którego Roy Hodgson nie obrał i szybko na tym stracił.

Autor: Hulus Dodano: 10.01.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON