Pass and Move

Porażka z Manchesterem United i Blackpool na wyjazdach, remis u siebie z Evertonem i wygrana z Wolverhampton. Mało imponujące osiągnięcie jak na Liverpool. Jednak w obecnych okolicznościach kibice nie mogą być bardziej pozytywni odnośnie przyszłości. Moc Króla Kenny’ego już mocno odmieniła Anfield. Od wielu miesięcy klub nie był tak zjednoczony i skupiony na przyszłości. Jedno jest pewno: On ciągle TO ma!

Sentymentalny powrót Szkota na ławkę trenerską Liverpoolu miał przede wszystkim odnowić wiarę w siebie zawodników i zapewnić świeżość zespołowi zwłaszcza w strefie psychologicznej. Chociaż minęło niewiele czasu widać jak na dłoni, że to się udało. Fernando Torres w tym sezonie jeszcze tak dobrze nie grał jak w ostatnich spotkaniach. Każdy zawodnik ma równe szanse występu, stąd występy Kelly’ego, Poulsena, Jovanovica czy Shelveya. Skład jest jednością! Jednak nikt nie wątpił w to, że Kenny z tym się upora jak nikt inny. Wątpliwości były czy po wieloletniej przerwie jego warsztat ciągle jest aktualny.

Mimo tylko kilku spotkań można śmiało stwierdzić, że stary wyga pokazał wszystkim o co chodzi w piłce. Gramy zdecydowanie lepiej niż pod wodzą Roya i jest to styl znacznie bardziej pasujący filozofii Liverpoolu. Dokładne podania, dużo ruchu, gra głównie po ziemi i mądre przerzuty. Jak to możliwe, że gramy nareszcie porządnie w piłkę, kiedy przez ostatnie miesiące wręcz się kompromitowaliśmy? Gdzie są teraz ci znawcy futbolu, którzy po zwolnieniu Roya Hodgsona narzekali, że nie dostał czasu i wsparcia? Tajemnica tkwi w rozumieniu tego klubu, jego kibiców i ambicji. Kenny Dalglish wręcz to kreował, Roy Hodgson zawsze był tylko obok tego.

Dalglish przyszedł do klubu z wielką energią i robi dużo więcej niż od niego oczekiwano. Akademia nie mogła wymarzyć sobie lepszego trenera, gdyż nikt nie jest tak zainteresowany ich rozwojem jak Kenny. Włączenie na stałe Kelly’ego do pierwszego zestawienia, kolejne szanse Shelveya, obiecane dla Pacheco i Wilsona, zaproszenie Suso i Coady’ego do treningów z pierwszą drużyną i zabranie ich na mecz z Wolves- to wszystko udowadnia dużą wiarę w naszą młodzież. Wychodząc z założenia, że liczą się umiejętności, a nie metryka zawodnika klub z pewnością skorzysta w przyszłości przy ściąganiu utalentowanych juniorów.

Teraz kolejna misja przed Królem. Widocznie klub intensywnie pracuje nad wzmocnieniami jeszcze tej zimy, widocznie wierząc, że nic jeszcze nie jest stracone. Duży transfer może okazać się bardzo pozytywnym bodźcem dla całego zespołu. Ponadto powinien odzyskać nieco blasku dla cierpiącej katusze obecnie reputacji Liverpoolu i pokazać światu, że to wciąż bardzo atrakcyjne miejsce dla najlepszych graczy. Co ważne chęć wzmocnień nie jest argumentowana słabościami składu. Wręcz przeciwnie. Kenny jasno wyraża zadowolenie z kadry, bo nic tak nie podkopuje morale zespołu niż krytyka zawodników przez ich własnego trenera.

Największą zasługą Dalglisha obecnie jest zjednoczenie wszystkich związanych z klubem. Wszyscy dążą obecnie w jednym, jasno określonym kierunku i takiej zgody oraz porozumienie na każdym szczeblu nie widziano od bardzo dawna w czerwonej części miasta. Nawet krytykowany przez Hodgsona Rafael Benitez zebrał podziękowania za wkład w rozwój akademii. Najwyższa pora, żeby przestać besztać dobre imię Hiszpana, który mimo porażki swojego projektu, który zakładał wygranie Premier League, włożył wiele serca i wykonał wiele dobrego dla Liverpoolu. Stał się częścią historii klubu i kibice dobrze to wiedzą, nawet jak z nim nie sympatyzują.

Mecz z Wilkami to dopiero pierwsze zwycięstwo Kenny’ego, ale jakie piękne! Dodatkowego smaczku dodaje fakt, że wysoka wygrana została osiągnięta na obcym terenie, co było niemal nieosiągalne dla Liverpoolu wcześniej w tym sezonie. Nareszcie można było czuć dumę z naszych zawodników i oglądać styl gry przyjemny dla oka. Bramki, które zdobyliśmy nie były przypadkowe, a drugie trafienie Torresa było efektem aż 30 podań naszych graczy! Przy zachowaniu obecnego kursu i kontynuowaniu poprawy w odpowiedni jak do tej pory sposób, nie można już więcej obawiać się kolejnego spotkania. W końcu z niecierpliwością i optymizmem można wyczekiwać kolejnego rywala, gdyż ten zespół się odrodził!

Autor: Hulus Dodano: 24.01.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON