Transfer stycznia

Głośne odejście w ostatniej chwili za rekordowe 50 mln funtów to historyczne wydarzenie. Równie głośne było zakupienie za łącznie jeszcze większą sumę Luisa Suareza z Ajaxu i Andy’ego Carrolla z Newcastle. W międzyczasie odszedł Ryan Babel, bodajże najbardziej niespełniona nadzieja ostatniego dziesięciolecia w klubie. W ciszy Anfield na rzecz drugoligowego Nottinghtam Forest opuścił Paul Konchesky. Jednak najtrafniejszym transferem był ten darmowy, którego działanie z ukrycia wpłynęło najmocniej na grę pokaźnej liczby zawodnik. Tak, to Steve Clarke!

Bywają zawodnicy, którzy z miejsca wpasowują się w zespół i znajdują w nim swoje miejsce. Tak do naszego zespołu wchodzili Arbeloa czy Riera, którzy zaraz po przyjściu notowali świetne występy przeciwko odpowiednio Barcelonie czy United. Bywają tacy, którzy mimo powszechnie uznanych umiejętności, zawodzą i długo zajmuje im przeniesienie formy z poprzedniego klubu. Dla Liverpoolu do tej pory nowa para napastników jeszcze niewiele mogła zdziałać, ale to bez znaczenia. Nasz nowy asystent wydaje się kluczową postacią w obecnym odradzaniu się zespołu.

Wiadomo, że wszystkie ochy i achy spadają na postać Kenny’ego Dalglisha i słusznie. Bardzo chciał podjąć się tego trudnego zadania i z miejsca zajął się poprawą wielu aspektów działania klubu. Wprowadza ponownie zasady, do których był przyzwyczajony w poprzedniej, pełnej sukcesów epoce, co już okazało się bardzo aktualne. Nastawienie piłkarzy, wlanie optymizmu w ich psychikę, mocne i stanowcze zachowanie po utracie Torresa podkreśliło tylko to, czego wielu się po nim spodziewało: to prawdziwy lider i psycholog, którego nam mocno brakowało. Jednak trzeba mocno podkreślić ważną rolę, jaką odgrywa człowiek, którego Król ściągnął zaraz po zatrudnieniu.

Steve Clarke. Bardzo doświadczony były obrońca Chelsea, asystent Mourinho w jego najlepszych latach tam, pracował również ze Scolarim czy Zolą. Bogaty warsztat daje mu przewagę nad poprzednimi trenerami, którzy mogli nie być wystarczająco dobrzy dla tego klubu na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy. Wystarczy przypomnieć, że początek końca projektu Beniteza zbiegł się w czasie z odejściem uznanego Paco Ayesterana, który był z nim przez wiele poprzednich lat, kiedy ten odnosił największe sukcesy.

Już kilku zawodników wspomniało o wpływie Clarke’a na grę zespołu. Spearing ostatnio podkreślił, że intensywność gry na treningach wzrosła. To by pasowało z tym, co widzimy obecnie na boiskach Premier League. Szybsze, dokładniejsze wymienianie piłki na mniejszej przestrzeni to główna cecha obecnie naszej gry. Nie boimy się pressingu rywala i z większym spokojem operujemy piłką zwłaszcza na własnej połowie. W ten sposób ulepszyliśmy zarówno defensywę jak i wyprowadzanie piłki bliżej bramki przeciwnika. Taktyczny majstersztyk, który ostatnio widzieliśmy wydobywa najlepsze cechy składu, którym obecnie dysponujemy i w tym zapewne też spory udział miał Clarke. Jeżeli chodzi o wpływ na cały zespół, Kenny Dalglish najsprytniejszy ruch wykonał właśnie, ściągając Szkota do Melwood.

Autor: Hulus Dodano: 07.02.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON