Uśpiony kolos

Półtora sezonu ciągłego rozczarowania i krótkotrwałych zrywów powinno nas nauczyć dużej cierpliwości i opanowywaniu nadmiernego optymizmu. Znając ból wielu poprzednich rozczarowań powinniśmy dalej stąpać twardo po ziemi, chociaż wokół wszystko wydaje się kolorowe a przyszłość jasna. Zaskakujące odejście Torresa pokazuje, że w futbolu może wydarzyć się wiele nieoczekiwanego i przychodzą momenty, w których nie mamy wpływu na sytuację. Teraz zareagowaliśmy dobrze. Ostatni miesiąc to na pewno największy postęp od dwóch lat. Czy to już realne przebudzenie się Liverpoolu?

O ile wcześniej udawało nam się wygrywać z United w poprzednim sezonie czy w obecnym z Chelsea to nie widzieliśmy potem konsekwencji w kolejnych spotkaniach. Tym razem nasza seria jest bardziej imponująca. Cztery kolejne zwycięstwa i jednocześnie cztery czyste konta to wyniki, których oczekuje się po Liverpoolu. Z pewnością ostatnią osobą, która zadowoli się wyłącznie taką serią jest Kenny, który dalej będzie wymagał przede wszystkim zwycięstw. Chociaż nasza sytuacja dalej jest daleko od naszych wymogów to nadzieja powoli odżywa. Czeka nas dwanaście kolejnych pojedynków w lidze, które bezwzględnie są dla nas priorytetem, ale niedługo też zaczyna się faza pucharowa Ligi Europy, której nie możemy zlekceważyć. Jednak nasi główni rywale będą konkurować w Lidze Mistrzów, co może odbić się na ich grze w Premier League. Z całym szacunkiem, ale Sparta Praga nie jest tak wymagającym przeciwnikiem jak chociażby Inter Mediolan.

Niedzielny triumf nad poważnie wzmocnioną Chelsea na Stamford Bridge nie był jednorazowym przebłyskiem. Było to kolejne z rzędu zwycięstwo rozpoczęte od meczu z Wolves. W sobotę United poniosło tam pierwszą w sezonie porażkę. Potem odprawiliśmy Fulham, które w następnej kolejce pokonało Newcastle. Następnie zasłużenie zgarnęliśmy trzy punkty ze Stoke, które w ostatniej kolejce pokonało Sunderland. Chelsea miała również serię trzech zwycięstw z rzędu i mocny kryzys już za sobą. Nie można lekceważyć więc obecnych osiągnięć, które przyszły dzięki naszej ciężkiej pracy i co równie ważne zjednoczeniu zespołu.

Batalia z Chelsea przypominała stare, dobre czasy, kiedy Benitez z Mourinho wzajemnie eliminowali swoje atuty i szczegóły decydowały o wyniku. Tym razem również taktyka odegrała kluczowe znaczenie i tutaj Dalglish wygrał całkowicie. Może Maxi zaliczył pudło sezonu, ale taki przebieg spotkania okazał się dla nas korzystniejszy, gdyż bramka Meirelesa spowodowała szybszą i agresywniejszą grę Chelsea, ale czasu już było dla nich za mało na chociażby wyrównanie. Nasza obrona jednak była bezdyskusyjnie fantastyczna i jedyne szanse na zdobycie bramki The Blues widzieli wyłącznie w decyzjach sędziego, co powinno być zawstydzające dla obecnych mistrzów.

Przewrotnie Torres miał znaczny udział w tym, że Liverpool wygrał w tym sezonie oba spotkania z Chelsea. W pierwszym meczu w czerwonej koszulce zagrał świetny mecz i zdobył dwie bramki. Teraz już w niebieskich barwach był niewidoczny, nie wiedział jak ma grać z nowymi kolegami a do tego jego transfer jeszcze mocniej zjednoczył The Reds przed tym meczem. Teraz to już historia. Kibice Liverpoolu zasłużyli sobie na odrobinę drwin teraz w jego kierunku po tym jak lekceważąco wypowiedział się na temat wielkości klubu. Fernando nie zobaczymy już aż do następnego sezonu a perspektywa gry Suareza i Carrolla jest fascynująca. To był naprawdę bardzo dobry tydzień dla klubu!

Autor: Hulus Dodano: 07.02.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON