Nie ma faworyta w walce o 4 miejsce

Tabela nie kłamie. Nikt nie ma przewagi obecnie w tej rywalizacji i na boisku również nikt się nie wyróżnia nad resztę. Liverpool obecnie przegrywa tą walkę, gdyż teoretycznie po wygraniu zaległych spotkań City, Aston Villa i Tottenham byłyby wyżej, ale rozegrał już wszystkie spotkania z głównymi rywalami i ze wszystkimi równo dzielił się punktami. Bezpośrednimi pojedynkami nie wygramy tego wyścigu. Potrzeba konsekwencji z tymi teoretycznie słabszymi. Rywale tracą i będą tracić punkty, zwłaszcza w pojedynkach między sobą. Ekipie Beniteza co prawda pozostały mecze z United i Chelsea, ale w takich meczach idzie nam lepiej niż ze Stoke czy Portsmouth.

Dziś wywozimy punkt z trudnego terenu, ale powinniśmy bardziej starać się o całą pulę. Jeśli jednak nie oddaje się strzałów to trudno o bramki. Można jednak wyciągnąć kilka pozytywów z tego spotkania. Poza nerwowymi chwilami nasza obrona była znowu mocna i zachowaliśmy czyste konto. Naprawdę poza kilkoma fragmentami kontrolowaliśmy grę. Dobrze idzie nam pressing i odbieranie piłki, gorzej jej utrzymanie na połowie rywala, ale poprawiamy się. Mamy jednak duży problem braku kreatywności i stwarzania dogodnych sytuacji, co martwi, ale powroty do gry Benayouna i Torresa powinny to zmienić. Za tydzień nie powinno już być wątpliwości i obaj powinni zacząć od początku.

Zbliżamy się powoli do ostatniej prostej, limit błędów został wyczerpany. Musimy zacząć ryzykować, ponieważ nie opłaca nam się bronić remisu, kiedy musimy zdobywać komplet punktów. Sytuacja kadrowa mocno się poprawiła i jest szansa, że Rafa będzie mógł w końcu wybierać najlepszych, niekoniecznie najzdrowszych. Nie ma też już miejsca na słabą formę pojedynczych piłkarzy. Na papierze jest kim grać, bo w ofensywie mamy Gerrarda, Maxiego, Kuyta, Torresa, Yossiego, Rierę, Babela(celowo pominąłem Ngoga, Pacheco i Aquilaniego) i ci zawodnicy są odpowiedzialni za zdobywanie bramek, ale nikt, absolutnie nikt z nich obecnie nie wybija się ponad przeciętność.

Carragher poprawił się po tragicznym starcie, Skrtel ostatnio powrócił do formy, jakiej się oczekuje od niego, nawet Kyrgiakos grał dobrze, Insua umacnia się z każdym tygodniem na lewej obronie, Agger wyzdrowiał- cała obrona wróciła do normy. Teraz pora na atak.

Sądzę, że wielkie doświadczenie pozwoli nam wygrać ten wyścig, ale od teraz jest już on tylko korespondencyjny, więc przede wszystkim musimy skupić się wyłącznie na sobie, nie przejmować się zbytnio Ligą Europy i nie oszczędzać piłkarzy, kiedy będą nam potrzebni, bo na odpoczynek przyjdzie pora latem. Mundial to nie problem Liverpoolu, nie musimy dawać odpoczynku graczom, którym płacimy duże tygodniówki, aby zadowolić selekcjonerów. Raczej to my stracimy, mając na tym turnieju większość ważnych piłkarzy, bo znowu ciężko będzie przygotować wszystkich do sezonu.

Zostało nam więc 11 meczy, 33 punkty i o tyle musimy grać. Nie wolno nam od teraz wyjechać choćby z Old Trafford bez zrobienia absolutnie wszystkiego, aby wygrać. Jednak znając charakter tej drużyny można być pewnym poświęcenia i zaangażowania. Nie zdziwi mnie, jeśli ta walka zakończy się dopiero w ostatniej kolejce tak samo jak kwestia mistrzostwa. W tym roku nikt nie zachowuje ciągłości zwycięstw i są nieobliczalne drużyny środka tabeli jak Fulham i Everton, które potrafią wygrywać z najlepszymi. Możliwe, że każdy kolejny tydzień będzie wprowadzał przetasowania w tabeli i tylko koncentrując się tylko na kolejnym spotkaniu będzie można nie oszaleć.

Autor: Hulus Dodano: 21.02.2010

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON