Zapomnijmy o gwiazdeczkach

Ostatnie kilka tygodni przyniosły nieco nudy i mniej oczekiwanych wyników w grze Liverpoolu, które musiały nam przypomnieć, że marzenia o Lidze Mistrzów w następnym sezonie są równie realne jak w przypadku polskich zespołów. Teoretycznie i matematycznie wszystko możliwe, ale zbyt dużo niezależnych czynników musiałoby się zgrać w czasie, aby to nastąpiło. Dlatego żądni sukcesu kibice The Reds spoglądają z niemal bezkresnym zauroczeniem na popisy naszych drużyn młodzieżowych, zwłaszcza U-18. Sterling, Coady, Suso, Robinson, Flanagan, Ince to teraz poza Suarezem i Carrolem najgorętsze nazwiska w czerwonej części miasta Beatlesów! Pytanie tylko czy taki szum jest im teraz potrzebny?

Zaczęło się to kilka lat wcześniej. Rafael Benitez, który chciał mieć wpływ na każdy sektor działalności sportowej klubu rozpoczął rewolucje w szkoleniu młodzieży. Metody sztabu szkoleniowego, które wypromowały Carraghera, Fowlera, Gerrarda czy Owena przez ostatnie lata były już nieskuteczne. Klub nie wprowadzał kolejnych młodzieżowców do kadry i rzadko kiedy odchodzący robili porządne kariery. Mocnym impulsem poprawiającym ten stan było zatrudnienie Rodolfo Borrella i Jose Segury, których doświadczenie ze sławnej barcelońskiej La Masii nie może być lekceważone. Oczywiście w przypadku szkolenia dzieciaków potrzeba lat, aby zobaczyć efekty, ale jak widać obecne pokolenie chłopaków pod skrzydłami takich fachowców już teraz udowadnia, że cały wysiłek ma sens.

Benitez czasami korzystał z usług Spearinga, Pacheco, Plessisa czy El Zhara. Dał szansę debiutu anonimowemu wcześniej Kelly’emu czy Robinsonowi, ale to były rzadkie przypadki. Dopiero Insua dostał więcej szans. Jednak zasług Hiszpana nie sposób niedocenić. Hodgson korzystał z usług młodzików głównie w Lidze Europy. Dopiero Dalglish w pełni im zaufał. Z miejsca wprowadził Kelly’ego do pierwszego składu kosztem faworyzowanego wcześniej Konchesky’ego. Nawet przesunął Johnsona na lewą stronę, żeby nie hamować rozwoju Martina. Spearing rozpoczął derby z Evertonem w środku pomocy, Wilson ostatnio zadebiutował w pełni w lidze, a Shelvey regularnie wchodził z ławki przed kontuzją. Co najważniejsze wcale mocno go oni nie zawodzili. Dla przykładu Kelly za chwilę mógł zadebiutować w dorosłej reprezentacji, gdyż ostatnio osobiście obserwował go Fabio Capello. Hodgson nie dawał mu wystarczająco dużo szans, ale przecież to on nie poznał się na talencie Roberto Carlosa.

To jeszcze nie wszystko. Gwiazdki akademii: Suso i Coady ściągnięci zostali na tydzień treningów do Melwood. Jeszcze większa grupka poleciała do Pragi z pierwszą drużyną, co było niesamowitym posunięciem. Chociaż tylko Coady usiadł na ławce to była to dla nich szansa na zintegrowanie się z seniorami. Mogli poczuć tą atmosferę wyjazdowych meczy w Europie i nieco oswoić się z klimatem pierwszej drużyny. Teraz jak byli już tego częścią jeszcze mocniej muszą wierzyć, że są w stanie tam się dostać na dłużej. Wpływ Kenny’ego jest tutaj nieoceniony. Wprowadzane przez niego metody znacznie przybliżają akademię do Melwood.

Jednak prawdziwe szaleństwo rozpoczęło się w meczu FA Youth Cup z Southend. Młody, energiczny i ofensywny zespoł Borrella rozniósł przeciwnika 9:0 a mały chłopiec o olbrzymim talencie, Raheem Sterling zgarnął najwięcej pochwał po zdobyciu aż pięciu bramek. Później kolejne spotkania U-18, rezerw i ciągle same wygrane. Nic dziwnego, że zrobiło się głośno na ten temat. Nie możemy tutaj powiedzieć jak w poprzednich latach, że klub nadmiernie promuje młodzików przesadnie opisując ich zdolności. Tym razem ich poziom odzwierciedla chociażby liczba reprezentantów Anglii. Na każdym szczeblu mamy ich teraz po kilku a Wisdom, Coady czy Shelvey mocno się tam wyróżniają.

Tylko czy w tym szaleństwo nie zapędzamy się za daleko. Widziano wielu utalentowanych 18-latków, o których nikt już nie słyszał po kilku latach. Jest wielka różnica pomiędzy grą zespołów młodzieżowych a dorosłą piłką. Musimy mieć świadomość, że żaden juniorski puchar nie jest tak istotny jak wprowadzenie przynajmniej kilku zawodników na wyższy poziom. Trzeba mieć świadomość, że w dużym klubie odpowiedzialność za wynik jest tak wielka, że trenerzy nie lubią ryzykować z młodzieżą. Chcą mieć piłkarza już gotowego do gry, bo jego jeden błąd może doprowadzić do straty punktów, które na koniec sezonu mogłyby okazać się kluczowe. Dlatego jeżeli chcemy dalej zbierać owoce pracy akademii posiadanie na stanowisku managera kogoś takiego jak Kenny Dalglish jest niezbędne.

Spójrzmy na ciekawy przypadek Daniela Pacheco. Duży talent, przerastający rówieśników już od wielu miesięcy. Wydawało się, że kwestią czasu staną się jego regularniejsze wejścia chociażby z ławki. Tymczasem długo zajmuje mu zrobienie tego ostatniego, najtrudniejszego kroku. Dlaczego? Możliwe, że tempo gry, fizyczność i taktyka drużyny rezerw nie mogą się równać z ‘prawdziwą’ piłką. Chociaż ciągle to młody chłopak to wiara w niego nieco osłabła obecnie. To samo czeka jednak wszystkie chwalone mocno obecnie gwiazdki akademii. Chociaż ocierają się oni o pierwszy zespół to do wykonania jest jeszcze ogrom pracy. Przyjdą jeszcze lepsze i gorsze momenty, tylko kilku z nich będzie ostatecznie w stanie awansować do Melwood, więc przyjdzie z pewnością niecierpliwość i niepewność. Teraz jednak nie czas na wybieganie w odległą przyszłość. Radziłbym zapomnieć na kilka lat o tych chłopakach w kontekście pierwszego zespołu i pozwolić im spokojnie doskonalić swoje umiejętności. Jeśli utrzyma się obecny stan szkolenia to nie sposób będzie popsuć takie pokolenie.

Autor: Hulus Dodano: 07.03.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON