Początek rewolucji

Zwolnienie Roya Hodgsona, podziękowanie Christianowi Purslowowi, zatrudnienie tymczasowo Kenny’ego Dalglisha oraz kilka niezwykle ważnych ruchów transferowych w styczniu. To najważniejsze decyzje, jakie podjęli do tej pory właściciele Liverpoolu z Johnem Henrym na czele. Trafili w nowe środowisku sportu, którego nie znali i potrzebowali czasu na poznanie go oraz zrozumienie ‘Liverpool way’, o której tak często wspominają. Teraz na dwa najważniejsze stanowiska dotyczące działania klubu awansowali dobrze już znanych Iana Ayre’go oraz Damiena Comolliego. O ile zimowe transfery nie mogły czekać to te kluczowe decyzje są wynikiem wielu przemyśleń i długiego oczekiwania. To już nie jest doraźne działanie czy początkowe porządki. Mamy właśnie start nowego projektu pod przewodnictwem nowych Amerykanów.

Ian Ayre przejmie stanowisko pozostawione przez kontrowersyjnego Christiana Purslowa, któremu przypisuje się pozbycie Gilleta i Hicksa a jednocześnie zwolnienie Beniteza i wybór Hodgsona. Obu panów łączy duża tożsamość z klubem, gdyż pochodzą z Liverpoolu, co może być zaletą lub wręcz wadą. Dyrektor zarządzający dużego klubu powinien mieć duże doświadczenie biznesowe i sportowe, co Ayre spełnia. Jednocześni rozumie filozofię klubu, jego historię i postawę, jaka jest oczekiwana. Powinien też znać hierarchię w Liverpoolu i wiedzieć, że kwestie sportowe niepodważalnie nie należą do jego obowiązków. Każdy pojedynczy transfer musi wynikać z decyzji sztabu szkoleniowego z oczywistym uwzględnieniem możliwości finansowych klubu, którymi właśnie Ayre będzie kierował.

Czekają nas wielkie decyzje i wyzwania za chwilę. Problem znalezienia stałego managera wydaje się stosunkowo łatwy do rozwiązania od kiedy Kenny Dalglish zawstydził wszystkich sceptyków dziesięcioma ligowymi kolejkami. Kwestiami jak dalej wyglądać ma sztab, współpraca pomiędzy zespołami młodzieżowymi a pierwszą drużyną, podziałem obowiązków szkoleniowych itp. należy się zająć zaraz po miejmy nadzieję zatrudnieniu Króla. Przywrócenie jedności i wyznaczenie konkretnego kierunku dla całego klubu jest sprawą nadrzędną. Liverpool potrzebuje planu na długie lata, jeśli realistycznie myśli o powrocie na szczyt. Nie można ślepo wierzyć, że kilka nawet bardzo dobrych transferów latem da nam tytuł. Rywale nie śpią. United i Chelsea ciągle są najmocniejsze, Arsenal ma wiele talentu w swoim zespole a City i Tottenham znowu nie będą żałować gotówki na wzmocnienia.

Ian Ayre jest ojcem sukcesu, jakim jest podpisanie ogromnej umowy z Standard Chartered. Jego doświadczenia z Azji mogłyby sugerować, że promocja w tamtych rejonach jest więcej niż oczekiwana. Oczywiście ze względu na amerykańskich właścicieli nie można wykluczyć także promowania klubu w USA. Jednak będzie musiał wykazać się głównie na rynku transferowym. Po tym jak sprzedaliśmy za wielkie pieniądze Torresa i kupiliśmy za podobne Carrolla inne kluby będą chciały od nas znacznie większych kwot za swoich zawodników niż od mniejszych klubów. Zbliżające się lato będzie wielkim testem dla nowego CEO i miejmy nadzieję, że okaże się wielkim sukcesem.

Sprawa kontraktu dla Dalglisha, dyskusja na temat Suareza, Carrolla czy naszych szans na grę w Europie przysłoniły na długo bardzo istotną kwestię, która zapoczątkowała wielkie zmiany kilka lat temu. Nie byłoby w Liverpoolu Hicksa i Gilleta, gdyby nie potrzeba większego stadionu. Pozwolenie na budowę nowego obiektu na terenie Stanley Park zaraz będzie nieważne a ze strony Henry’ego ciągle brakuje deklaracji. To paląca kwestia, która miała być rozwiązana znacznie wcześniej jak tylko Moores oddał klub w ręce zagranicznych inwestorów. Teraz trzeba podjąć konkretne działania, które rzeczywiście zostaną wprowadzone w życie. Czy to będzie nowy obiekt, czy przebudowa Anfield to już zagadnienie dla ekonomistów, architektów i budowlańców. Nie może ona wynikać z przypadku i musi być gruntownie przedyskutowana i przemyślana. Widząc dotychczasowe kroki zarządu można jednak mieć tego gwarancję.

Odrębną kwestią mocniej zbliżoną do strefy sportowej klubu jest awans Damiena Comolliego na stanowisko Dyrektora ds. Piłki Nożnej Liverpoolu. Tajemnicza nazwa ma oznaczać szereg obowiązków dla Francuza. Teraz będzie ściślej współpracował z managerem i miał większy wpływ nawet na grę zespołu. Klub mocno ufa Comolliemu i powierzeniu mu szeregu zadań dowodzi, że jego obecna praca jest wysoce ceniona. Harry Redknapp może wyśmiać jego wpływ na obecny Tottenham, ale jego najbardziej interesujący piłkarze są wynikiem pracy właśnie Comolliego. To także jasny znak, że klub jest więcej niż zadowolony z trudnych styczniowych batalii transferowych i nowego duetu napastników.

Jesteśmy obecnie świadkami wydarzeń znacznie mniej ekscytujących niż ostatnie potyczki ligowe, ale ich znaczenie przerasta nawet mecz z United. Właściciele są już bliscy sformowania pełnego zespołu, który otworzy nową, oby owocną erę w dziejach klubu. Oczekiwane jest wiele zmian kadrowych. Pokaźna już grupka starzejących się piłkarzy, którzy nie reprezentują odpowiedniego poziomu powinna ustąpić miejsca młodym, żądnym sukcesu talentom, których wyłapie sprawne oko Comolliego czy Dalglisha. Duża liczba zmian grozi destabilizacją i trzeba będzie nad tym zapanować. Nikt nie powinien się łudzić, że proces odbudowy zespołu zajmie jedno lato. Manchester City na papierze ma jeden z najsilniejszych składów a ich gra jest równie skomplikowana jak reprezentacji Islandii. Czas i cierpliwość będą kluczowe w procesie odbudowy potęgi Liverpoolu i tego należy życzyć całej ekipie, kierującej klubem.

Autor: Hulus Dodano: 23.03.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON