Osiem finałów

Żaden fan Liverpoolu nie może być zadowolony, jeśli na ostatniej prostej pozostaje tylko osiem ligowych spotkań, w dodatku bez widoku na tytuł. Pucharowa susza zaczyna być mocno dokuczliwa, a jeśli spojrzy się na rosnący dorobek United tym boleśniejsza. Jednak te osiem ostatnich pojedynków to nasza szansa na odbudowę dumy, obrazu klubu a przy wielkim szczęściu nawet na grę w Europie w kolejnym sezonie. Dobre wieści o powrotach kontuzjowanych, długi czas na przygotowania do każdego meczu oraz brak wyraźnej presji a do tego chęć odpłacenia się kibicom za kolejny słaby rok mogą zrobić tą końcówkę magiczną.

W centrum uwagi bez wątpienia królować dalej będzie duet Carroll-Suarez. Urugwajczyk już rozkochał w sobie całe The Kop a młody Anglik dopiero zaczyna przygodę z klubem, chociaż bez takich fajerwerków jak partner. Jednak największym pytaniem jest czy ta para nawiążę ze sobą współpracę na wysokim poziomie. Ich występ z Sunderlandem był obiecujący, ale to dopiero początki i właśnie na finiszu ligi będą mieli czas na poprawę, żeby następny sezon zacząć z większą pewnością siebie. Suarez już z niejednym zawodnikiem potrafił świetnie współpracować i jego styl gry dobrze rokuje także w tym przypadku. Duet zgranych napastników będzie dla Liverpoolu wielkim atutem. Ostatnimi laty Torres zdominował nasz atak, ale współpracować potrafił jedynie z Gerrardem, kiedy jednak w ataku był osamotniony. Tak samo w reprezentacji jak i teraz w Chelsea ma problemy z grą dwoma napastnikami, a przecież partnerzy tacy jak Drogba czy Villa to marzenie. To jest właśnie kolejny powód, dla którego jego odejście, mimo wielkich zasług, wpływa orzeźwiająco na Liverpool.

Kalendarz pozostałych spotkań mamy ciekawy. Ciągle pozostają pojedynki z trzema czołowymi drużynami ligi, potyczki z WBA Hodgsona oraz byłym klubem Carrolla, więc nudzić się nie będziemy. Nie ma co się oszukiwać, że dla niektórych osób to walka o pozostanie w klubie. O ile Dalglish może być spokojny to Maxi, Cole, Poulsen, Jovanovic, Kyrgiakos, Aurelio czy N’Gog mogą zacząć się martwić o przyszłość. Jeżeli doliczymy do tego niegrającego Jonesa i nielubianego Konchesky’ego otrzymamy pokaźną grupę piłkarzy, którzy mogę opuścić Liverpool. To spowoduje mocne odchudzenie składu, który trzeba będzie rozszerzyć. Jeśli będziemy w stanie aż w takim stopniu przebudować latem zespół, sprowadzając lepszych piłkarzy, jednocześnie z wielką wolą walki i chęciami gry dla Liverpoolu to właściciele powinni być noszeni na rękach. Jednak jak zawsze wielkie plany napotykają też wielkie przeszkody i jeżeli rozpoczniemy następny sezon z pełnym składem, nawet z kilkoma niechcianymi zawodnikami to będzie to lepsza sytuacja niż obecna, kiedy wręcz nie mamy nominalnych zawodników na lewą stronę!

Wracając do tematu ostatnich spotkań potrzebna nam będzie mocniej niż wcześniej koncentracja i pełne zaangażowanie. Przeważnie im lepsza drużyna tym lepiej graliśmy, co potwierdziły mecze z Chelsea i United. Tymczasem z przeciętnymi drużynami w Lidze Europy się męczyliśmy a WHU nas całkowicie zdominował. Kontuzjami czy brakiem odpoczynku tym razem nie możemy się tłumaczyć. Lada moment powrócą Gerrard, Kelly, a może nawet Shelvey i Aurelio, więc będzie z kogo wybierać. Najważniejsza jest konsekwencja, która rzadko była naszą domeną. Musimy potraktować każde kolejne spotkanie jako najważniejsze to może szczęście na koniec się do nas uśmiechnie i uda nam się wskoczyć przynajmniej oczko wyżej w tabeli. Jednak jeśli na moment stracimy uwagę to szybko pogubimy punkty. O odpowiednie nastawienie dbać będzie Dalglish, którego entuzjazm wręcz zaraża wszystkich w klubie.

Następne spotkanie z WBA będzie niezwykle interesujące ze względu na pojedynek poprzedniego z obecnym szkoleniowcem Liverpoolu. Roy Hodgson może być zadowolony ze względu na miejsce rozgrywania meczu, gdyż nie mógłby oczekiwać ciepłego przyjęcia na Anfield. O ile przy jego zwolnieniu wina za fatalne wyniki rozkładała się również na zawodników to Król szybko udowodnił, gdzie leżał problem. Jeszcze bez Suareza, a nawet bez Torresa osiągnął kilka imponujących wyników, których Roy nie zdołał osiągnąć w dłuższym okresie. Obecnie przy 30 kolejkach 20 z 45 punktów zdobył Dalglish w zaledwie 10 spotkaniach! Różnica jest kolosalna, a przecież przyszedł ratować zespół przed kompromitacją i nie miał pełnego lata na przygotowania. Dlatego ten pojedynek będzie miał dodatkowy smaczek, o którym będzie zaraz po przerwie reprezentacyjnej głośno.

To zabawne jak mocno zależy nam teraz na dostaniu się do rozgrywek europejskich, z których dopiero co odpadliśmy w żałosnym stylu, nie wykazując chęci zwyciężenia. Może Liga Europy znowu będzie dla nas raczej obciążeniem niż nagrodą, więc czy można będzie się cieszyć z ewentualnego awansu do tych rozgrywek? Wspominając nasze tegoroczne mecze zarówno grupowe i pucharowe można je opisać jednym słowem: nuda! Kilka lat niewiarygodnych wieczorów w Lidze Mistrzów za Beniteza mocno z tym kontrastują. Jednak dla takiego klubu jak Liverpool istnienie w Europie jest zawsze ważne, więc może najwyższy czas zadbać mocniej o wizerunek klubu, który mocno ucierpiał w ostatnich dwóch latach.

Autor: Hulus Dodano: 23.03.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON