Kataklizm w defensywie

Porażka z WBA była rezultatem przede wszystkim dwóch bardzo pechowych kontuzji. Kiedy po kilku mocnych minutach w naszym wykonaniu straciliśmy Johnsona straciliśmy też impet, gdyż potrzebowaliśmy poprawy ustawienia z Kyrgiakosem w środku i Carragherem po prawej. Zostaliśmy z czterema nominalnymi środkowymi obrońcami w defensywie! Jednak kolejny cios w przypadku zejścia Aggera był nie do przezwyciężenia. Paradoksalnie dwóch obrońców, którzy mieli najwięcej do udowodnienia w meczu przeciwko Hodgsonowi, zostało tej szansy pozbawionych. Powstały w nieoczekiwanych okolicznościach blok defensywny zrujnował nam szansę na zwycięstwo w tym spotkaniu.

Przewrotnie tak jak w poprzedniej kolejce z Sunderlandem tak i teraz dwie szybkie kontuzje ustawiły spotkanie, chociaż w sobotę Liverpool nie powinien w tak prosty sposób oddać prowadzenia. Niestety urazy dotknęły nas w najwrażliwszych punktach. Agger trzyma niesamowitą skuteczność w obronie[z nim w składzie niemal nie tracimy bramek] a jednocześnie utrzymuje nas przy piłce. Johnson jest najzdolniejszym piłkarzem w wyjściowym składzie obok Suareza. Właśnie ta para gwarantowała nam inteligentne i spokojne wyprowadzenie piłki z własnej połowy. Można powiedzieć, że zabezpieczali nas przed masowym wykorzystywaniem Andy’ego Carrolla jako celu długich podań. Ich zejście zapoczątkowało serię takich zagrań, co jest uwłaczające dla tak dumnego klubu.

Nie można mieć pretensji do Carrolla, że wykorzystuje swoje walory, bo przecież tak powinno się robić. Jednak jego koledzy muszą znaleźć balans w swoich zagraniach. Kenny Dalglish ostrzegał swoich piłkarzy przed nadmiernym przekopywaniem piłki wprost na Carrolla, twierdząc, że to inteligentni gracze, którzy będą potrafić wykorzystywać wszystkie możliwości. Jednak mocno ich przecenił a przynajmniej fatalnie wyglądało to w sobotę. Przy biernej postawie Lucasa i Spearinga, którzy poza prostymi zagraniami nie potrafili rozegrać piłki w tym spotkaniu, nasza obrona całkowicie poświęciła się wybijaniu piłki zamiast wyprowadzeniu jej. W ten sposób straciliśmy kontrolę nad meczem i tylko przyjmowaliśmy ataki drużyny walczącej o utrzymanie. To była obrona w stylu Hodgsona, nie Dalglisha.

To zadziwiające, że zamiast wykorzystywać atuty będącego w dobrej formie Suareza zdecydowanie częściej próbowaliśmy znaleźć szukającego formy Carrolla. Urugwajczyk to złoty chłopak, który ciągle gnębi rywali niekonwencjonalnymi zagraniami, ale minimalne wsparcie jakie otrzymał w tym meczu jest niedopuszczalne. Nieprecyzyjny Kuyt i zagubiony Meireles tracili piłki w prosty sposób, a kilka razy Suarez wracał na własną połowę, odbierał piłkę i nie miał z kim jej rozegrać. Andy Carroll natomiast zmarnował pierwszą połowę na potyczkach z obrońcami i niewiele mu brakowało, żeby otrzymać drugą żółtą kartkę, kiedy tracił nad sobą kontrolę. Kilkakrotnie stwarzał zagrożenie, ale jeszcze daleko mu od formy z Newcastle, która jest wymagana w Liverpoolu.

Wracając do feralnej defensywy w spotkaniu z WBA wyszła na jaw przykra prawda, że najwięcej zmian wymaga właśnie obrona. Kontuzje Johnsona i Aggera zdarzają z pewną systematycznością. Młody Kelly też ma podobnego pecha. Lepiej sytuacja wygląda z Carragherem i Skrtelem, ale oni wręcz muszą grać wyłącznie w środku obrony. O Aurelio i jego urazach już lepiej nie wspominać. Pozostaje nam jeszcze Kyrgiakos, którego wszystkie braki wytknął Odemwinge i przez to straciliśmy bardzo istotne punkty oraz Wilson, który nie jest jeszcze gotowy do regularnej gry, tym bardziej na lewej stronie. Jeżeli kontuzja Johnsona okaże się poważna zostaniemy jedynie z kilkoma środkowymi obrońcami! Najgorsze możliwe zestawienie defensywy może okazać się jedynym możliwym i zaprzepaścić nasze szanse na chociażby awans na piątą pozycję w lidze.

Możliwe, że otworzą się drzwi do pierwszej drużyny dla młodzieżowców, ale trudno żywić nadzieję, że młodzi Robinson czy Flanagan poprowadzą nas do rzędu zwycięstw, którego teraz potrzebujemy. Cierpimy przez braki kadrowe i naiwność. Nie możemy przecież liczyć na brak kontuzji, jeśli ¾ naszego najlepszego zestawienia przegapia przynajmniej kilkanaście spotkań w sezonie. Jeżeli chcemy odzyskać utraconą przez dwa lata pozycje w angielskiej piłce poza stabilnością wypadałoby też zbudować kompletny skład. Nie można logicznie wytłumaczyć obecnej sytuacji, w której nie tylko brakuje zmienników na niektórych pozycjach, ale nawet brakuje nominalnych piłkarzy głównie na lewej obronie. Nadchodzące lato będzie kluczowe w tych kwestiach. Wśród obrońców nie wyobrażalne jest pozostanie Kyrgiakosa i Aurelio na następny sezon, skoro nie można im zaufać. O ile na prawej obronie mamy dwóch świetnych Anglików to już w środku mamy klasowego Aggera, porządnego Skrtela, staromodnego Carraghera oraz nieopierzonego Wilsona. Niezbędny jest więc przynajmniej jeden nowy stoper, który potrafi też grać piłką. Przy całkowitej dziurze po lewej stronie potrzebne są więc łącznie aż trzy nowe osoby, których wpasowanie się do drużyny i czas aklimatyzacji są nie do przewidzenia.

Wielka szkoda, że dużą solidność w obronie jaką przez pięć lat budował Benitez rozwalono w ostatnich dwóch latach. Oczywiście zaczęło się to jeszcze podczas ostatniego roku Hiszpana i to pod jego wodzą rozpoczęła się ta katastrofa, ale to palący problem do rozwiązania na chwilę obecną. Każdy szanujący się zespół budowany jest od obrony i tak też robił Benitez, ale teraz kolejny raz potrzebna jest zmiana. Musimy odnaleźć też równowagę w zespole, którą gubiliśmy tracąc kolejno Alonso i Mascherano. Niestety ciągle tego nie nadrobiliśmy a obecnie zostaliśmy z Lucasem i Spearingiem w środku pomocy, co raz na zawsze kończy piękną przyśpiewkę o najlepszej pomocy na świecie.

Projekt odbudowy Liverpoolu to bardzo złożone zadanie. Nie dość, że potrzeba będzie niezwykle celnych transferów, żeby nie zaprzepaścić kolejnego roku to dodatkowo trzeba będzie opracować kilkuletni projekt sportowy, który będzie konsekwentnie wdrażany. Nie można działać doraźnie tak jak robił to Hodgson z Purslowem inwestując w mocno dojrzałych zawodników, którzy teraz są tylko balastem dla klubu. Potrzeba długookresowego działania, żeby także odmłodzić zespół. Z obecnymi właścicielami i dobrą współpracą Comolliego z Dalglishem możemy żywić nadzieję na rozwój, ale przy obecnej konkurencji będzie to szalenie skomplikowane. Chelsea dodało nieco świeżej krwi do starzejącego się składu i będą to kontynuować. United kolejny raz mimo nieprzekonującego sezonu jest na szczycie i zawsze jest faworytem. Arsenal chociaż znowu odpada ze wszystkiego gra bardzo dobry futbol. Manchester City i Tottenham zbierają dalej doświadczenie, ulepszają się i mają fundusze na kolejne wzmocnienia. Chociaż wydaje się, że w końcu mamy faktyczne możliwości i już lepsze cele transferowe to stoimy na starcie w trzeciej linii i to niestety za drużynami spoza mitycznego już TOP4.

Autor: Hulus Dodano: 04.04.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON